Noworoczne detoksy. Dietetyczka apeluje: "To nie ma nic wspólnego ze zdrowiem"
Rokrocznie w styczniu internet zalewają oferty noworocznych diet, które mają spektakularnie odchudzić i "odtruć organizm". Łatwiej jest przecież kupić zestaw "oczyszczających" soków i myśleć, że będzie rezultat niż zmienić nawyki żywieniowe. Dietetyczka kliniczna Beata Ossowska-Dorosz ostrzega, czym to grozi.
Detoksowy algorytm
W najnowszej analizie przeprowadzonej pod koniec grudnia 2025 roku przez firmę CivicScience zebrano 4 808 odpowiedzi dorosłych mieszkańców USA, których zapytano o noworoczne postanowienia na 2026 rok. Z badania wynika, że planuje je niemal 70 proc. pytanych, a wśród najczęstszych postanowień wskazywane są te związane z poprawą diety i odżywiania (28 proc.) oraz częstszymi ćwiczeniami fitness (26 proc.).
Podobne analizy przeprowadzane są w zasadzie co rok i za każdym razem wynika z nich jedno: większość z nas robi plany na kolejne 12 miesięcy. Przede wszystkim skupiamy się na kwestiach związanych ze zmianą stylu życia na zdrowszy, co obejmuje obiecywanie sobie, że będziemy lepiej się odżywiać i częściej uprawiać sport.
Najwięcej werwy do zmian mamy na początku roku, na czym żerują firmy i influencerzy chcący sprzedać jak najwięcej swoich produktów. Są to rzekomo oczyszczające z toksyn soki, suplementy, e-booki z przepisami na diety–cud, plany żywieniowe czy porady, które mają nam ułatwić zgubienie zbędnych kilogramów. W ich działaniach jednak cienka granica pomiędzy dbaniem o zdrowie a chwytem marketingowym, który zamiast dać nam upragnioną szczupłą sylwetkę, doprowadza ciało do wyniszczenia, może być łatwo przekroczona.
Objawy zatrucia dioksynami
Wystarczy w mediach społecznościowych raz przystanąć podczas scrollowania i przeczytać jeden z wpisów dotyczących noworocznych detoksów, by "wpaść" w algorytm, który dosłownie zaleje nas podpowiedziami, co zrobić, by oczyścić wątrobę czy jelita i szybko schudnąć. Za część porad trzeba zapłacić. Aby poznać inne, "wystarczy" podać swoje dane, w tym adres mailowy. W ten sposób trafiamy do bazy, która pozwala firmom i influencerom zarabiać, optymalizować reklamy i budować przewagę nad konkurencją.
– Aby osiągnąć zamierzone cele, musimy zmienić nawyki. To żmudne i… nudne. O wiele łatwiej jest zastosować się do zaleceń marketingowych, które obiecują szybkie efekty: wejdę na stronę, kupię zestaw "oczyszczających" soków, trzy dni się przemęczę i będzie rezultat. To się świetnie klika i sprzedaje, ale nie ma nic wspólnego ze zdrowiem: zapłacę kilkaset złotych, a "gratis" dostanę problemy zdrowotne i dodatkowe kilogramy, bo efekt jo-jo po takich detoksach jest spektakularny – przestrzega w rozmowie z WP abcZdrowie dietetyczka kliniczna Beata Ossowska-Dorosz.
Ekspertka radzi, by być wyczulonym na wszelkie porady dotyczące oczyszczania organizmu z toksyn, które zawierają zachęty do kupowania określonych produktów czy stosowania głodówek.
– Detoks to tak naprawdę interwencja medyczna stosowana w przypadku ciężkich zatruć, np. alkoholem, narkotykami czy metalami ciężkimi. Zdrowe osoby nie potrzebują detoksu. Każdy z nas posiada narządy wyspecjalizowane w przeprowadzaniu procesu oczyszczania, wśród których najważniejsze to wątroba i nerki, ale również płuca, skóra i cały układ krwionośny. Dodatkowo, za proces detoksykacji odpowiada szereg licznych reakcji biochemicznych. Nie potrzebujemy do tego żadnych wspomagaczy – podkreśla.
– Wydaje mi się, że – szczególnie w młodszym pokoleniu – świadomość jest większa, jednak mimo to ofert dotyczących noworocznych detoksów jest coraz więcej. Wystarczy przejrzeć wpisy – wiele osób je lajkuje, pyta w komentarzach o cenę. Zainteresowania nie brakuje. Niby wiemy, że to nie ma sensu, ale liczymy na to, że a nuż może jednak pomoże – dodaje.
"Efekt jo-jo murowany"
Wśród diet, które mają przynieść najszybsze efekty, przewijają się te niskokaloryczne, które dietetyczka nazywa wprost głodówkami. Bazują na sokach, owocach i warzywach niezapewniających wystarczającej dawki kalorii.
– Głodówki nie sprawią, że nasze narządy będą lepiej funkcjonowały, wręcz przeciwnie – mogą spowalniać pracę tarczycy i perystaltykę jelit, co tak naprawdę pogarsza proces naszej naturalnej detoksykacji. Co więcej, podniosą poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, a to zwiększy apetyt. Wygląda to więc tak: przez kilka dni się przegłodzimy, nasze hormony głodu "wystrzelą" i będziemy się mierzyć z napadami kompulsywnego jedzenia, które będą nas pchać do pokarmów zapewniających szybkie dawki energii, w tym słodyczy. Efekt jo-jo murowany – wyjaśnia Ossowska-Dorosz.
Diety sokowe i im podobne często reklamowane są przy tym zdjęciami płaskich brzuchów i rzekomo odchudzonych sylwetek. Dietetyczka podkreśla, że łatwo wyjaśnić taki efekt.
– Ma to związek z wydaleniem mas kałowych, brakiem wzdęć i odwodnieniem. Efekt jest krótkotrwały, bo jak zaczniemy znów jeść normalnie, brzuch będzie wyglądał tak, jak wcześniej – wyjaśnia.
Niebezpieczne mieszanki
Czas noworocznych postanowień to też raj dla producentów suplementów. – Rynek suplementów jest nieprzebadany. Może się zdarzyć, że kupimy produkt rzekomo wspierający detoks, który będzie zanieczyszczony np. metalami ciężkimi. I zamiast pomóc organizmowi, jeszcze bardziej obciążymy wątrobę i nerki. Podobnie jest z ziołami. W krajach z rozwiniętym ziołolecznictwem obserwujemy bardzo duży odsetek ostrej niewydolności wątroby czy trzustki właśnie w związku ze stosowaniem zanieczyszczonych mieszanek. Dlatego ziół i suplementów nie wolno zamawiać z nieznanych źródeł – przestrzega dietetyczka.
– Uważajmy także na mieszanki "odchudzających" czy "odtruwających" herbatek i naparów. Wiele bazuje na zdrowych ziołach, ale nie spodziewajmy się, że przyniosą nam szybkie efekty. Przykładowo ostropest plamisty ma udokumentowane działanie wspierające wątrobę, ale wypicie go raz czy dwa nic nie da, trzeba go stosować regularnie co najmniej przez sześć tygodni – dodaje.
Trzy sygnały alarmowe
Co powinno zapalić czerwoną lampkę? Jakie oferty i chwyty marketingowe należy traktować z przymrużeniem oka? Dietetyczka kliniczna Beata Ossowska-Dorosz nie ma wątpliwości, że przede wszystkim obietnice szybkich efektów. – Nierealne jest, by lata zaniedbań odwrócić w tydzień czy miesiąc, zarówno jeśli chodzi o zdrowie, jak i wagę – podkreśla.
Druga kwestia to cena, szczególnie w przypadku preparatów i suplementów, które mają pomóc w odchudzaniu czy oczyszczaniu. – Podejrzana jest zarówno cena zbyt wysoka, jak i zbyt niska. Jeśli jest zbyt niska, może wskazywać na słabej jakości składniki. Jeśli wyjątkowo wysoka, może stwarzać iluzoryczne wrażenie, że skoro tyle kosztuje, to musi działać. Na tym żerują niektórzy producenci, bo wiedzą, że dzięki temu będziemy bardziej skłonni uwierzyć w działanie produktu – wyjaśnia Ossowska-Dorosz. – Nie chodzi o to, że drogi produkt to zawsze pułapka, ale jeśli możemy kupić w aptece witaminę C za 10–20 zł, a w internecie ktoś sprzedaje "specjalną" witaminę C za 200 zł, to coś tu nie gra – dodaje.
Trzeci element wiąże się z tym, jak wizualizowane są spektakularne efekty przyjmowania danych preparatów lub stosowania określonej diety. – Czasem wystarczy stanąć pod odpowiednim kątem czy ustawić lepsze światło, by uzyskać znaczący efekt wyglądu cery czy sylwetki. Poza tym w dobie sztucznej inteligencji możemy tworzyć i przerabiać zdjęcia tak, że za jednym kliknięciem mamy sylwetkę "odchudzoną" o 15 kg. AI tworzy coraz lepsze fotografie, coraz trudniejsze do odróżnienia od prawdziwych zdjęć. Trzeba do nich podchodzić z dużą dozą ostrożności – radzi ekspertka.
Przepis na zdrowy detoks
Czy w takim razie noworoczne postanowienia związane z dietami nie mają sensu? Mają, o ile traktujemy je jako długoterminową zmianę nawyków, a nie liczymy na szybki efekt. Wspomóc organizm w oczyszczaniu ze zbędnych produktów przemiany materii możemy na kilka prostych sposobów.
– Róbmy przerwy między posiłkami, żeby zachodził naturalny detoks. Nawadniajmy się – a przypomnę, że dorosły człowiek potrzebuje 35 ml na każdy kilogram masy ciała, a nie, jak niegdyś mówiono, półtora litra wody dziennie. Pamiętajmy też o błonniku, który przyspiesza wydalanie toksyn – wylicza Ossowska-Dorosz.
– Chcemy detoksu na nowy rok? Jedzmy pełnoziarniste produkty, stosujmy zbilansowaną dietę, ćwiczmy i pijmy wodę, a nie będziemy musieli płacić za żadne diety–cud – kończy dietetyczka.
Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.