"Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał". Przyjaciel Piotra o wypadku na Filipinach
Minęły już miesiące od tragicznego wypadku Piotra Moczulskiego na Filipinach, jednak dla jego bliskich czas jakby się zatrzymał. W rozmowie z WP abcZdrowie Daniel Korniluk, który podróżował z Piotrem i uczestniczył w tym samym zdarzeniu, po raz pierwszy tak szczegółowo opowiedział o tamtym wieczorze. Wspomina walkę o pomoc, długie godziny niepewności i poczucie bezradności, które towarzyszy mu do dziś.
"Piotrek zawsze planował nasze wyprawy"
To była ich trzecia wspólna podróż do Azji. Daniel w rozmowie z WP abcZdrowie przyznaje, że Piotr był świetnym organizatorem wypraw, to on wyszukiwał najciekawsze cele wyjazdów. Tamtego feralnego dnia znalazł interesującą górę wraz z punktem widokowym na wyspie. Jak wspomina, dotarli tam tuż przed jego zamknięciem.
Po obejrzeniu zachodu słońca, wybrali się w drogę powrotną. Było już ciemno, a droga prowadząca przez górzysty teren była nieoświetlona i częściowo remontowana. – Wracając, rozmawialiśmy nawet, że musimy tu przyjechać jeszcze raz następnego dnia, bo jest naprawdę pięknie, tylko za dnia – wspomina.
Czołowe zderzenie na górskiej drodze
Do wypadku doszło podczas zjazdu z góry. Daniel siedział z tyłu skutera prowadzonego przez Piotra. – Wyjeżdżaliśmy z zakrętu. Piotrek zauważył w ostatniej chwili skuter jadący z naprzeciwka. Powiedział tylko: "Trzymaj się" i próbował uniknąć zderzenia, ale było już za późno – relacjonuje.
Doszło do niemal czołowego zderzenia. Daniel szybko odzyskał przytomność i podbiegł do kolegi. – Spojrzałem na Piotrka. Leżał nieruchomo. Próbowałem sprawdzić, czy jest bezpieczny. Nie reagował – mówi.
Wypadek okazał się bardzo groźny w skutkach, chociaż mężczyzna podkreśla, że zarówno on, jak i Piotr byli trzeźwi i mieli założone kaski. – Zawsze jeździliśmy w kaskach. Nawet na bardzo krótkich trasach. Wiedzieliśmy, jakie ryzyko wiąże się z jazdą skuterem – zaznacza.
Godziny walki o pomoc
Po wypadku na miejscu zaczęli gromadzić się okoliczni mieszkańcy. Wezwano pomoc, jednak oczekiwanie na karetkę dłużyło się w nieskończoność. – Nie jestem w stanie powiedzieć, ile to trwało, ale dla mnie była to wieczność – wspomina Daniel.
Pierwszy szpital, do którego trafili, okazał się niewielką placówką z ograniczonym wyposażeniem. – Lekarze od razu powiedzieli, że nie mają odpowiedniej aparatury i trzeba szukać szpitala, który będzie mógł przejąć Piotrka – relacjonuje.
Jak dodaje, przez wiele godzin lekarze próbowali znaleźć miejsce dla ciężko rannego pacjenta. Dopiero nad ranem udało się zorganizować transport do większego szpitala, w którym Piotr przebywa do dziś.
"Nie mogłem zostawić go samego"
Daniel również odniósł obrażenia. Miał pęknięcie kości czaszki, urazy głowy i wymagał hospitalizacji. Mimo to przez cały pobyt na Filipinach starał się być blisko przyjaciela. – Byłem u niego dwa razy dziennie. Chciałem po prostu posiedzieć obok – mówi.
Po pewnym czasie lekarze poinformowali go, że Piotr nie znajduje się już w śpiączce, ale pozostaje w stanie wegetatywnym. – Otwierał tylko jedno oko. Lekarze nie wiedzieli, na ile jest świadomy tego, co się dzieje – wspomina. Mimo to Daniel nie zrezygnował z kontaktu. Podczas wizyt czytał przyjacielowi wiadomości od znajomych i odtwarzał nagrania głosowe przesyłane przez bliskich. – Założyliśmy grupę dla znajomych. Wszystko, co pisali, czytałem Piotrkowi. Głosówki puszczałem mu przy łóżku – opowiada.
"Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał"
Powrót do Polski nie był dla mężczyzny zamknięciem historii. Sam także wymagał dalszych badań i leczenia, ale najtrudniejsze okazało się zmierzenie z emocjami po wypadku. – To są tylko negatywne odczucia. Ciężko mi się było pozbierać – mówi.
Jak dodaje, po powrocie towarzyszyły mu wyrzuty sumienia i nieustanne analizowanie tego, co wydarzyło się tamtego wieczoru. – Tłumaczenie sobie, co zrobiliśmy źle. Dużo telefonów od przyjaciół, znajomych, rodziny. Pytali, co tam się działo, o co chodzi – wspomina.
Daniel nie ukrywa, że przez długi czas rozmowy o wypadku były dla niego zbyt trudne. Obowiązki związane ze zbiórką i kontaktem ze znajomymi przejęli bliscy Piotra oraz jego siostra. – To było dla mnie na tyle trudne, że jak znajomi dzwonili, to ja się rozklejałem od razu. Mówiłem: nie chcę o tym rozmawiać przez telefon, jak coś, to napiszę – przyznaje.
Najmocniej zapadły mu w pamięć słowa, które Piotr wypowiedział jeszcze przed powrotem z punktu widokowego. – Powiedział: "Danielku, jedziemy wolno, spokojnie, bo ja mam zamiar dojechać cały". Odpowiedziałem: "Wiadomo, jak zawsze, nigdzie mi się nie spieszy, jesteśmy na wakacjach". Cały czas siedzi mi to w głowie – mówi. – Nie ma dnia, żebym nie myślał o wypadku – przyznaje.
Rodzina wciąż walczy o powrót Piotra do Polski
Od opisanego wypadku minęły już ponad dwa lata, a Piotr Moczulski nadal przebywa w szpitalu na Filipinach. Mężczyzna doznał rozległych obrażeń mózgu i wymaga całodobowej opieki. Jego rodzina od początku stara się o zorganizowanie specjalistycznego transportu medycznego do Polski, jednak koszty takiej operacji są ogromne.
Bliscy podkreślają, że leczenie w ojczyźnie dawałoby nie tylko większe możliwości rehabilitacji, ale także pozwoliłoby rodzinie być przy Piotrze na co dzień. W internecie prowadzona jest zbiórka pieniędzy na pokrycie kosztów transportu i dalszego leczenia. Dotychczas udało się zgromadzić znaczną część potrzebnej kwoty, jednak wciąż brakuje środków niezbędnych do sprowadzenia mężczyzny do kraju.
Rodzina oraz przyjaciele nie ustają w działaniach i apelują o wsparcie oraz nagłaśnianie sprawy. Jak podkreślają, każda wpłata i każde udostępnienie informacji przybliżają Piotra do powrotu do domu po ponad dwóch latach spędzonych tysiące kilometrów od najbliższych.
Początkiem czerwca udało się sprowadzić do Polski Klaudię Uciechowską, która przez wiele tygodni w ciężkim stanie przebywała w chińskim szpitalu. Rodzina prowadziła zbiórkę, by pokryć olbrzymie koszty leczenia i transport do kraju. W sprawę zaangażowały się również polskie służby dyplomatyczne i Ministerstwo Obrony Narodowej.
Osoby, które chciałyby wesprzeć zbiórkę na leczenie Piotra, mogą zrobić to tutaj.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.