Największe kłamstwa medyczne. "Zombie Papers" krążą po sieci, Polacy dają się oszukać
Internetowi guru zdrowia, cudowne diety, suplementy i "sekretne metody" leczenia zdobywają coraz większą popularność. Ekspertki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu ostrzegają jednak, że pozornie niewinne porady mogą prowadzić do rezygnacji z leczenia, odrzucania szczepień i tragicznych konsekwencji zdrowotnych.
Półprawdy zamiast nauki
Medyczna dezinformacja przestała być niszowym problemem internetowych forów. Jak wynika z raportu "Dezinformacja medyczna" przygotowanego przez ekspertki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, wokół zdrowia powstał dziś ogromny rynek oparty na prostych odpowiedziach na skomplikowane problemy.
– Najgroźniejsze kłamstwa medyczne nie wyglądają jak kłamstwa. Ubierają się w kostium prawdy – podkreślają autorki raportu.
Zdaniem dr Doroty Sikory, badaczki dezinformacji i dyrektorki Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej UMW, współczesna dezinformacja coraz rzadziej przybiera formę oczywistych teorii spiskowych.
– Coraz częściej są to narracje wykorzystujące pojedyncze badania, wyrwane z kontekstu fakty czy półprawdy, które następnie służą do sprzedaży określonych produktów lub usług – wyjaśnia.
– Fałszywe informacje mają przewagę. Są prostsze, bardziej emocjonalne i lepiej współgrają z algorytmami mediów społecznościowych – zaznacza.
Cudowne diety i suplementy mają leczyć wszystko
Według Wioletty Samborskiej, dyrektorki Centrum Odkryć Medycznych UMW i współautorki raportu, szczególnie dynamicznie rozwija się dezinformacja związana z dietami, suplementami oraz rzekomym "oczyszczaniem organizmu".
– W internecie można znaleźć obietnice, że odpowiednia dieta, suplement albo "oczyszczenie organizmu" rozwiążą niemal każdy problem zdrowotny – mówi.
Popularność zdobywają treści dotyczące pasożytów, niezwykłych właściwości witamin czy diet przedstawianych jako remedium na niemal każdą chorobę.
– Największy problem zaczyna się wtedy, gdy takie przekazy skłaniają ludzi do porzucania terapii zaleconych przez lekarzy – podkreśla Samborska.
Od picia boraksu po rezygnację z leczenia raka
Ekspertki zwracają uwagę, że skutki dezinformacji nie kończą się na kliknięciach i wyświetleniach.
– W sieci można znaleźć porady zachęcające do picia boraksu, korzystania z niesprawdzonych kroplówek witaminowych czy rezygnacji z leczenia na rzecz "naturalnych metod" – ostrzega Samborska.
Jak dodaje, największym zagrożeniem jest utrata zaufania do lekarzy i medycyny opartej na dowodach naukowych.
– Pozornie niewinne treści mogą być początkiem drogi prowadzącej do odrzucania szczepień, przerywania terapii onkologicznych czy korzystania z pseudoterapii – zaznacza.
Młodzi bardziej podatni niż seniorzy
Wbrew powszechnym przekonaniom, grupą szczególnie narażoną na wpływ medycznej dezinformacji nie są osoby starsze.
– Coraz więcej badań pokazuje, że szczególnie podatni na dezinformację są młodzi dorośli. To osoby, które większość informacji konsumują za pośrednictwem mediów społecznościowych i bardzo rzadko mają nawyk sprawdzania źródeł – mówi dr Sikora.
Zdaniem ekspertek kluczowe znaczenie ma rozwijanie kompetencji związanych z krytycznym myśleniem i oceną wiarygodności źródeł.
– Sama umiejętność rozpoznawania mechanizmów manipulacji znacząco zwiększa odporność na fałszywe treści – podkreśla Samborska.
Japonia zapłaciła wysoką cenę za dezinformację
Autorki raportu przypominają, że konsekwencje szerzenia nieprawdziwych informacji mogą być dramatyczne. Jako przykład wskazują Japonię, gdzie po medialnych doniesieniach o rzekomych powikłaniach po szczepieniach przeciw HPV poziom wyszczepialności gwałtownie spadł.
– Wystarczyło kilka nagłośnionych przez media historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniu przeciw HPV, by wyszczepialność runęła z poziomu około 80 proc. do mniej niż 1 proc. – przypomina Samborska.
Jak podkreśla, zarzuty wobec szczepionki nigdy nie zostały potwierdzone.
– Szacuje się, że przełożyło się to na dziesiątki tysięcy dodatkowych zachorowań na raka szyjki macicy i tysiące zgonów – dodaje.
"Zombie Papers" wciąż krążą po sieci
Ekspertki zwracają również uwagę na zjawisko tzw. Zombie Papers, czyli wycofanych publikacji naukowych, które mimo utraty wiarygodności nadal funkcjonują w internecie.
– To publikacje naukowe, które zostały wycofane z obiegu z powodu błędów metodologicznych, nierzetelności lub fałszywych danych. W świecie nauki już nie istnieją – wyjaśnia dr Sikora.
Problem polega na tym, że internet zachowuje takie treści przez lata. – Takie prace nadal krążą w sieci i są przedstawiane jako dowód na rzekomo ukrywaną przez "Big Farmę" prawdę – mówi Samborska.
Jednym z najbardziej znanych przykładów jest wycofana publikacja Andrew Wakefielda sugerująca związek między szczepieniami a autyzmem.
Potrzebna "szczepionka przeciw dezinformacji"
Ekspertki podkreślają, że same regulacje prawne nie wystarczą, by skutecznie ograniczyć skalę problemu. – Potrzebne są równocześnie działania edukacyjne, legislacyjne i odpowiedzialność mediów – uważa dr Sikora.
Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu powstaje obecnie Centrum Odkryć Medycznych, którego celem będzie popularyzacja wiedzy o szczepionkach, antybiotykach, transplantologii i nowoczesnych terapiach.
– Naszym celem jest stworzenie czegoś w rodzaju "szczepionki przeciw dezinformacji" – zapowiada Samborska.
Ekspertki mają również prostą radę dla internautów.
– Zanim udostępnimy sensacyjną informację dotyczącą zdrowia, sprawdźmy ją w kilku wiarygodnych źródłach – apeluje Samborska.
– Jeśli jakaś informacja wywołuje w nas silne emocje – strach, gniew albo ekscytację – właśnie wtedy powinniśmy być najbardziej ostrożni. Dezinformacja żywi się emocjami. Im bardziej jesteśmy poruszeni, tym łatwiej nami manipulować – podsumowuje dr Sikora.
Źródło: PAP
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.