Była ofiarą homeopaty. Wszystko zmieniła diagnoza autyzmu
Biorezonans, homeopatia, "cudowne" diety, odtruwanie po szczepionce – zmanipulowani przez szarlatanów rodzice często decydują się na stosowanie drastycznych "terapii". Przekonała się o tym Kinga Krowiranda, będąca w spektrum autyzmu.
2 kwietnia to Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Osoby z tą formą neuroróżnorodności stanowią 1–2 proc. społeczeństwa. Wiele z nich doświadczyło i doświadcza przemocy, również tej skrytej pod nazwą terapii.
W sidłach homeopaty
– Mój brat urodził się z zaburzeniami ruchowymi. Mama, szukając pomocy, skierowała się ku medycynie alternatywnej. To kochana i cudowna osoba, ale znalazła się w dramatycznym położeniu i zwyczajnie, jak tysiące innych osób, dała się zmanipulować szarlatanowi – opowiada Kinga w rozmowie z WP abcZdrowie.
Kontrowersyjna terapia dla dzieci z autyzmem. Nagrania z lat 90.
Jej brata "leczono" różnymi metodami naturoterapii, m.in. ziołowymi wywarami, które miały usunąć spastyczność mięśni i coraz bardziej widoczne problemy z nawiązywaniem kontaktu. – W końcu rodzice trafili na homeopatę, który wmówił im, że jest to efekt "zatrucia" po szczepionce – wspomina Kinga Krowiranda. – Z czasem, gdy rodzina mocniej się w to "wkręciła", z "zatruciem poszczepiennym" powiązano także moje problemy – dodaje kobieta.
Sama Kinga, która miała wtedy 15 lat, była typem chodzącej własnymi drogami nastolatki. W dodatku występowały u niej takie zachowania jak kręcenie się w kółko czy bujanie na krześle. Zmagała się też z poważną wybiórczością pokarmową – dosłownie odrzucało ją od produktów smażonych oraz nabiału (serów, śmietany, masła itd.).
Biorezonans wykrył grzyba
By "zdiagnozować" przyczynę jej problemów, wysłano ją na biorezonans. Jest to sprzeczna ze współczesną wiedzą medyczną metoda, polegająca na wykrywaniu rzekomych zaburzeń w falach elektromagnetycznych wytwarzanych przez organizm.
– Sytuacja była kuriozalna. Wszystko odbywało się na zapleczu biurowca, w pomieszczeniu, gdzie wisiały jakieś dziwne plakaty. Wyglądało to jak z filmu science fiction. Chwyciłam dwa kijki i urządzenie dokonało "pełnego przeglądu" mojego ciała. Wykryto m.in. morfinę i szereg schorzeń, a także tajemnicze toksyny, których źródłem miał być niszczący moje ciało grzyb, candida. To on miał odpowiadać za spustoszenie w moim organizmie oraz niechęć do smażonego mięsa i masła. Badanie wraz z zestawem olejków kosztowało jakieś 600 zł, co w tamtych czasach (2013 rok) stanowiło całkiem pokaźną kwotę – wspomina Kinga.
Są wymioty, czyli działa
Zalecono jej dietę "3 bez" (zakaz cukru, glutenu i laktozy) i bliżej nieokreślonych przyczyn olejek z oregano. – Był ostry, drażniący i dosłownie palił mi gardło. Oprócz niego podawano mi też jakieś krople. Po pierwszym podaniu miałam wymioty. Co ciekawe, homeopata twierdził, że są one dowodem na ich skuteczność, bo przecież w ten sposób uwalniam się od toksyn – relacjonuje Kinga.
Trwało to trzy lata. W domu była pod ciągłą kontrolą. – Cokolwiek robiłam – czy byłam nadmiernie wesoła, czy smutna – od razu traktowano to jako objaw działania szczepionki i toksycznego grzyba. Dlatego nauczyłam się nieokazywania emocji, takiej wymuszonej apatii, by dano mi spokój – opowiada. – Dwa dni po moich 18. urodzinach po prostu spakowałam plecak, wsiadłam na rower i wyjechałam z domu. Najpierw na trzy tygodnie, a z czasem zupełnie się usamodzielniłam – dodaje.
Dziewczyna utrzymywała się z alimentów i prac dorywczych, m.in. w sklepie monopolowym i przy sprzątaniu. Łączyła to ze studiami. Nie zawsze było łatwo, ale dawało jej to bezcenne poczucie wolności. W końcu pojawił się przełom.
Diagnoza autyzmu zmieniła wszystko
– Przez całe życie słyszałam, że jestem "dziwna", choćby ze względu na jedzenie. Gdy byłam już studentką, zdecydowałam się skonfrontować tę opinię z psychologiem. W gabinecie usłyszałam, że wybiórczość pokarmowa może być objawem autyzmu – mówi Kinga.
Autyzm kojarzył się jej przede wszystkim z małymi chłopcami, którzy nie mówią i mają znaczną niepełnosprawność. Dlatego nic się jej nie zgadzało: była dorosłą kobietą, która – choć nie zawsze – to jednak dogadywała się z ludźmi i radziła sobie w życiu.
Postanowiła sprawdzić ten trop. O to, co robić dalej, zapytała na grupie na Facebooku. – Odezwał się wtedy do mnie Kosma Moczek, aktywny samorzecznik w spektrum autyzmu. Kosma był jednym ze współtwórców "Jasnej strony spektrum" – grupy dorosłych osób w spektrum, które dzieliły się swoimi doświadczeniami. Skierował mnie do fundacji Prodeste, założonej przez dr Joannę Ławicką, badaczkę i jedną z pierwszych osób, które publicznie mówiły o własnej diagnozie autyzmu.
Wybiórczość pokarmowa to objaw
Kinga poddała się profesjonalnej diagnozie. Dostała potwierdzenie, że to, co przez lata brano za dziwność czy objaw uszkodzenia, jest w rzeczywistości stanem neurorozwojowym. Powtarzalne zachowania, jak wiercenie się czy bujanie, okazały się stimami, pomagającymi regulować układ nerwowy. Tak samo wybiórczość pokarmowa, która zdeterminowała jej dzieciństwo, jest częstą cechą osób w spektrum.
– Nawet do 50 proc. osób w spektrum zmaga się z wybiórczością pokarmową – tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie psychiatra dr Anna Bazydło. – Wynika to z ich nadwrażliwości sensorycznej, np. na fakturę posiłku. Często o tym zapominamy, ale wnętrze naszych ust jest bardzo silnie unerwione. Osoby w spektrum mogą odczuwać konsystencję jedzenia znacznie mocniej niż osoby neurotypowe. Czasem zwykły obiad może być dla nich z tego powodu nie do przełknięcia – wyjaśnia.
Diagnoza przyniosła Kindze odpowiedzi, których oczekiwała. Pomogła jej też ostatecznie pogodzić się z bliskimi. – Moment mojej diagnozy zbiegł się w czasie z chwilą, gdy mama sama chciała odbudować naszą relację. Chciała mi pomóc, bym nie musiała łączyć studiów z kilkoma pracami. Diagnoza nam w tym pomogła, bo była ostatecznym dowodem na to, że nie jestem "zatruta" ani "zepsuta". Moja odmienność wynika z autyzmu, który jest cechą uwarunkowaną genetycznie, a nie skutkiem działania jakiegoś tajemniczego grzyba – podkreśla dziewczyna.
Pseudoterapie prowadzą do traumy
Wiele rodzin wciąż pada ofiarą szarlatanów obiecujących cudowne wyleczenie dziecka. O skutkach tych rzekomych terapii opowiada w rozmowie z WP abcZdrowie psychiatra Ewa Dobiała, superwizorka Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, międzynarodowy trener i superwizor Światowego Stowarzyszenia Psychoterapii Pozytywnej i Transkulturowej.
– Jeżeli dziecko albo dorosły jest poddawany działaniom, które są bolesne, zawstydzające, przymusowe, powtarzalne, niezrozumiałe, naruszają granice ciała, a jednocześnie słyszy, że "to jest dla jego dobra", z psychologicznego punktu widzenia może to się zakończyć urazem traumatycznym. Uraz nie bierze się tylko z samej procedury. Bierze się również z głębokiego naruszenia zaufania. Ciało uczy się, że jego sygnały nic nie znaczą, że opiekun nie chroni, że specjalista nie słucha, a cierpienie ma być znoszone w imię obietnicy poprawy – mówi.
Jakie są skutki? – Po pierwsze, człowiek traci zaufanie do własnego ciała. Przestaje wierzyć swoim odczuciom: bólowi, wstrętowi, przeciążeniu, lękowi. Często przestaje je po prostu czuć. Po drugie, traci zaufanie do specjalistów i samej idei pomocy. Pomoc została w pamięci zapisana jako doświadczenie przemocy albo manipulacji. Po trzecie, pojawia się głęboki wstyd. Wiele osób po takich doświadczeniach żyje z poczuciem, że ich ciało było "zepsute" czy "toksyczne". To zostawia bardzo trwały ślad w obrazie siebie – wyjaśnia lek. Ewa Dobiała.
Oczywiście nie każda nieskuteczna interwencja pseudoterapeutyczna automatycznie prowadzi do zespołu stresu pourazowego (PTSD). Istnieje jednak różnica między metodą, która po prostu nie działa, a metodą, która jest jednocześnie nieskuteczna, obciążająca, przemocowa proceduralnie i oparta na fałszywej obietnicy. – Dla mnie klinicznie najcięższe jest połączenie czterech rzeczy: braku dowodów, proceduralnej przemocy, obietnicy "wyleczenia" i obwiniania pacjenta lub rodziny, kiedy poprawa nie przychodzi. Wtedy pseudoterapia przestaje być tylko błędem. Staje się doświadczeniem, które naprawdę może zostawić uraz na lata – podkreśla ekspertka.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.