Mróz niszczy wirusy? Szef sanepidu obala popularny mit
Przełom 2025 i 2026 roku obfituje w nowe przypadki sezonowych infekcji. Jednocześnie termometry pokazują temperaturę znacznie poniżej zera. Czy popularne stwierdzenie "mróz zabija wirusy" nie ma nic wspólnego z prawdą?
Mróz a wirusy
O wpływie temperatur na zarazki opowiedział Główny Inspektor Sanitarny, dr n. med. Paweł Grzesiowski w rozmowie z TVN24.
- Nie, mróz nie wytłucze wirusów - zaznaczył szef sanepidu. - Mikroorganizmy w niskich temperaturach wchodzą w formę mniej aktywną, ale przeżywają. My wirusy w laboratoriach zamrażamy nawet do minus 80 stopni Celsjusza - dodał.
Zamiast niszczyć wirusa, zimno często jedynie ogranicza jego aktywność. To dlatego liczba zakażeń nie maleje, kiedy występują ujemne temperatury.
Zobacz także: Nowy wariant grypy. Może dawać mylące objawy
Zima sprzyja rozprzestrzenianiu wirusów
Zimowe powietrze nie tylko nie stanowi większego zagrożenia dla żywotności wirusów, ale może sprzyjać szybszemu rozprzestrzenianiu się zarazków. BBC podaje, że zimą chłodne powietrze "mieści" mniej pary wodnej. Gdy się ochładza, szybciej traci wilgoć, dlatego mimo że na zewnątrz może być mokro i deszczowo, samo powietrze bywa bardziej suche. A to właśnie suchy klimat, jak pokazują nowsze badania, sprzyja wirusowi grypy.
Potwierdzają to eksperymenty laboratoryjne, m.in. na świnkach morskich. W bardziej wilgotnym powietrzu grypie trudniej się rozprzestrzeniać, natomiast w suchym szerzy się znacznie łatwiej.
Podobny wniosek płynie z analiz Jeffrey’a Shamana z Columbia University. Naukowcy zestawili 30 lat danych o pogodzie z danymi zdrowotnymi, okazało się, że ogniska grypy niemal zawsze pojawiały się po spadku wilgotności powietrza.
Co jeszcze sprzyja zachorowaniom?
Zimą częściej zostajemy w zamkniętych pomieszczeniach, więc łatwiej o bliski kontakt z osobami, które roznoszą infekcje. Weźmy na przykład transport publiczny, gdzie jest tłok, do tego słaba wentylacja i łatwo o spotkanie kogoś chorego.
Takie warunki sprawiają, że wirusy mają świetne warunki, by szybko przechodzić z człowieka na człowieka.
Mróz a bakterie
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku zakażeń bakteryjnych. Wydaje się, że takich zachorowań jest znacznie mniej w okresie zimowym - nie bez powodu. - Z bakteriami jest troszeczkę inaczej, bo to są większe struktury, mają w sobie wodę, więc ich "odmrażanie" trwa dłużej - wyjaśnił lekarz w programie TVN24.
- Nie widzimy teraz epidemii salmonelli czy meningokoków. Choroby bakteryjne bardzo często pojawiają się jako powikłanie po infekcji wirusowej. To wirus toruje drogę bakteriom - dodał ekspert.
Jak podkreślił lekarz, znaczenie ma tu również sposób przenoszenia patogenów. Wirusy są bardzo małe, dlatego łatwo unoszą się w powietrzu i mogą rozchodzić się na większe odległości, zwłaszcza w suchych, zimowych warunkach. Bakterie zwykle wymagają bliższego kontaktu, częściej przenoszą się na krótkim dystansie, np. w bezpośredniej rozmowie. Mróz zmienia więc warunki rozprzestrzeniania: wirusy, lżejsze i dobrze znoszące niskie temperatury, mają zimą sprzyjające środowisko, a bakterie częściej uaktywniają się później, gdy infekcja wirusowa osłabi organizm i ułatwi im "wejście do gry".
Dlaczego zimą chorujemy częściej?
Za większą ilością zachorowań zimą stoi nie tylko aktywność wirusów, ale również stan układu odpornościowego. Krótkie dni i mała ilość słońca mogą sprzyjać niższemu poziomowi witaminy D, która wspiera procesy obronne organizmu, a to może zwiększać podatność na infekcje.
Dodatkowo, gdy wdychamy zimne powietrze, naczynia krwionośne w nosie często się obkurczają, by ograniczyć utratę ciepła. W efekcie do błon śluzowych dociera mniej krwi i komórek odpornościowych, więc lokalna obrona słabnie, a wirusom łatwiej "przebić się" przez pierwszą barierę ochronną.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła: Tvn24, WP abcZdrowie, BBC, CNN
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.