Myślała, że to zgaga. 39-latka zmarła kilka godzin później

"Ben, boję się" – to jedne z ostatnich słów, jakie Michelle Roberts wypowiedziała do męża. Chwilę wcześniej 39-latka skarżyła się na dolegliwości, które przypominały refluks.

Zdj. Michelle Roberts - SWNSZdj. Michelle Roberts - SWNS
Źródło zdjęć: © Getty Images
Magdalena Pietras

Zaczęło się od pieczenia

Do tragedii doszło w październiku 2024 roku w Wielkiej Brytanii. Michelle Roberts, opisywana przez bliskich jako osoba zdrowa i w dobrej formie, przebywała w domu, gdy nagle poczuła pieczenie przypominające zgagę oraz niepokojące uczucie w gardle.

Kobieta najpierw skontaktowała się z mężem, 43-letnim Benem Robertsem, a następnie zadzwoniła pod numer NHS 111. Po opisaniu objawów usłyszała, że ma zakończyć połączenie, a na miejsce zostanie wysłany ambulans. Małżonkowie nie zdawali sobie wówczas sprawy, że sytuacja może być zagrożeniem życia.

– Oboje nie wiedzieliśmy wtedy, jak poważny jest jej stan. Powiedziała mi, żebym przygotował jej torbę i nakarmił dzieci, bo nie była w stanie wstać z łóżka – wspomina Ben. Jak relacjonuje, ostatnie słowa, które usłyszał od żony, brzmiały: Ben, boję się.

Długie oczekiwanie

Ben zostawił otwarte drzwi wejściowe, aby ratownicy mogli szybko dostać się do domu, i zajął się przygotowywaniem posiłku dla dzieci. Co jakiś czas sprawdzał, czy ambulans już nadjechał. – Zacząłem przygotowywać kolację i zajęło mi to około 25–30 minut. W tym czasie sprawdzałem drzwi, ale nikt nie przyjeżdżał – opowiadał.

Kiedy ponownie wszedł do sypialni, zobaczył Michelle osuniętą na łóżku. Kobieta nie oddychała. – Zadzwoniłem natychmiast pod 999 i powiedziano mi, żebym rozpoczął resuscytację – relacjonował. Mężczyzna prowadził RKO przez niemal godzinę. W tym czasie do pokoju wchodziły dzieci pary, które były świadkami dramatycznej walki o życie matki.– Płakały i już wiedziały, co się dzieje. Prowadziłem resuscytację przez prawie godzinę – mówił Ben.

Według jego relacji pierwszy ratownik dotarł na miejsce po długim oczekiwaniu, a chwilę później pojawiły się kolejne zespoły medyczne i policja. – Ale było już zdecydowanie za późno. Minęły prawie dwie godziny – powiedział. Michelle Roberts zmarła w wieku 39 lat. Przyczyną śmierci był nagły zawał serca.

Pomoc przyszła za późno

East of England Ambulance Service później poinformowało rodzinę, że w dniu tragedii występowały opóźnienia związane m.in. z przekazywaniem zgłoszeń oraz dużym obciążeniem systemu ratownictwa. Służby przyznały również, że ich reakcja nie spełniła oczekiwanych standardów.

– Zdajemy sobie sprawę, że nasza reakcja tego dnia była poniżej standardów, których pacjenci i ich rodziny mają prawo oczekiwać, i przeprosiliśmy pana Robertsa – przekazał rzecznik pogotowia.

Jak dodano, sprawę przeanalizował zespół ds. bezpieczeństwa pacjentów. Pogotowie wskazało, że w czasie zgłoszenia występowały znaczne problemy operacyjne, w tym opóźnienia w przekazywaniu pacjentów do szpitali. – Zdajemy sobie jednak sprawę z wpływu, jaki opóźniona reakcja miała na pana Robertsa i jego rodzinę – zaznaczono.

Ben Roberts skorzystał z pomocy prawnika i rozważa dochodzenie roszczeń w związku z czasem oczekiwania na pomoc.

Trudna rzeczywistość

Tragedia całkowicie zmieniła również sytuację życiową rodziny. Ben przekazał, że po śmierci żony stracił pracę i obecnie samotnie opiekuje się pięciorgiem dzieci. – Od tamtej pory moje życie się rozsypało. Straciłem żonę, straciłem pracę, w której zarabiałem 96 tys. funtów rocznie – powiedział. Jak wyjaśnił, obecnie korzysta ze świadczeń socjalnych i pomocy banków żywności. – Jestem sam i mam bardzo niewielką pomoc – przyznał.

East of England Ambulance Service zapewnia, że po zdarzeniu wprowadzano kolejne działania mające ograniczać opóźnienia i skracać czas reakcji w przypadkach najpoważniejszych zagrożeń życia.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie