Miała zostać pielęgniarką, dziś walczy z rakiem. "Chciałam być tą, która ratuje życie"

Jeszcze kilka miesięcy temu Zuzanna Klepek, studentka pielęgniarstwa, stresowała się kolejnym egzaminem. Nie spodziewała się, że objawy, które zrzucała wtedy na karb stresu, są znakiem, że w jej mózgu rozwija się niebezpieczny guz - podobny do tego u Adriana Szymaniaka. Od momentu diagnozy choroba zaczęła się rozwijać w zastraszającym tempie.

Zuzia przed i po leczeniuZuzia przed i po leczeniu
Źródło zdjęć: © Getty Images
Magdalena Pietras

Niepozorne objawy

20-letnia Zuzanna Klepek prowadziła aktywny tryb życia. Uwielbiała podróże i jazdę na motocyklu crossowym, jednak jej największą pasją było pielęgniarstwo. Jak opowiada jej siostra w rozmowie z WP abcZdrowie, Zuzia była bardzo ambitna i osiągała świetne wyniki na studiach. - Miała najlepsze oceny w grupie - wspomina Magdalena Zmarzły.

Kiedy w marcu tego roku przygotowywała się do egzaminów, pojawiły się pierwsze niepokojące objawy. - Była ciągle zmęczona, nie wysypiała się, mimo że spała odpowiednią liczbę godzin - wspomina siostra 20-latki. Początkowo rodzina przypuszczała, że dolegliwości są wynikiem stresu i przepracowania.

Zuzia przed diagnozą
Zuzia przed diagnozą © Archiwum prywatne

Pod koniec maja i na początku czerwca zaczęły jednak pojawiać się kolejne symptomy. Ciało Zuzi drżało, dziewczyna była coraz bardziej osłabiona. Z czasem wystąpiły również rozpierające bóle głowy, problemy z widzeniem i mową oraz zaburzenia równowagi.

18 czerwca 20-latka znalazła się na SOR-ze. Według relacji siostry jeszcze przed wykonaniem tomografii pojawiła się sugestia, że dolegliwości mogą mieć podłoże psychiczne. - Lekarka powiedziała wtedy, że tutaj się przyda dobry psychiatra, a nie neurolog - relacjonuje. Badanie obrazowe pokazało jednak nieprawidłowości i obrzęk mózgu. Kobieta trafiła na oddział neurologiczny.

"Nikt nie chciał podjąć się biopsji"

Aby ustalić diagnozę, potrzebna była biopsja. Tu jednak zaczęły się schody. Rodzina skontaktowała się z wieloma placówkami, jednak bez skutku. - Nikt nie chciał podjąć się biopsji, bo lekarze bali się, że uszkodzą jakiś nerw. To jest miejsce, gdzie są wszystkie funkcje życiowe - mówi siostra Zuzi.

Ostatecznie badanie z sukcesem wykonano w 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy.

Na wstępny wynik trzeba było jednak czekać około dwóch i pół tygodnia. 3 sierpnia odbyło się konsylium. Wstępnie zaplanowano radioterapię połączoną z chemioterapią. Do leczenia nie udało się jednak przystąpić zgodnie z planem. 10 sierpnia konieczne było wezwanie pogotowia. Zuzia trafiła do szpitala w Jastrzębiu-Zdroju. Jej stan był bardzo ciężki - rozwinęło się zachłystowe zapalenie płuc, pojawiły się problemy z oddychaniem.

Dziewczynę zaintubowano i wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną. Ze względu na zaburzenia połykania konieczne było wykonanie tracheotomii oraz założenie PEG, czyli przezskórnej gastrostomii umożliwiającej podawanie pokarmu bezpośrednio do żołądka.

Kolejnym zagrożeniem okazało się wodogłowie związane z narastającym obrzękiem i zaburzeniem odpływu płynu mózgowo-rdzeniowego. Neurochirurdzy pilnie założyli zastawkę odprowadzającą płyn. Operacja zakończyła się pomyślnie.

Diagnoza okazała się druzgocąca

Badania histopatologiczne wykazały, że Zuzia choruje na bardzo agresywny nowotwór - glejaka IV stopnia z mutacją H3K27, określanego jako DIPG. To szybko rosnący nowotwór ośrodkowego układu nerwowego zlokalizowany w pniu mózgu, czyli obszarze odpowiedzialnym za kontrolę podstawowych funkcji życiowych, jak oddychanie, praca serca, połykanie czy utrzymywanie równowagi. Guz ma również charakter naciekający - przenika pomiędzy zdrowymi strukturami, co sprawia, że jego całkowite chirurgiczne usunięcie jest zazwyczaj niemożliwe bez bardzo wysokiego ryzyka poważnych uszkodzeń neurologicznych.

Dane dotyczące DIPG pochodzą głównie z obserwacji dzieci, ponieważ to właśnie w tej grupie wiekowej choroba występuje najczęściej. Amerykański National Cancer Institute (NCI), czyli Narodowy Instytut Raka, podaje, że mediana przeżycia dzieci z DIPG wynosi mniej niż rok, a około 10 proc. pacjentów żyje dłużej niż dwa lata. Jednak rokowanie w konkretnym przypadku zależy m.in. od lokalizacji i rozległości guza, jego cech molekularnych, ogólnego stanu pacjenta oraz odpowiedzi na leczenie.

Rodzina Zuzi ma świadomość, jak poważna jest sytuacja i jak szybko mogą nastąpić drastyczne zmiany. - U nas niestety każdy dzień jest inny. Raz jest dobrze, raz źle, potem znów dobrze - opisuje siostra.

Zuzia przed i po chorobie
Zuzia przed i w trakcie choroby © Archiwum prywatne

Rośnie szybko i błyskawicznie się namnaża. Jeden z najgorszych guzów

Guz, który pojawił się w głowie Zuzi, to glejak, czyli nowotwór rozwijający się z komórek glejowych, które wspierają komórki nerwowe w mózgu. Zmagał się z nim również Adrian Szymaniak, znany z programu "Ślub od pierwszego wejrzenia".

Czwarty stopień oznacza najwyższy stopień złośliwości nowotworu. Taki guz zwykle rośnie szybko, intensywnie się namnaża i nacieka otaczające tkanki, przez co jego leczenie jest szczególnie trudne.

Część glejaków rozwija się wolniej, jednak te o IV stopniu złośliwości należą do najbardziej agresywnych i są trudne do całkowitego usunięcia.

Jak podaje Krajowy Rejestr Nowotworów w raporcie o nowotworach złośliwych mózgu, w 2022 r. w Polsce odnotowano 1783 przypadków glejaka. Mimo że należy on do najczęstszych pierwotnych nowotworów mózgu, w skali całej populacji występuje stosunkowo rzadko - w krajach europejskich co roku rozpoznaje się około 5 przypadków na 100 tys. osób. Kluczowe znaczenie dla zwalczenia choroby ma szybkie wdrożenie leczenia.

Cała nadzieja w leczeniu za granicą

Największą nadzieją rodziny jest obecnie jak najszybsze rozpoczęcie radioterapii. - To jest podstawa leczenia tego guza. Musi być chociażby kilka naświetleń, nawet w formie paliatywnej, żeby móc zyskać jakiś czas i żeby móc wziąć udział w jakichkolwiek badaniach klinicznych - tłumaczy siostra.

Rodzina rozważa również chemioterapię lub inną formę leczenia, która mogłaby zostać wdrożona możliwie szybko. Problemem jest to, że kryteria kwalifikacji do badań klinicznych są bardzo ścisłe, a w części z nich wcześniejsza radioterapia jest jednym z warunków udziału. Bliscy zaczęli więc szukać możliwości leczenia także poza Polską. Teraz pojawiła się nowa nadzieja.

W niedzielę 6 września odbyła się konsultacja z prof. Erikiem Bouffetem z SickKids w Toronto, specjalistą zajmującym się guzami mózgu. Po zapoznaniu się z dokumentacją Zuzi lekarz pozytywnie ocenił możliwość podjęcia leczenia. Jednocześnie zwrócił uwagę, że ze względu na bardzo ciężki stan 20-latki daleki transport mógłby być dla niej zbyt dużym obciążeniem.

Dlatego rozpoczęto poszukiwania ośrodków położonych bliżej Polski. Rodzina przekazała, że gotowość do dalszych rozmów o leczeniu wyraziły kliniki w Mediolanie oraz Brnie. Ze względów bezpieczeństwa największe nadzieje wiązane są obecnie z Czechami, ponieważ transport do Brna byłby dla Zuzi znacznie krótszy.

Bliscy czekają teraz na szczegółowe informacje dotyczące możliwego leczenia i terminu jego rozpoczęcia. - Po tylu odmowach, po tylu zamkniętych drzwiach i dniach, w których słyszeliśmy głównie "nie", w końcu ktoś powiedział "tak" - przekazała siostra.

"Tak długo czekaliśmy na najważniejsze leczenie"

Rodzina chorej w rozmowie zwraca również uwagę na trudności, z którymi mierzyła się od momentu pojawienia się pierwszych objawów.

- Najtrudniejsze jest dla nas jednak to, że tak długo czekaliśmy na najważniejsze leczenie. W czasie, kiedy oczekiwaliśmy na kolejne decyzje, stan Zuzi po prostu się pogorszył. Przy takich guzach u dzieci leczenie wdraża się szybciej, a w przypadku Zuzi wszystko bardzo się przeciągało. Nawet po biopsji, kiedy patomorfolog wskazał już, że mamy do czynienia ze zmianą o wysokiej złośliwości, można było - w naszym odczuciu - działać szybciej. Na wstępne wyniki czekaliśmy około dwóch i pół tygodnia, zanim doszło do konsylium. Wtedy nie było jeszcze pełnej informacji o mutacji, ale było już wiadomo, że guz ma bardzo agresywny charakter - tłumaczy.

Jednocześnie zaznacza ogromne wsparcie ze strony personelu, "koleżanek po fachu". – Pomaga na pewno to, jak Zuzia jest traktowana w szpitalu. Pielęgniarki okazują jej naprawdę dużo empatii, ciepła i wsparcia. Jeśli chodzi o samą opiekę, naprawdę nie możemy powiedzieć złego słowa. Jesteśmy wdzięczni, bo dostajemy od personelu bardzo dużo wsparcia i otuchy - dodaje.

Apel Zuzi

"Zawsze chciałam być tą, która ratuje życie innych i wyciąga pomocną dłoń. Dziś sama jej potrzebuję, chociaż zdecydowanie łatwiej jest pomagać, niż o pomoc prosić" - to słowa Zuzi zacytowane w opisie zbiórki.

Mimo ciężkiej diagnozy 20-latka i jej rodzina wciąż mają nadzieję na powrót do wcześniejszego życia. "Wierzę, że z waszą pomocą zdołam pokonać ten nowotwór, dokończyć studia i w przyszłości spłacić ten dług dobroci, pomagając innym jako pielęgniarka" - podkreśla młoda pacjentka w swoim apelu.

Jej bliscy prowadzą zbiórkę na dalsze leczenie, rehabilitację i poszukiwanie możliwości terapii poza Polską. Jak podkreślają, w obecnej sytuacji liczy się przede wszystkim czas.

Leczenie Zuzi można wesprzeć TUTAJ.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie