Klaudia utknęła w Pekinie. Mamy najnowsze wieści o jej stanie zdrowia
Historia 24-letniej Klaudii Uciechowskiej poruszyła tysiące osób. Młoda studentka, która wyjechała do Chin na studia magisterskie, trafiła do szpitala w Pekinie, gdzie nadal walczy o życie. Rodzina próbuje sprowadzić ją do kraju. Obecnie oczekuje na oficjalne zgody ze strony chińskiej.
Dramat Polki w Chinach trwa
Klaudia trafiła do szpitala w Pekinie w połowie kwietnia. Jak opowiadała wcześniej jej mama w rozmowie z WP abcZdrowie, nic nie wskazywało na nadchodzącą tragedię. Jeszcze dzień wcześniej 24-latka rozmawiała z rodziną i nie zgłaszała żadnych problemów zdrowotnych. Kilka godzin później bliscy otrzymali telefon z informacją o nagłej hospitalizacji.
Stan młodej Polki szybko się pogarszał. U Klaudii zdiagnozowano początkowo potworniaka jajnika, a potem też m.in. zapalenie mózgu oraz zapalenie płuc. Po operacji usunięcia guza wystąpiły powikłania w postaci perforacji dwunastnicy. Obecnie 24-latka przebywa w śpiączce i jest podłączona do aparatury podtrzymującej życie.
Po uzyskaniu informacji o pogorszeniu się stanu zdrowia kobiety, do Chin pojechał jej tata. Przebywał tam przez dwa tygodnie. W pomoc zaangażował się również pochodzący z Chin chłopak dziewczyny. W tym czasie mama w Polsce zajmowała się formalnościami związanymi ze sprowadzeniem córki do kraju.
Mimo pomocy chłopaka Klaudii i konsulatu, rodzina zaznacza, że jednym z największych wyzwań są trudności komunikacyjne. Informacje o stanie zdrowia studentki, o ubezpieczeniu, kosztach leczenia, jakie dostają od instytucji, są często nieregularne, niepełne, a czasem wręcz sprzeczne.
Aktualny stan zdrowia
Jak w rozmowie z WP abcZdrowie przekazuje Joanna, mama Klaudii, stan 24-latki nadal jest bardzo poważny. Do tego doszły problemy krążeniowe wynikające z długiego unieruchomienia, w obu nogach wystąpiła rozległa zakrzepica. Standardowym postępowaniem w takim przypadku jest zastosowanie środków farmakologicznych, jednak ze względu na niedokrwistość oraz zaburzenia krzepnięcia specjaliści musieli zdecydować się na założenie filtrów do żyły głównej. Zabieg zakończył się powodzeniem, bez dodatkowych komplikacji.
Poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie kardiolożkę dr n. med. Agnieszkę Graczyk-Szuster. Ekspertka wyjaśnia, że u pacjentów długotrwale unieruchomionych ryzyko rozwoju żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej istotnie wzrasta, dlatego standardem postępowania jest wdrożenie profilaktyki przeciwzakrzepowej. Jak podkreśla, odstępstwo od takiego leczenia może być uzasadnione wyłącznie w przypadku występowania konkretnych przeciwwskazań, takich jak nasilona niedokrwistość, aktywne krwawienie z przewodu pokarmowego, krwotok śródmózgowy czy zaburzenia krzepnięcia krwi.
- Filtry do żyły głównej dolnej stosuje się przede wszystkim u pacjentów z potwierdzoną zakrzepicą żył głębokich kończyn dolnych, u których istnieją przeciwwskazania do leczenia przeciwzakrzepowego, a jednocześnie ryzyko wystąpienia powikłań zakrzepowo-zatorowych pozostaje wysokie - wyjaśnia dr Graczyk-Szuster.
Zbiórka rośnie
W związku z trudnościami, jakie napotyka rodzina, priorytetem pozostaje sprowadzenie Klaudii do Polski. Transport medyczny z Chin to jednak ogromne przedsięwzięcie logistyczne i finansowe. Wcześniej informowano, że koszt samego lotu sanitarnego może wynieść setki tysięcy złotych, a całkowita kwota potrzebna na leczenie i transport została oszacowana na ok. 1,6 mln zł.
Internetowa zbiórka cały czas trwa. Obecnie udało się już zebrać ponad 700 tys. zł, a kwota stale rośnie. W akcję pomocy angażują się internauci, znajomi rodziny oraz osoby poruszone historią młodej Polki.
"Czekamy na zgodę"
W ostatnią środę odbyła się telekonferencja polskich i chińskich lekarzy z udziałem tłumaczy. Z relacji mamy 24-latki wynika, że według medyków transport Klaudii do Polski jest możliwy. Rodzina czeka jednak na formalne zgody na wlot samolotu i lądowanie w Pekinie.
- Z tego, co wiem, żeby wylądować w Chinach, niezależnie od tego, czy jest to Pekin, czy jakiekolwiek inne miasto, trzeba mieć zgodę rządu i wojska. To jednak kraj, który ma swoje procedury i terminy na wydawanie takich zgód. Na razie nie możemy nic zrobić, bo nie możemy ich też ponaglać, żeby dodatkowo nie skomplikować sytuacji. Piłka jest teraz po ich stronie - zaznacza.
- Teoretycznie mamy wszystko, a w praktyce dalej jesteśmy w lesie. Dopóki nie ma zgody na lądowanie, nic nie możemy zrobić - relacjonuje mama 24-latki.
Pani Joanna podkreśla, że najtrudniejsze dla bliskich jest oczekiwanie i obawa, że stan córki może się pogorszyć, zanim wszystkie procedury zostaną zakończone.
Rodzina nadal nie otrzymuje regularnych informacji o stanie zdrowia Klaudii. Jak mówi mama, szpital kontaktuje się głównie wtedy, gdy potrzebna jest zgoda na kolejne działania medyczne. - To jest właśnie najgorsze, że tak naprawdę nic nie wiemy. Informacje dostajemy dopiero wtedy, kiedy coś się dzieje albo gdy lekarze potrzebują naszej zgody. Nie wiemy, jak to wygląda na co dzień, czy są szanse na wybudzenie, kiedy mogłoby to nastąpić i czy lekarze w ogóle to przewidują - przyznaje.
Co ważne, informacja o zabiegu na zakrzepicę została przekazana przez chłopaka Klaudii.
Mama 4-latki sama planuje udać się do Chin, gdy w końcu uda się dopełnić wszelkich formalności dotyczących sprowadzenia córki do kraju.
Senator udzieliła wsparcia
Rodzina studentki podkreśla, że w ostatnich tygodniach ogromne znaczenie miała pomoc osób zaangażowanych w organizację wsparcia dla bliskich studentki. Jedną z nich jest pochodząca z Wałbrzycha (stamtąd pochodzi również Klaudia), senator Agnieszka Kołacz-Leszczyńska. W stanowisku przesłanym naszej redakcji podkreśla, że pozostaje w kontakcie z otoczeniem rodziny i pomaga w koordynowaniu działań.
"Ja, podobnie jak dziesiątki osób, zaniepokojonych sytuacją Klaudii i jej rodziców, włączyłam się w pomoc. Nie była i nie jest ona niczym nadzwyczajnym, tylko prośbą o otoczenie opieką rodziny tam na miejscu przez nasze służby konsularne" - przekazała.
Senator zaznaczyła również, że działania mają charakter bieżącego wsparcia i odpowiedzi na potrzeby rodziców. "Jestem w kontakcie z przyjaciółmi rodziców, koordynującymi działania, kiedy rodzice tracą siły, a myślę tu nie tylko o fizycznym, ale także psychicznym wyczerpaniu" - zaznaczyła.
"Proszę mi wierzyć, to nic nadzwyczajnego, a czasami wydaje mi się, że moglibyśmy jeszcze więcej zrobić dla Klaudii i jej rodziny" - dodała.
Brak oficjalnego komunikatu z uczelni i szpitala
W związku z pojawiającymi się pytaniami dotyczącymi leczenia Klaudii, redakcja próbowała skontaktować się mailowo zarówno ze szpitalem w Pekinie, jak i z uczelnią, na której studiowała 24-latka. Do momentu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.