Nie mówią po polsku, tracą prawo wykonywania zawodu. "Pacjenci zmarli"
Od 1 maja okręgowe izby lekarskie w Polsce wygasiły prawo wykonywania zawodu już 205 lekarzom spoza Unii Europejskiej. Samorząd alarmuje, że brak znajomości języka może mieć bardzo poważne konsekwencje. - To mogą być dramatyczne sytuacje, które już się dzieją. Kilka takich spraw jest nawet w prokuraturze - zaznacza Jakub Kosikowski, rzecznik NIL.
Lekarz nie zrozumiał, pacjent zmarł
Od 1 maja okręgowe izby lekarskie w Polsce wygasiły warunkowe prawo wykonywania zawodu już 205 lekarzom spoza Unii Europejskiej. Chodzi o osoby, które nie przedstawiły certyfikatu potwierdzającego znajomość języka polskiego na poziomie co najmniej B1 (z tego powodu ich uprawnienia wygasły).
- Wymóg przedstawienia takich dokumentów dotyczy dokładnie 2321 lekarzy i 1024 lekarzy dentystów z Ukrainy. Część na takie dokumenty czeka, a część straci prawo wykonywania zawodu. Wygaszenie uprawnień będzie dotyczyło kilkuset lekarzy, a informacje o wygaśnięciu będą spływały z okręgowych izb przez cały maj - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie Jakub Kosikowski, rzecznik NIL.
- Znajomość języka na poziomie B1 to naprawdę jest podstawa, której nie da się ominąć. Inne kraje europejskie, np. Niemcy, wymagają jeszcze wyższego poziomu, bo B2. Chodzi o to, by lekarz zrozumiał, co mówi do niego pacjent, ale nie tylko. Musi też prawidłowo odczytać dokumentację medyczną i porozumieć się z personelem w kwestiach dalszego postępowania z pacjentem, np. w sytuacjach, gdy coś się dzieje i trzeba szybko reagować - zaznacza.
Zobacz także: Lekarze chcieli weta Nawrockiego. Teraz są rozczarowani
Podkreśla, że do NIL trafiają sygnały z całej Polski świadczące o tym, do czego prowadzi brak znajomości języka. - To mogą być nieporozumienia, ale też naprawdę dramatyczne sytuacje, które już się dzieją. Kilka takich spraw jest nawet w prokuraturze - zaznacza Kosikowski.
- Historia ze szpitalnego oddziału ratunkowego: lekarz nie zrozumiał objawów, o których mówił mu pacjent i odesłał go do innego SOR-u, gdzie chory pojechał własnym transportem. Inny przykład: radiolog opisywał badanie, korzystając z translatora, nie wysłał pacjenta do szpitala, choć powinien. W obu przypadkach pacjenci zmarli - przyznaje.
Zaznacza, że samorząd lekarski działa w zakresie wygaszania prawa wykonywania zawodu zgodnie z prawem. Przypomnijmy jednak, że ta sprawa była jedną z głównych przyczyn konfliktu między NIL i resortem zdrowia. Jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, skutkiem (do którego przyczyniła się też sprawa kontroli prowadzonej przez resort w NIL) był wniosek samorządu do premiera o odwołanie wiceminister Katarzyny Kęckiej.
Rzecznik NIL przekazał nam wówczas, że w piśmie z 30 kwietnia MZ nakazało ostrożność w wygaszaniu praw do wykonywania zawodu. - Powołuje się na poprawkę, która przedłuża możliwość dostarczenia dokumentów do 1 maja 2027 r. bez utraty prawa wykonywania zawodu. Mowa o poprawce, która nie ma mocy prawnej, bo na razie została przyjęta w komisji sejmowej, nie została uchwalona. Dla nas oznacza to więc, że nie postępowalibyśmy zgodnie z prawem - zwracał uwagę Kosikowski.
Nie mówili po polsku
W Wielkopolsce certyfikatu nie dostarczyło ponad 60 lekarzy z Ukrainy, ale samorząd lekarski na razie ich nie wykreślił.
- Ponieważ mamy w tej sprawie dwie tak rozbieżne ścieżki (MZ i NIL), wstrzymaliśmy się z decyzją o wygaszeniu uprawnień. Wezwaliśmy tych lekarzy do przedstawienia dokumentów potwierdzających znajomość języka i wszczęliśmy postępowanie administracyjne w celu ich wykreślenia z rejestru. W razie czego to my odpowiadalibyśmy za przywracanie im uprawnień, a mogłyby spaść na nas także ewentualne odszkodowania, których domagaliby się lekarze - komentuje w rozmowie z WP abcZdrowie Mateusz Szulca, prezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.
- W momencie kiedy MZ mógł jeszcze przyznawać prawo wykonywania zawodu (od ubiegłego roku robią to tylko okręgowe izby - red.), mieliśmy sygnały, że nie wszyscy znają język tak, jak powinni, i są z tego powodu problemy z leczeniem pacjentów. Dochodziło do sytuacji, że taki lekarz nie zbadał dobrze pacjenta albo nie wiedział, jak wypełnić dokumentację. Kilka takich spraw toczy się u naszego rzecznika odpowiedzialności zawodowej - dodaje.
Przyznaje, że zdarzali się lekarze z Ukrainy, którzy ubiegali się o przyznanie prawa wykonywania zawodu, ale na komisji okazało się, że nie mówią prawidłowo po polsku. - Byli i tacy, którzy mieli dokumenty niemożliwe do zweryfikowania z powodu działań wojennych. Oni od razu byli odsiewani. To nie oznacza jednak, że wrzucamy wszystkich do tego samego worka. Znam też przypadki, że ktoś stawiał się na komisji kilka razy i widać było, że jego umiejętności językowe diametralnie się poprawiły - zaznacza Szulca.
- Jeśli ktoś chciał się nauczyć języka, to się nauczył i rozwija się zawodowo. Są też jednak tacy, którzy nadal kombinują i wydaje im się, że cwaniactwem mogą coś przeforsować - dodaje.
Oprócz znajomości języka polskiego problemem jest też znajomość polskiego systemu ochrony zdrowia czy przepisów. - To sprawia największe problemy, zwłaszcza na poziomie POZ czy SOR. Zdarza się, że pacjenci nie otrzymują tam pomocy właśnie przez problem z komunikacją, są kierowani na oddziały czy do poradni, mimo że nie ma ku temu powodu. Wystawia się dużo zbędnych skierowań, generuje to chaos - komentował w rozmowie z WP abcZdrowie Władysław Krajewski, wiceprezes Porozumienia Rezydentów OZZL.
Wskazał też na problemy w radiologii, która opiera się na opisach badań obrazowych. - Zdarza się, że te są niezrozumiałe dla lekarza, który kontynuuje leczenie, a czasami nawet tworzone przy pomocy translatora czy AI - przyznał Krajewski.
Inaczej wygląda sytuacja pielęgniarek i położnych. Izby pielęgniarskie nie wygaszają automatycznie uprawnień, lecz wysyłają wezwania do osób, które nie dostarczyły certyfikatów. Skala problemu jest różna w zależności od regionu. W Warszawie dokumentów nie złożyło około 190 z około 400 osób dopuszczonych warunkowo do zawodu. Na Dolnym Śląsku może chodzić nawet o około 400 pielęgniarek i położnych.
Kto wypełni lukę?
Widać, że ta sprawa rozgrzewa nie tylko środowisko lekarzy, ale również pacjentów. Część popiera to, co robi samorząd, ale zastanawia się też co dalej, jeśli z systemu odejdzie kilkuset lekarzy.
Czy jest pomysł na wypełnienie tej luki? - Nie ma, były dwa lata na przygotowanie się. Zawalili lekarze, ale też dyrektorzy, którzy nie pilnowali, czy zdali egzamin potwierdzający znajomość języka, a teraz szuka się winnego - komentuje rzecznik NIL. Dodaje, że w Polsce jest ok. 200 tys. lekarzy i dentystów, więc ci, których dotyczy wygaszenie prawa wykonywania zawodu, "to nie jest niewiadomo jaka wyrwa".
- Zawiedli przede wszystkim sami lekarze, którzy mieli bardzo dużo czasu na dostarczenie dokumentów, a przypominaliśmy o tym dwukrotnie. Na problem trzeba jednak spojrzeć także systemowo. Większość lekarzy z Ukrainy pracuje na SOR-ach, dyrektorzy podnieśli więc alarm, że nie będzie ich kim zastąpić. Tymczasem o tym, że te uprawnienia wygasną 1 maja tego roku, było wiadomo od dwóch lat. Zabrakło też rozwiązań i dialogu ze strony resortu zdrowia i NIL - dodaje prezes WIL.
Zapytaliśmy o to także resort zdrowia. Czekamy na odpowiedź.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła: WP abcZdrowie, Naczelna Izba Lekarska
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.