Opuścił wiezięnie, by kangurować córkę. "Sytuacja absolutnie bezprecedensowa"

Śluby za kratami czy widzenia intymne już nikogo nie dziwią. Jednak to, co wydarzyło się w Zakładzie Karnym w Czarnem, przejdzie do historii polskiej penitencjarki. Dyrekcja więzienia wydała zgodę na to, aby osadzony odsiadujący wieloletni wyrok opuścił jednostkę. Wszystko po to, by kangurować swoją nowonarodzoną córeczkę i zapewnić dziecku kontakt "skóra do skóry", którego z powodów zdrowotnych nie mogła dać mu matka.

sOsadzony dostał przepustkę, by móc kangurować córeczkę. W kółkach: plut. Natalia Prach i por. Kacper Wolski
Źródło zdjęć: © Licencjodawca
Anna Klimczyk

Wszystko zaczęło się od poruszającego wniosku, który trafił na biurko dyrekcji więzienia.

– To była pierwsza taka sytuacja w kraju, absolutnie bezprecedensowa. Wniosek złożyła żona osadzonego. Pani Sara poprosiła o udzielenie mężowi przepustki na udział w narodzinach dziecka, które miało przyjść na świat poprzez cesarskie cięcie. Z przedstawionej nam dokumentacji medycznej wynikało, że zaraz po rozwiązaniu kobieta musiała przejść kolejny zabieg chirurgiczny. Ta operacja całkowicie uniemożliwiała jej kangurowanie noworodka w pierwszych godzinach jego życia – opowiada plut. Natalia Prach, rzecznik prasowy dyrektora Zakładu Karnego w Czarnem.

W ślad za żoną formalny wniosek złożył sam osadzony. Dyrekcja, mając na uwadze przede wszystkim stan zdrowia matki oraz dobro i rozwój dziecka, wyraziła zgodę na takie widzenie. Dla mundurowych nie była to jednak łatwa decyzja.

– Wszystko musiało być sprawdzone i dobrze przemyślane. Rodzice w swoich wnioskach wskazywali, że ta bliskość z dzieckiem i kontakt "skóra do skóry" to dla nich fundamentalna sprawa, która ma wpływ na późniejszy rozwój dziecka. Skoro matka z powodów zdrowotnych została z tego procesu wykluczona, rodzice zrobili wszystko, by tę rolę przejął ojciec. Chodziło o czystą bliskość i poczucie bezpieczeństwa malucha. Jednak wszystko musiało odbyć się zgodnie z zasadami bezpieczeństwa – tłumaczy plut. Prach.

Rzeczniczka podkreśla, że cała akcja musiała działać jak w szwajcarskim zegarku. Widzenie zostało poprzedzone długimi przygotowaniami i odpowiednią eskortą. Oprócz funkcjonariuszy Grupy Interwencyjnej Służby Więziennej mężczyźnie musiał towarzyszyć psycholog.

– Mówimy o skazanym, który odbywa długoletni, bo 13-letni wyrok za usiłowanie zabójstwa i udział w bójkach z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Zanim w ogóle wydano ostateczną zgodę, nasi funkcjonariusze musieli przeprowadzić dokładne rozpoznanie placówki medycznej. Dokonano oględzin szpitala, sprawdzono wszystkie drogi wejścia i wyjścia. Ustaliliśmy nawet, w co ma być ubrany osadzony. Każdy krok planowaliśmy i konsultowaliśmy z dyrekcją szpitala oraz ordynatorem oddziału - relacjonuje plut. Prach.

- Konwój dotarł na miejsce około godziny 7:00 rano. Osadzony dostał chwilę czasu, by pobyć z żoną i wesprzeć ją jeszcze przed operacją. Następnie, gdy ich córeczka przyszła już na świat, ojciec otrzymał możliwość nieprzerwanego kangurowania maleństwa przez pół godziny – dodaje.

Dziewczynka przyszła na świat 17 sierpnia o godzinie 8:20. Świeżo upieczonym rodzicom miały w tym wyjątkowym momencie towarzyszyć ogromne emocje.

– Żona osadzonego była niesamowicie szczęśliwa i spokojna. Proszę sobie wyobrazić jej sytuację: leży na stole operacyjnym, czeka ją kolejna ciężka operacja, ale ma pełną świadomość, że jej nowonarodzone dziecko jest bezpieczne, zaopiekowane, tuli się do piersi ojca i rodzi się między nimi ta najważniejsza, pierwsza bliskość. A jeśli chodzi o samego osadzonego, w jego oczach było widać ogromne wzruszenie. Wydaje mi się, że możliwość spojrzenia na żonę i córeczkę w tak intymnych okolicznościach potrafi całkowicie przewartościować życie. Z relacji wychowawcy więziennego wiemy, że ta chwila miała na niego gigantyczny, pozytywny wpływ – podkreśla plut. Prach.

Por. Kacper Wolski, starszy wychowawca działu penitencjarnego Zakładu Karnego w Czarnem, potwierdza, że od czasu tego wyjątkowego spotkania osadzony jest spokojniejszy i nie sprawia problemów wychowawczych. Rola ojca podziałała na niego wyjątkowo tonująco.

– Wydaje mi się, że ta niecodzienna decyzja wpłynęła na psychikę i proces resocjalizacji więźnia. Osadzony podkreśla, jak ogromnie ważnym i przełomowym wydarzeniem było dla niego to, że mógł kangurować swoją córkę. Zmiana w jego zachowaniu jest zauważalna gołym okiem. Może to wynikać z głębokiego, wewnętrznego przeżywania tej sytuacji, a może z faktu, że realnie zaczyna zmieniać się jego dotychczasowa postawa życiowa. Przede wszystkim stał się o wiele spokojniejszy. W tym momencie nie stwarza absolutnie żadnych problemów wychowawczych – opowiada por. Wolski.

Wychowawca dodaje, że choć prośba o kangurowanie była bezprecedensowa, to osadzeni często składają do dyrektora zakładu karnego wnioski o czasowe opuszczenie jednostki. Najczęściej dotyczy to jednak sytuacji o zupełnie innym charakterze.

– Najczęściej dotyczy to sytuacji trudnych, takich jak udział w pogrzebie rodzica czy odwiedziny ciężko chorego członka rodziny. Zdarzają się też prośby związane z ważnymi wydarzeniami rodzinnymi – osadzeni wnioskują o możliwość wzięcia udziału w ślubie członka rodziny, chrzcinach czy uroczystości Pierwszej Komunii Świętej swojego dziecka. Jako Służba Więzienna doskonale wiemy, jak ważne są relacje z bliskimi, dlatego staramy się te więzi pielęgnować na miarę naszych możliwości. Organizujemy między innymi spotkania rodzinne. Ta historia pokazuje jednak, że medycyna i dobro małego dziecka potrafią otworzyć nawet najcięższe więzienne bramy – podsumowuje por. Wolski.

plut. Natalia Prach, rzecznik prasowy Dyrektora Zakładu Karnego w Czarnem i por. Kacper Wolski, starszy wychowawca działu penitencjarnego Zakładu Karnego w Czarnem
plut. Natalia Prach, rzecznik prasowy Dyrektora Zakładu Karnego w Czarnem i por. Kacper Wolski, starszy wychowawca działu penitencjarnego Zakładu Karnego w Czarnem © Archiwum prywatne

Zarówno plut. Prach, jak i por. Wolski podkreślają, że historia Sary, jej męża i dziecka pod wieloma względami łamie dotychczasowe schematy. Ich walka o rodzinę trwa już kilka lat. To właśnie w więzieniu, w listopadzie 2023 r., na sali widzeń para wzięła ślub. Ponad rok później kobieta złożyła dokumenty do dyrektora jednostki z prośbą o to, żeby czasowo przewieźć męża na procedurę leczenia in vitro. W ciążę udało jej się zajść za pierwszym razem. Teraz Sara wraz z córeczką czeka, aż jej mąż za 6 lat opuści zakład karny, by móc na stałe ułożyć sobie wspólne życie.

To niecodzienne widzenie skomentowała także psychoterapeutka Kamila Demczuk. Jak mówi, z psychologicznego punktu widzenia umożliwienie ojcu kangurowania córki było wartościową decyzją, sprzyjającą budowaniu ich więzi od pierwszych chwil życia.

– Kontakt "skóra do skóry" mógł pomóc noworodkowi w wyciszeniu, a ojcu dać poczucie bliskości, sprawczości i odpowiedzialności za dziecko. Dla matki, która ze względów zdrowotnych nie mogła wówczas tulić córki, obecność ojca mogła być źródłem ulgi i wsparcia emocjonalnego. Takie doświadczenie może również wzmacniać motywację osadzonego do dalszych zmian. Na tym etapie nie można jeszcze stwierdzić, czy poprawa zachowania osadzonego będzie trwała - mówi psychoterapeutka.

- Jego uspokojenie może wynikać z silnych emocji związanych z narodzinami córki, ale może też być początkiem głębszej zmiany. O jej trwałości świadczyłoby konsekwentne zachowanie przez dłuższy czas, również w sytuacjach stresu i frustracji. Ojcostwo może być ważną motywacją do zmiany, jednak samo wzruszenie i obecny brak problemów wychowawczych nie wystarczają, by uznać proces resocjalizacji za wystarczający – podsumowuje Demczuk.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie