Przemycają środki odurzające do szpitala. "Nie mamy narzędzi skutecznej prewencji"
Lekarze ze szpitali psychiatrycznych alarmują, że nie mają jak skutecznie zapobiegać przemycaniu przez pacjentów środków odurzających, choć jest to nagminne. - Każde rozwiązanie, które miałoby zapobiegać zagrożeniom dla innych chorych, będzie wiązało się z pewnym ograniczeniem autonomii pacjenta, który takie zagrożenie stwarza - zaznacza Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów.
Prawo nie pozwala na przeszukanie
Po wstrząsającym reportażu Wirtualnej Polski o śmierci pacjenta szpitala psychiatrycznego w Warszawie, który z innymi chorymi odurzał się potajemnie lekami, medycy alarmują, że nie mają prawnych narzędzi, by takim sytuacjom skutecznie zapobiegać.
- Prawo nie pozwala nam na to, by przeszukiwać pacjentów i odwiedzających, którzy wchodzą na oddział - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie Anna Bazydło, lekarka, która pracuje na oddziale psychiatrycznym Mazowieckiego Specjalistycznego Centrum Zdrowia w Pruszkowie. - Jedyne, co możemy zrobić i wytłumaczyć to np. względami bezpieczeństwa pacjentów, których mamy pod opieką, to doraźne kontrole ze względów sanitarno-epidemiologicznych - dodaje.
Lekarka wyjaśnia, że sprawdzane są wówczas szafki w obecności pacjentów, m.in. pod kątem niebezpiecznych przedmiotów, np. sznurków, kabli, ostrych przedmiotów lub leków, których pacjent, nawet jeśli przyjmuje je na stałe, nie może sam przechowywać i zażywać na własną rękę w czasie hospitalizacji.
- Taka kontrola, choć jest rutynowa i dotyczy wszystkich pacjentów, jest najczęściej przeprowadzana z powodu podejrzenia wobec konkretnych osób, bo personel doskonale wie, kto "kombinuje". Jest to jednak ograniczone działanie, bo takich kontroli nie możemy prowadzić przecież codziennie, a nawet jeśli coś znajdziemy, prawo nie pozwala nam np. na dodatkowe przeszukanie osobiste takiej osoby - zaznacza lekarka.
- Musimy przede wszystkim uświadomić sobie, jak dynamicznie zmienia się profil pacjenta psychiatrycznego. Aktualnie trafiają do nas coraz częściej pacjenci, u których dochodzi do psychoz wynikających z uzależnienia od środków psychoaktywnych, albo tacy, u których chorobę podstawową np. schizofrenię takie uzależnienie nasila - wskazuje w rozmowie z WP abcZdrowie Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
- Osoby pod wpływem takich substancji powinny być przyjmowane na oddziały detoksykacyjne, które w swoją naturę mają wpisane większe zabezpieczenia. Niestety, nie w każdym szpitalu takie oddziały funkcjonują. Na przykład w tym, w którym ja pracuję, wszyscy trafiają na jeden oddział - wskazuje lekarz.
Dodaje, że mimo braku możliwości przeszukania pacjenta, przy przyjęciu go do szpitala, jego rzeczy trafiają do depozytu i są inwentaryzowane. - Ostatnio w taki sposób znaleźliśmy u jednej z pacjentek narkotyki w plecaku. W takich sytuacjach możemy wezwać policję, celem przeszukania - dodaje Goncerz.
Konieczne zmiany w prawie
- Rozwiązaniem - choć doraźnym - jest dyscyplinarny wypis pacjenta, który zostanie złapany na posiadaniu używek. Taki pacjent nie przestrzega tym samym zaleceń terapeutycznych albo w inny sposób zakłóca pracę oddziału czy zagraża bezpieczeństwu innych chorych. W ten sposób mamy możliwość usunięcia zagrożenia tu i teraz, ale lekarze rzadko korzystają z tego rozwiązania - przyznaje dr Bazydło.
- Zdarza się, że lekarze nie chcą robić krzywdy pacjentom, nie chcą też eskalować agresji takich osób. Z drugiej strony policja podchodzi opieszale do takich zgłoszeń, bo ma inną perspektywę, często ta reakcja jest opóźniona - wskazuje lekarka.
Lekarz może też zlecić testy na obecność narkotyków w moczu, ale nawet jeśli wynik będzie pozytywny, to jest to już działanie po fakcie, a nie prewencja.
Lekarka przyznaje, że brakuje jasnych standardów, kto, kiedy i jak powinien reagować. - Nie ma ogólnopolskich wytycznych, które tworzyłyby pewien standard postępowania, choć w grę wchodzi bezpieczeństwo wielu pacjentów. Te granice są bardzo płynne, a pracując na takim oddziale, jesteśmy w impasie - zwraca uwagę lekarka.
Precyzuje, że konieczne są zmiany w Ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, bo jej zdaniem nie przystaje ona do aktualnych realiów. - Ustawa została napisana 18 lat temu, w czasach, kiedy nie było smartfonów i groźnych zjawisk związanych z funkcjonowaniem social mediów. Została napisana pod idealny świat, podczas gdy rzeczywistość zmienia się bardzo dynamicznie. Dlatego niektóre elementy wymagają zmian i aktualizacji - ocenia lekarka
- Mamy pacjentów, którzy robią np. patostreamy, na których widać innych pacjentów, robią im nagie zdjęcia, które potem publikują w mediach społecznościowych. To wszystko dzieje się na oddziale, a my, zgodnie z prawem, nie możemy takiej osobie zabrać smartfona. Oczywiście w skrajnych sytuacjach tak reagujemy, ale jest to naginanie prawa, mimo że taki pacjent łamie prawa innych - zaznacza lekarka.
Przypomina, że w szpitalach funkcjonowały kiedyś automaty telefoniczne, z których mogli korzystać pacjenci. - Dla szpitala jest to jednak koszt, a tak każdy przychodzi do szpitala z własnym telefonem. Niestety, potem wykorzystuje go wcale nie po to, by być w kontakcie z rodziną, ale po to, by np. zamawiać środki psychoaktywne albo oferować swoje usługi seksualne osobom z zewnątrz, do których potem dochodzi na terenie szpitala - podkreśla Bazydło.
Ograniczenie autonomii pacjenta
Zdaniem lekarki, potrzeba też wzmocnionych działań policji. - Dla tych, którzy handlują narkotykami, dopalaczami, lekami, szpitale psychiatryczne są świetnym rynkiem zbytu. Policyjne kontrole w takich miejscach powinny być częstsze - uważa ekspertka.
Zmiany może przynieść nowelizacja Ustawy o zdrowiu psychicznym. - Projekt zakłada, że lekarz miałby możliwość zlecenia przeszukania pacjenta. To krok w dobrą stronę, choć są też problemy. Obawiamy się, że taki obowiązek spadłby przede wszystkim na rezydentów, a że co piąty rezydent w szpitalu psychiatrycznym ma pod opieką około 300 pacjentów, nadal występuje duże ryzyko przeoczeń - wskazuje lekarz.
- Otwarte pozostają z kolei pytania, czy takim chorym powinno się zakazać odwiedzin, czy w wyjątkowych sytuacjach związanych z bezpieczeństwem lekarz może im zabrać telefon - dodaje.
- W tym momencie stoimy pod ścianą, więc każde rozwiązanie, które miałoby zapewnić skuteczne zapobieganie zagrożeniom dla innych chorych, będzie wiązało się z pewnym ograniczeniem autonomii pacjenta, który takie zagrożenie stwarza. Pytanie brzmi: gdzie jest granica? - zaznacza Goncerz.
Narkotyki wrzucają przez okno
Tymczasem dostarczanie do szpitala narkotyków, leków, alkoholu jest nagminne. Pacjenci sami je zamawiają, korzystając np. z internetowych komunikatorów. - Sposobów na dostarczenie jest mnóstwo, takie przesyłki są przyklejane od spodu do śmietników na terenie szpitala, zostawiane za rynnami, wrzucane przez okno, czy dostarczane przez rodzinę lub osoby, które za rodzinę się podają - wskazuje Bazydło.
Lekarze przyznają, że uzależnieni pacjenci są niesamowicie zdeterminowani do tego, by konkretną używkę uzyskać i co chwilę wymyślają nowe sposoby na ich przemyt.
- Pacjent rozwiesza na przykład pranie na tarasie, a ktoś, kto przechodzi z drugiej strony, wkłada coś do tego prania. Zdarza się dorabianie drugiego dna do pojemników na środki higieniczne, wrzucanie takich rzeczy przez okno czy przynoszenie ich przez odwiedzających na oddział - przyznaje Goncerz.
- Niestety, na końcu takich historii jest zawsze personel medyczny, który odpowiada z Kodeksu karnego za to, że nie zapewnił bezpieczeństwa, choć nie ma narzędzi do skutecznej prewencji. Odpowiedzialność spoczywa nie na pacjencie, który zamówił narkotyki na oddział i dał je innym pacjentom, ale na lekarzu, czy pielęgniarce, którzy mieli wtedy dyżur - podkreśla Bazydło.
Wątpliwości do ustawy
Rzecznik Praw Pacjenta zaznacza, że ma uwagi do propozycji zmian w Ustawie o ochronie zdrowia psychicznego.
- Najistotniejsza jest ta, która dotyczy kontroli osobistej pacjentów w szpitalach psychiatrycznych, rozumianej jako czynność polegająca na odsłanianiu ciała pacjenta, dotykaniu ciała lub przeszukiwaniu miejsc intymnych pacjenta, która, w mojej ocenie, stoi w sprzeczności z zasadą poszanowania intymności i godności, wynikającej z praw pacjenta i powinna być respektowana - przekazał Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec w stanowisku przesyłanym do naszej redakcji.
RPP ma obawy, że "proponowane przepisy, których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa zarówno personelu, jak i pacjentów, nie wprowadzają jednocześnie rozwiązań tworzących relację dominacji, przymusu i kontroli, w miejsce relacji terapeutycznej".
- Dla wielu pacjentów kontrola osobista w zaproponowanej formie, może stanowić doświadczenie traumatyczne lub retraumatyzujące, zwłaszcza w przypadku osób po doświadczeniach przemocy seksualnej, nadużyć w dzieciństwie czy przemocy domowej. Zastosowanie takiej formy kontroli może doprowadzić do wtórnej traumy, a także do przerwania trwającego już procesu terapeutycznego w wyniku uprzedmiotowienia pacjenta - dodał.
Zdaniem rzecznika, "personel powinien nadzorować osoby podejrzane o posiadanie środków odurzających i wzywać policję na oddział w celu przeszukania takich osób". Jego zdaniem, pomocne są też przenośne wykrywacze metalu. - Są szpitale, które już ich używają i skutecznie monitorują, czy wnoszone rzeczy nie mają ukrytych przedmiotów, substancji niedozwolonych - dodał.
Czy Ministerstwo Zdrowia planuje kontrole?
Zapytaliśmy resort zdrowia, czy po tragedii w warszawskim szpitalu planuje działania - kontrole i zmiany w przepisach, które miałyby zapobiegać kolejnym takim zdarzeniom. W przekazanym nam stanowisku MZ odnosi się tylko do kontroli. Wyjaśnia, że "nie było podstaw do przeprowadzenia odrębnego postępowania kontrolnego", mimo że taki wniosek wpłynął, bo w sprawę już wtedy była zaangażowana prokuratura.
"Brak zlecenia kontroli nie był wyrazem bierności Ministerstwa Zdrowia ani uchylania się od aktywności w tym zakresie, ale wyrazem poszanowania zasady rozdziału kompetencji oraz legalizmu w wykonywaniu obowiązków poszczególnych organów władzy państwowej" - czytamy w odpowiedzi resortu.
MZ zaznacza, że nie nadzoruje Szpitala Nowowiejskiego w Warszawie. Wyjaśnia, że taki nadzór pełni natomiast samorząd województwa mazowieckiego, który jest jego podmiotem tworzącym i to on decyduje o przeprowadzeniu ewentualnej kontroli.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.