Ginekolog usłyszał zarzuty. NFZ miał stracić blisko 30 tys. zł
Przed sądem ma stanąć ginekolog oskarżony o wystawianie recept na dane swoich pacjentek – bez ich wiedzy i zgody. Jak poinformowała świętochłowicka policja, lekarz miał poświadczać nieprawdę w dokumentacji medycznej, a refundowane leki trafiały do zupełnie innych osób. W sprawie sporządzono akt oskarżenia, który trafił już do sądu.
W tym artykule:
Recepty na pacjentki, leki dla innych
Według ustaleń śledczych proceder miał trwać od stycznia 2016 r. do kwietnia 2017 r. Policja podaje, że ginekolog – wykorzystując dane osobowe kobiet – wypisywał tradycyjne recepty na lek przeciwzakrzepowy. – Bez ich wiedzy i zgody lekarz wystawiał recepty na lek przeciwzakrzepowy, wykorzystując ich dane osobowe. Jednocześnie w dokumentacji medycznej wpisywał nieprawdziwe informacje sugerujące istnienie wskazań do stosowania tego preparatu, mimo że w rzeczywistości nie było ku temu żadnych podstaw medycznych – mówił PAP młodszy aspirant Marcin Korek ze świętochłowickiej komendy. Kluczowe w tej sprawie jest to, że recepty – mimo iż formalnie wystawiane na pacjentki – nie służyły ich leczeniu. Trafiały bowiem do innych osób, które następnie realizowały je w aptekach.
Refundacja i szkoda dla NFZ
Lek był objęty wysoką refundacją Narodowego Funduszu Zdrowia, przysługującą kobietom w ciąży. Po latach nie udało się ustalić, kto dokładnie wykupywał preparaty ani kto finalnie je otrzymywał. W zebranym materiale dowodowym nie ma też informacji, by lekarz przyjmował pieniądze za przekazywanie recept. Policja szacuje, że NFZ poniósł straty na poziomie blisko 30 tys. zł. Na poczet przyszłych kar i grzywien śledczy zabezpieczyli majątek ginekologa o wartości 50 tys. zł.
Zarzuty i możliwa kara
Choć gabinet działał w Katowicach, postępowanie prowadziła Komenda Miejska Policji w Świętochłowicach. To tamtejsi funkcjonariusze zajmujący się przestępczością gospodarczą mieli uzyskać operacyjnie informacje o podejrzanym procederze. Część pacjentek lekarza – jak wskazano – to mieszkanki Świętochłowic.
Przez pleśń w mieszkaniu poważnie zachorowała
Lekarz usłyszał zarzuty poświadczania nieprawdy w dokumentach oraz oszustwa. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez policję, grozi mu kara do ośmiu lat pozbawienia wolności. Teraz o dalszym losie ginekologa zdecyduje sąd.
Źródło: PAP
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.