Podstępna choroba
- Tak duże zaawansowanie choroby w dużej mierze wynika z zaniedbań po stronie samego pacjenta. Chory potrafi zauważyć jakąś zmianę, czy to w jamie ustnej, czy pojawiający się guz na szyi i przez długi czas ją bagatelizuje - tłumaczy dr n. med. Bartosz Spławski, onkolog z Kliniki Nowotworów Głowy i Szyi Narodowego Instytutu Onkologii.
Nowotwory głowy i szyi nie są jedną chorobą, ale grupą nowotworów rozwijających się w obrębie górnych dróg oddechowych i pokarmowych. Mogą obejmować jamę ustną, gardło, jamy nosowe, krtań, zatoki oboczne nosa czy gruczoły ślinowe. Objawiają się utrzymującą chrypką, bólem gardła, niegojącym się owrzodzeniem języka lub błony śluzowej policzka, guzem na szyi, długotrwałą niedrożnością jednej jamy nosa czy nawracającym krwawieniem z nosa. Dolegliwości te są jednak na tyle niespecyficzne, że łatwo przypisać je innym schorzeniom.
- W pierwszej kolejności pojawia się podejrzenie, że mają podłoże infekcyjne - tłumaczy onkolog. Jak przyznaje, w swojej praktyce spotyka pacjentów, którzy obserwowali pierwsze niepokojące symptomy pół roku wcześniej, a niekiedy nawet rok czy dwa lata przed rozpoznaniem.
Odpowiedzialność lekarska
Za opóźnieniem w rozpoznaniu nie stoją jedynie niedostrzeżenie i zlekceważenie objawów przez chorego. - Zdarza się również, że objawy są bagatelizowane przez lekarzy, ponieważ początkowo mogą przypominać infekcję. Pacjenci z bólem gardła czy powiększonymi węzłami chłonnymi bywają leczeni kolejnymi antybiotykami, a mimo braku poprawy diagnostyka nie zawsze jest odpowiednio szybko pogłębiana - tłumaczy ekspert.
Co wobec tego powinno zapalić czerwoną lampkę zarówno u pacjenta, jak i lekarza? Dr Spławski wskazuje, że niepokojące jest utrzymywanie się wspomnianych objawów przez około trzy tygodnie. - Jeżeli pomimo zastosowanego leczenia, w związku z podejrzeniem infekcji czy innych miejscowych stanów, nie dochodzi do poprawy, diagnostykę trzeba pogłębić, najlepiej w poradni laryngologicznej lub chirurgii szczękowo-twarzowej - podkreśla lekarz.
Czujność jest tym ważniejsza, że charakterystyka chorych na nowotwory głowy i szyi nie jest już tak jednorodna jak dawniej.
Kto choruje?
Przez lata typowy pacjent z nowotworem obszaru szyi i głowy to była osoba po 60. roku życia, paląca papierosy i spożywająca alkohol. Dzisiaj lekarze wyróżniają też drugą, młodszą grupę chorych.
- Są to pacjenci po czterdziestym, około pięćdziesiątego roku życia, czasami nawet przed czterdziestką, u których nowotwór ma etiologię wirusową. Mam na myśli wirusa brodawczaka ludzkiego - mówi dr Spławski. W przypadku nowotworów związanych z HPV choroba częściej rozwija się w obszarze gardła środkowego, m.in. w obrębie migdałków i nasady języka.
Jest też grupa chorych, u których rozwinęły się zmiany nowotworowe na skutek braku dbałości o higienę jamy ustnej. Takie zaniedbania sprzyjają przewlekłym stanom zapalnym oraz uszkodzeniom błony śluzowej. Dodatkowo ubytki, połamane zęby czy źle dopasowane protezy mogą stale drażnić śluzówkę, zwiększając ryzyko rozwoju zmian nowotworowych, zwłaszcza w połączeniu z paleniem i alkoholem.
Bez względu jednak na przyczynę rozwoju choroby jej leczenie bywa bardzo obciążające i skomplikowane, szczególnie gdy nowotwór zostanie rozpoznany w bardziej zaawansowanym stadium.
Wymagające leczenie
Leczenie nowotworów głowy i szyi należy do szczególnie wymagających. W zależności od umiejscowienia guza wykorzystuje się chirurgię, radioterapię i chemioterapię, często łącząc kilka metod. Operacje mogą oznaczać konieczność usunięcia części lub całego języka albo krtani, co później wpływa m.in. na zdolność mówienia, połykania, przyjmowania pokarmów czy oddychania. - Niezależnie od lokalizacji w obrębie głowy i szyi leczenie jest bardzo skomplikowane i ciężkie, zwłaszcza dla pacjenta - zaznacza dr Spławski.
Przełomowa metoda leczenia
Dużą zmianę w leczeniu może przynieść immunoterapia okołooperacyjna z zastosowaniem pembrolizumabu. Lek podawany jest pacjentowi jeszcze przed zabiegiem chirurgicznym, a następnie po operacji w ramach leczenia uzupełniającego. - To jest przełom w leczeniu radykalnym chorych na nowotwory głowy i szyi, czyli na tym etapie, na którym pacjent jest leczony z intencją wyleczenia – mówi onkolog.
Jak tłumaczy, przez około 30 lat standard w tej grupie chorych pozostawał w dużej mierze niezmieniony: pacjent przechodził operację, a następnie radioterapię lub radiochemioterapię. Immunoterapia nie zastępuje tych metod, lecz jest do nich dołączana.
Co najważniejsze, badanie, które doprowadziło do rejestracji nowego schematu, wykazało poprawę efektów leczenia, w tym rzadsze występowanie przerzutów odległych oraz wydłużenie czasu przeżycia pacjentów. - U około 25-30 proc. chorych można uzyskać długotrwałą kontrolę choroby, która potrafi trwać nawet kilka lat. Jeszcze 10 lat temu właściwie było to kazuistyczne - mówi dr Spławski.
Terapia okołooperacyjna nie jest jednak obecnie w Polsce finansowana publicznie w tym wskazaniu. Immunoterapia jest dostępna dla części chorych z nawrotową lub przerzutową chorobą. Ekspert liczy jednak na to, że zostanie niebawem objęta refundacją. Być może uda się wpisać ją na listę już w styczniu. - Mam nadzieję, że polski pacjent będzie mógł być leczony najlepszymi dostępnymi metodami, zgodnie ze światowymi zaleceniami - mówi.
Co dalej?
Najnowsze wyniki badania WOBASZ3 pokazują wyraźny spadek odsetka osób palących tradycyjne wyroby tytoniowe. Dwie dekady temu paliło 31 proc. Polaków w wieku 20-75 lat, dekadę później 25 proc., a obecnie 17 proc. Nałóg ten jest znaczącym czynnikiem w rozwoju nowotworów głowy i szyi.
- Jest nadzieja, że ten trend przełoży się na spadek liczby nowotworów tytoniozależnych, ale zaobserwujemy to prawdopodobnie dopiero za 20-30 lat, ponieważ występuje tutaj duże przesunięcie czasowe - mówi dr Bartosz Spławski.
Nie ma jednak pełnych danych o "zastępnikach" tytoniu. - Na temat elektronicznych papierosów czy podgrzewaczy nadal mamy zbyt mało danych, by powiedzieć, jak przełożą się one na liczbę nowotworów głowy i szyi. Jest pewne światełko w tunelu, ale pojawiają się też nowe zagrożenia - zaznacza dr Spławski.
Ekspert jednocześnie alarmuje, że coraz częściej mogą występować nowotwory związane z zakażeniem HPV. Istotną rolę w ich ograniczaniu mogą w przyszłości odegrać szczepienia przeciwko temu wirusowi. - Szczepienia oraz zmniejszenie liczby osób palących papierosy, mam nadzieję, przełożą się na mniejszą zachorowalność - podsumowuje.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.