"Nie każdy ma ADHD". Psychiatrka mówi, co jest kluczem do diagnozy

Przez 14 lat liczba dorosłych z rozpoznaniem ADHD zwiększyła się prawie ośmiokrotnie. Mamy też wysyp autodiagnoz popartych wiedzą z Instagrama i TikToka. Jednak, jak twierdzi ekspertka dr Wenesa Gajos, prawdziwa diagnoza musi wynikać z doświadczania przez człowieka realnego cierpienia.

ADHDDr Wenesa Gajos mówi, co jest kluczem do diagnozy ADHD
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, Getty Images
Mateusz Różański

Mateusz Różański, WP abcZdrowie: Czy pacjenci przychodzą do gabinetu z gotową diagnozą i żądaniem jej potwierdzenia na papierze?

Dr Wenesa Gajos, specjalistka psychiatra, psychoterapeutka integracyjna, kierownik poradni ADHD u dorosłych w Centrum Terapii Dialog w Warszawie: Pacjenci przychodzą do mnie raczej z podejrzeniem diagnozy, a nie z gotową, kategoryczną tezą. Nie miałam do czynienia z sytuacjami, w których ktoś próbowałby wymusić na mnie konkretne rozpoznanie lub uparcie przy nim trwał wbrew faktom.

Nowa moda na diagnozę? "Każdy chce mieć ADHD"

Ludzie zgłaszają się do gabinetu z pewnym pomysłem na siebie. Wynika to z faktu, że obecnie bardzo dużo się o tym mówi, społeczeństwo się edukuje i świadomość rośnie. Pacjenci mają sporą wiedzę i ich przypuszczenia bardzo często okazują się trafne.

Jaka jest statystyczna trafność tych autodiagnoz? Czy to jest 50, 60, czy może tylko 30 proc.?

Moja sytuacja zawodowa jest dość specyficzna - zajmuję się niemal wyłącznie tymi diagnozami. Trafiają do mnie osoby, które często zostały już wstępnie zweryfikowane lub skierowane przez innych specjalistów, na przykład psychoterapeutów, którzy również coś zauważyli.

Moja grupa pacjentów jest już zatem w pewien sposób wyselekcjonowana. W związku z tym w moim gabinecie zdecydowana większość tych podejrzeń faktycznie się potwierdza. Trzeba jednak pamiętać, że kryteria diagnostyczne są bardzo jasne i istnieje spora grupa osób, która tych kryteriów po prostu nie spełnia. Nie każdy ma ADHD.

To jak pani odpowie tym, którzy twierdzą, że "teraz to wszyscy nagle mają ADHD"?

Osoby z ADHD wcale nie są rzadkością, ponieważ szacuje się, że w Polsce z tym zaburzeniem żyje około miliona osób. Stąd może brać się ogólne wrażenie, że diagnozuje się je "wszędzie".

Druga kwestia dotyczy samej natury cech ADHD, które są w pewnym stopniu uniwersalne. Każdy z nas czasami się spóźnia, bywa gadatliwy, rozkojarzony czy ma nadmiar energii. Z tego powodu bardzo łatwo jest utożsamić się z tymi objawami. Różnica tkwi jednak w ich nasileniu, częstotliwości i wpływie na codzienne funkcjonowanie. Podczas profesjonalnej diagnozy dokładnie oceniamy te objawy i sprawdzamy, czy przekraczają one granicę normy, stając się zaburzeniem utrudniającym życie.

Gdzie leży granica między "zwykłymi cechami charakteru" a klinicznym ADHD?

Głównym wyznacznikiem, którego używamy w diagnostyce, jest poziom cierpienia i niesprawności, jakie te cechy wywołują w życiu pacjenta. Mówimy tu o negatywnych konsekwencjach, które realnie dezorganizują codzienność. Osoba zmagająca się z tym zaburzeniem nieustannie mierzy się z głębokim poczuciem wstydu i ciągłym obwinianiem siebie za swoje zachowanie. Towarzyszy temu konieczność znoszenia złości, krytyki lub odrzucenia ze strony otoczenia, co drastycznie wpływa na relacje, a także powoduje poważne trudności w szkole czy pracy.

Czyli, mówiąc najprościej, tym głównym wyznacznikiem jest właśnie cierpienie ?

Tak, dokładnie. Cierpienie jest tym wyznacznikiem. Jeżeli ktoś ma kilka cech ADHD, ale ma poczucie, że ma wspaniałe życie i to mu w ogóle w niczym nie przeszkadza, powiemy raczej, że to nie jest zaburzenie, tylko po prostu cechy ADHD.

Zamieszanie wokół tematu wynika z faktu, że w mediach i przestrzeni publicznej wiele osób utożsamia się z ADHD, nie spełniając de facto kryteriów diagnostycznych właśnie z powodu braku owego cierpienia i dezorganizacji życia.

Mam wrażenie, że dla części osób autodiagnoza np. ADHD lub spektrum autyzmu jest taką "tarczą tożsamościową", którą osłania się własne ego przed ostrzem dysonansu poznawczego.

Zrozumienie samego siebie i nazwanie swoich trudności niosą ogromną ulgę. Nie chcemy, aby diagnozy kojarzyły się wyłącznie z frustracją i cierpieniem, ponieważ mogą one nieść także pozytywne aspekty i dawać satysfakcję.

Jednak nadużywanie tych pojęć i opieranie całej swojej tożsamości wyłącznie na diagnozie bywa ograniczające. Człowiek to znacznie więcej niż jego zaburzenie. Z jednej strony pojawia się tu ryzyko łatwego zrzucania odpowiedzialności, gdy każdą trudność i niepowodzenie życiowe tłumaczy się słowami, że ma się ADHD lub autyzm i takim już się po prostu jest.

Z drugiej strony, tak silne skupienie się wyłącznie na jednej etykiecie może skutecznie zamazać obraz innych, bardzo realnych problemów wymagających zupełnie innej pomocy, takich jak uzależnienia, depresja czy zaburzenia osobowości.

Czy istnieje ryzyko "kupowania diagnoz" u specjalistów, którzy dla zysku wystawią papier każdemu?

W każdym zawodzie - czy to lekarza, psychologa, czy diagnosty - mogą trafić się osoby podatne na korzyści finansowe, które dla zysku wystawią dowolne zaświadczenie. Jestem jednak przekonana, że to zdecydowana mniejszość. Większość specjalistów kieruje się etyką zawodową i dba o to, by diagnozy były rzetelne.

Większym problemem na rynku nie jest korupcja, ale brak profesjonalizmu. Powinniśmy obawiać się raczej sytuacji, w których diagnozę stawia osoba bez odpowiedniego przeszkolenia, doświadczenia i wiedzy, na co zwracać uwagę podczas procesu diagnostycznego.

A zdarzają się pacjenci, którzy chodzą od lekarza do lekarza, dopóki nie usłyszą upragnionej diagnozy?

Warto zadać sobie pytanie, jaki efekt psychologiczny ma przynieść taka wymuszona diagnoza. Większość ludzi szuka diagnozy, aby poczuć ulgę i zrozumieć swoje życiowe trudności. Jeśli pacjent ma świadomość, że "wychodził" i wymusił to rozpoznanie u piątego z kolei lekarza, mimo że wcześniejsi czterej je wykluczyli, to taka diagnoza i tak nie spełni swojej roli. Nie przyniesie wyczekiwanej ulgi, bo w głębi duszy pacjent będzie wiedział, jak została zdobyta.

Z mojego doświadczenia wynika, że pacjenci zazwyczaj akceptują informację zwrotną, nawet jeśli wyklucza ona ADHD. Z kolei dla tych, którzy rzeczywiście je mają, rzetelne potwierdzenie jest ogromnym, uwalniającym krokiem naprzód. Nie sądzę, aby ludzie masowo inwestowali duże pieniądze w diagnozy tylko po to, by za wszelką cenę usłyszeć to, co chcą.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie