Gigantyczne koszty leczenia za granicą. Eksperci wyjaśniają, jak się zabezpieczyć
Śpiączka w Chinach, tragiczny wypadek na Filipinach czy nagły udar w Egipcie. Ostatnie historie pokazują, że wakacje marzeń mogą zamienić się w walkę o życie i rozpaczliwe zbiórki na transport medyczny. Koszty leczenia poza Europą idą w setki tysięcy, a nawet miliony złotych. Eksperci medycyny podróży ostrzegają: to nie są odosobnione przypadki, ale norma.
W tym artykule:
Coraz więcej dramatów Polaków za granicą
23-letnia Klaudia Uciechowska studiowała w Chinach. Zapadła w śpiączkę po tym, jak rozwinął się u niej potworniak jajnika. Przebywała w tamtejszym szpitalu. Rodzice uruchomili zbiórkę, by sprowadzić ją do kraju. Na początku czerwca, dzięki interwencji Ministerstwa Obrony Narodowej, udało się przewieźć ją do Polski.
Piotr Moczulski wiosną 2024 r. pojechał na wakacje na Filipiny, gdzie uległ poważnemu wypadkowi. Mężczyzna zapadł w śpiączkę i przebywa w lokalnym szpitalu. Rodzina zbiera pieniądze, by sprowadzić go do Polski.
48-letnia Monika w maju doznała rozległego udaru w Egipcie i trafiła do szpitala. Bliscy kobiety apelowali o pomoc w sprowadzeniu jej do Polski. Dzięki pieniądzom ze zbiórki kobieta wróciła do domu.
To tylko wycinek historii Polaków, którzy doznali poważnego kryzysu zdrowotnego za granicą.
Koszty leczenia mogą sięgać setek tysięcy złotych
- Jako lekarz medycyny podróży, mogę powiedzieć, że to kropla w morzu tragicznych zdrowotnych historii Polaków za granicą. Teraz takie sprawy się nagłaśnia - i bardzo dobrze - ale musimy mieć świadomość, że podobne rzeczy dzieją się na wielu wyjazdach. Dlatego trzeba się do nich odpowiednio przygotować - podkreśla lek. Łukasz Durajski, ekspert medycyny podróży.
- Takie sytuacje to nie jest w turystyce precedens, one się zdarzają częściej, niż byśmy chcieli. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, ilu Polaków doznało kryzysu zdrowotnego za granicą. Dlatego podstawą przed podróżą, a już szczególnie do krajów spoza UE powinno być wykupienie odpowiedniego ubezpieczenia. Może tutaj narażę się kilku osobom, ale to zadaniem odpowiedzialnego organizatora turystyki, czyli np. biura podróży, jest zadbanie o to, by wczasowicze wykupili takowe, a niestety, często są oni pozostawiani sami sobie. Takich przykładów jest masa - mówi dr hab. Zbigniew Głąbiński z Katedry Turystyki i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Szczecińskiego.
- Jedno z warszawskich biur podróży nie poinformowało turystów o tym, że w Kenii można zarazić się malarią. Ubezpieczyli ich w podstawowym zakresie, oni zachorowali, pozwali biuro i sprawę musiał rozstrzygać Sąd Najwyższy, który stwierdził, że biuro jako organizator ma większą wiedzę niż klient i musi zapewnić mu odpowiednie ubezpieczenie - dodaje ekspert.
Jednocześnie podkreśla, że słowo "odpowiednie" jest tu kluczowe. Musi być ono dostosowane do miejsca, do którego się wybieramy.
- Przykładowo egzotyczna podróż kosztuje 10 tys. zł na osobę, a takie rozszerzone ubezpieczenie kupimy już nawet za 400 zł. To jest żaden koszt w porównaniu do ceny wycieczki. Więc wybierając się np. do Kambodży, nie kupujmy podstawowego ubezpieczenia na 20 tys. euro, które sprawdzi się w krajach Unii. Na takie wyprawy odpowiednie będzie ubezpieczenie na kwotę nawet 100 tys. euro, które będzie obejmowało takie sytuacje jak poważny kryzys zdrowotny na wakacjach. Jeżeli się tak nie zabezpieczymy, to narażamy się na ogromne koszty. Leczenie w krajach poza UE czy transport z nich do Polski to są setki tysięcy złotych, a w skrajnych przypadkach nawet miliony - tłumaczy dr Głąbiński.
Poza UE już EKUZ nie pomoże
Obywatelom UE, którzy nagle zachorują podczas wakacji w innym kraju Unii Europejskiej, przysługuje prawo do leczenia. Dlatego podczas takich wyjazdów trzeba mieć przy sobie europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ). Stanowi ona dowód, że jej właściciel posiada ubezpieczenie w jednym z krajów UE. Jednak - jak tłumaczą eksperci - poza Unią kluczowe jest ubezpieczenie kosztów leczenia (KL) z bardzo wysoką sumą gwarancyjną oraz opcją transportu medycznego do Polski. Pozwala to uniknąć gigantycznych rachunków za ratowanie życia, hospitalizację i operacje w prywatnych klinikach za granicą.
- Trzeba też taką polisę odpowiednio dobrać. Na pewno zwróciłbym uwagę na takie elementy jak: koszty leczenia, koszty powrotu do kraju, choroby przewlekłe (jeśli wczasowicz choruje, to musi dokupić specjalne rozszerzenie) oraz sprawdziłbym, czy polisa uwzględnia koszty poszukiwań i ratownictwa (np. w górach lub na morzu), które w wielu krajach są płatne. Największym problemem jest to, że w takich sytuacjach kryzysowych polskie prawo jest praktycznie martwe, nie ma wypracowanych procedur. Osoby, które takiego kryzysu zdrowotnego za granicą doświadczą, działają najczęściej po omacku - tłumaczy dr Głąbiński.
- Problemem jest nie tylko ubezpieczenie, ale też konkretne regulacje prawne kraju, w którym przebywamy czy też kwestia decyzyjności, co z tym chorym zrobić. Prosty przykład: w lasach Armenii niedźwiedź zaatakował partnera mojej przyjaciółki. Mężczyzna zginął na miejscu. Okazało się, że ona nie ma żadnych uprawień i nie może o niczym decydować w kwestii jego ciała. Na miejsce musiała przyjechać rodzina mężczyzny, by załatwić wszelkie formalności - wskazuje lek. Łukasz Durajski.
- I to naprawdę nie jest jednostkowa historia, bo zaryzykowałbym stwierdzenie, że w okresie wakacyjnym takie kryzysy zdrowotne, jak zawał, udar czy poważny wypadek za granicą, to norma. I co potem? Gdy nie ma odpowiedniego ubezpieczenia, w grę wchodzą ogromne koszty leczenia czy transport chorego do Polski. A przecież nie zostanie on przewieziony do kraju zwykłym rejsowym samolotem. Niestety, nasze państwo prawnie na takie wypadki nie jest przygotowane - podnosi lek. Durajski.
Wypadek, choroba za granicą? Polskie prawo nie jest przygotowane
Na ten problem wskazują także politycy. Podkreślają, że obecnie system nie jest przygotowany na sytuację, w której Polak doznał kryzysu zdrowotnego poza granicami UE i wymaga intensywnej pomocy lekarskiej i transportu medycznego do kraju. Zapytaliśmy przedstawicieli Narodowego Funduszu Zdrowia o to, jak instytucja wspiera Polaków w takich sytuacjach.
- Zgodnie z obowiązującymi przepisami (art. 42a ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych) Narodowy Fundusz Zdrowia ma prawo do finansowania kosztów leczenia Polaków wyłącznie na terytorium Unii Europejskiej/EFTA i Wielkiej Brytanii. Realizowanie świadczeń odbywa się na podstawie zwrotu kosztów leczenia ubezpieczonemu lub na podstawie rozliczeń między państwami członkowskimi UE/EFTA - tłumaczy Paweł Florek z Centrali NFZ.
Dodaje, że możliwość finansowania kosztów leczenia w tzw. państwach trzecich przewidziana jest wyłącznie w trybie leczenia planowanego i zgody Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia wydawanej w ramach postępowania administracyjnego na wniosek ubezpieczonego.
- Prawo mówi, że taki wniosek musi być złożony przed skorzystaniem ze świadczeń. Rozwiązaniem pozostaje również wykupienie ubezpieczenia, które w razie nagłego i nieplanowanego zdarzenia, pokryje koszty leczenia i transportu do Polski - podsumowuje Florek.
Co zrobić, by jak najlepiej zabezpieczyć się przed wakacyjnym wyjazdem?
- To, o czym już mówiliśmy, czyli odpowiednie ubezpieczenie to jest standard i obowiązek. Nie żałujmy na to pieniędzy. Zadbajmy też o posiadanie przy sobie tzw. ratunkowego kontaktu, czyli numeru osoby, do której będzie mógł zadzwonić np. personel szpitala, gdy coś nam się stanie - mówi lek. Łukasz Durajski.
- Przed wyjazdem sprawdźmy, gdzie najbliżej miejsca naszego wypoczynku jest szpital, jak wygląda procedura przyjęcia. To też nie jest tak, że nawet jeśli mamy ubezpieczenie, to pójdziemy do szpitala za granicą i dostaniemy opiekę jak w Polsce. Często będziemy musieli pokryć koszty tego leczenia, a potem zostaną nam one zwrócone. Więc też zabezpieczmy się na taką okoliczność finansowo. Weźmy też ze sobą podstawowe leki - podsumowuje ekspert.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.