Ponieważ jej stan się nie poprawiał, rok po pierwszym napadzie krwawienia została w końcu skierowana na badanie USG. W tamtym momencie sytuacja była już dramatyczna.
- Zrobiono mi badanie USG i kiedy lekarka skończyła, powiedziałam, że chyba krwawię. Oni jednak stwierdzili, że to tylko żel z sondy – wspomina Clare - Wstałam więc, a krew po prostu trysnęła na ściany i podłogę. Zapytali, czy zazwyczaj krwawię tak mocno, a ja odpowiedziałam, że nie.
Krwawienie było tak silne, że kobieta prosto z gabinetu została zabrana na szpitalny oddział ratunkowy.
- Nie mogłam zejść z toalety. Byłam tak słaba i straciłam tyle krwi. Po 20 minutach weszła pielęgniarka i pomogła mi wstać – to wyglądało jak miejsce zbrodni – kontynuuje.
Następną rzeczą, jaką pamięta, było przebudzenie na sali reanimacyjnej, gdzie trafiła po utracie 2,5 litra krwi. Podczas pobytu w szpitalu u Clare wykonano biopsję. Na jej wyniki musiała czekać kilka tygodni.