Rekordzista miał 7,19 promila. "Karetka jest zablokowana, inni pacjenci czekają"

Winobranie od lat jest wizytówką Zielonej Góry i każdego roku przyciąga tłumy. O ile święto samo w sobie nie stanowi problemu, kontrowersje wywołała decyzja, by właśnie podczas największej imprezy w roku zawiesić ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu na wynos. Robert Górski, lekarz pogotowia, specjalista medycyny ratunkowej i radny miasta, wskazuje na skutki.

Zniesienie zakazu najbardziej odczuwają medycyZniesienie zakazu najbardziej odczuwają medycy
Źródło zdjęć: © Facebook, Getty Images
Dominika Najda

970 pacjentów w dziewięć dni

O problemie informował na Facebooku Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze. Od 4 do 13 września na Szpitalny Oddział Ratunkowy trafiło 970 osób. Dla porównania w ciągu całego miesiąca SOR przyjmuje średnio około 2,5 tys. pacjentów. Wśród osób, którym udzielono pomocy podczas Winobrania, aż 46 było pod silnym wpływem alkoholu. Szpital odnotował również liczne urazy wymagające pomocy ambulatoryjnej. Większość pijanych pacjentów z mniej poważnymi urazami nie ma badanego poziomu etanolu we krwi, więc nie są widoczni w alkoholowych statystykach.


WIDEO
"Całą noc usiłowała kogoś ugryźć". Lekarz o pijanych pacjentach na SOR

Już pierwszy weekend dziewięciodniowej imprezy pokazał, jak trudny jest to okres dla medyków. Wtedy na SOR trafiło 235 pacjentów, w tym 25 osób pod wpływem alkoholu. Większość z tej grupy miała ponad 3 promile, a rekordzista miał 4,8 promila.

– Dla służb ratunkowych najtrudniejsze podczas Winobrania są weekendy. Nie można wyciągać średniej ze szpitalnych statystyk, dzieląc liczbę pacjentów przez ilość dni święta Zielonej Góry, bo najwięcej osób pod wpływem alkoholu wymaga pomocy w piątki i soboty, kiedy większość ludzi następnego dnia nie idzie do pracy. W czasie mojego dyżuru w pogotowiu ratunkowym z soboty na niedzielę od godz. 19 do 7 rano mieliśmy aż siedem wyjazdów, podczas gdy średnia dobowa na jeden zespół to prawie dziewięć – wskazuje Robert Górski w rozmowie z WP abcZdrowie.

Specjalista medycyny ratunkowej podkreśla, że nie chodzi o stawianie znaku równości między Winobraniem a pijaństwem. Jak zaznacza, święto miasta to znacznie więcej niż możliwość napicia się wina. Problem zaczyna się wtedy, gdy świętowanie przeradza się w niekontrolowane spożycie alkoholu.

– Winobranie to wspaniałe święto, Dni Zielonej Góry są organizowane od zawsze. To bardzo ważna inicjatywa, taki wyróżnik naszego regionu. Tylko wszystko rozbija się o ten alkohol, bo miasto nie powinno promować jego spożywania. Pacjenci pogotowia ratunkowego i SOR-u to osoby, które z alkoholem znacznie przesadziły – dodaje.

Zakaz tak, ale nie podczas Winobrania

Lekarz jest inicjatorem uchwały ograniczającej w Zielonej Górze sprzedaż alkoholu na wynos w godzinach od 22 do 6, która wejdzie w życie 1 października br. Podobne rozwiązania obowiązują już w prawie 200 gminach i liczba policyjnych interwencji spadła tam nawet o 70 proc.

Robert Górski największe zastrzeżenia zgłasza w związku z wyjątkiem wprowadzonym z okazji Winobrania oraz trzech mniejszych imprez winiarskich w ciągu roku. – Nie rozumiem, po co wprowadzać wyłączenie zakazu nocnej sprzedaży alkoholu na wynos właśnie na czas Winobrania, kiedy służby ratunkowe mają najwięcej pracy. Na sesji Rady Miasta argumentowano, że bez tego te imprezy nie będą mogły się odbyć. To jest absurdalne – zauważa.

– Winobranie jako święto miasta to nie jest tylko picie wina. Mamy zwiedzanie winnic, strefę winiarską wokół ratusza, koncerty, jarmark i całą tradycję, którą warto promować. Nie rozumiem więc argumentu, że możliwość kupowania alkoholu na wynos po godz. 22 jest konieczna, żeby ta impreza mogła się odbywać – podkreśla.

Zdaniem radnego ograniczenie nie uderza w osoby, które po mocne trunki sięgają okazjonalnie, gdyż zwykle planują zakupy z wyprzedzeniem. Zupełnie inaczej jest w przypadku osób uzależnionych, które kupują alkohol i spożywają go od razu.

– Osoby, które nie są uzależnione, mogą kupić alkohol wcześniej. Osoby uzależnione często nie są w stanie zrobić zapasu. Jeśli mają alkohol pod ręką, wypijają go na bieżąco – tłumaczy.

Jednym z założeń nocnego ograniczenia sprzedaży było przerwanie możliwości ciągłego dokupowania alkoholu. – Założenie jest takie, że jego konsumenci pójdą wcześniej spać. Będzie mniej zadym na mieście, mniej dewastacji mienia, mniej awantur domowych, urazów i interwencji służb. Wiem, że problemów nie wyeliminujemy całkowicie, ale będzie dużo spokojniej i bezpiecznie – wyjaśnia.

Granica 3 promili alkoholu

Problem staje się szczególnie widoczny, gdy pijana osoba trafia pod opiekę służb ratunkowych. – Na SOR trafiają osoby, które nie są w stanie dmuchnąć w alkomat albo mają ponad 3 promile alkoholu, bo powyżej tej wartości nie są przyjmowane przez izbę wytrzeźwień. Często są to osoby uzależnione, dla których wyniki rzędu 4–5 promili nie są czymś nadzwyczajnym. Atmosfera Winobrania sprawia natomiast, że pojawia się pewnego rodzaju społeczne przyzwolenie na picie alkoholu – wskazuje.

Specjalista medycyny ratunkowej dodaje także, że dla przeciętnej osoby 3 promile alkoholu to już stan zagrożenia życia. Inaczej może być z osobą uzależnioną. Lekarz przywołuje też przypadek, który widział jeszcze podczas pracy na SOR-ze.

Rekordzista miał 7,19 promila. Został przywieziony w nocy przez pogotowie, był nieprzytomny, nie było z nim kontaktu. Poleżał dwie godziny, po czym wstał, poszedł do toalety, podszedł do sekretarek medycznych i bezbłędnie podał swój PESEL – wspomina.

Większość osób, które podczas Winobrania trafiają na SOR z powodu alkoholu, to osoby uzależnione. Przypadki, gdy ktoś pije okazjonalnie, wychodzi na miasto i po prostu przecenia swoje możliwości, zdarzają się znacznie rzadziej. Problem jednak nie kończy się na liczbie pijanych osób przyjmowanych na SOR.

Każda taka interwencja angażuje ratowników medycznych, którzy w tym czasie mogą być potrzebni pacjentom z zawałem, udarem lub ofiarom wypadków. – Nie wszystkie osoby pod wpływem alkoholu trafiają na SOR. Jeżeli nie wymagają medycznych czynności ratunkowych, to przekazujemy je policji lub straży miejskiej i te służby realizują przewóz do izby wytrzeźwień. Prawo nie zezwala, aby zespół ratownictwa medycznego przekazał taką osobę bezpośrednio do izby – wyjaśnia Robert Górski.

– Czasem musimy po prostu czekać na patrol policji, a w tym czasie karetka jest zablokowana i inni pacjenci czekają na pomoc. Niedawno zdarzyło nam się czekać niemal dwie godziny przy osobie, która nie wymagała pomocy medycznej, tylko przewiezienia do izby wytrzeźwień. Wystarczy kilka takich interwencji i problem zaczyna się nawarstwiać – dodaje.

Agresywny pacjent nie tylko na SOR-ze

Osobnym, a może raczej kolejnym problemem są pijane osoby, które trafiają na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nietrzeźwi pacjenci nie zawsze spokojnie czekają na pomoc. Często wykrzykują wulgaryzmy, zachowują się agresywnie, zdarza się nawet oddawanie moczu na ściany, łóżka i sprzęt medyczny.

– To jest niezwykle niekomfortowe dla naprawdę chorego pacjenta, który cierpi i leży w pobliżu. Na patologię patrzą również przerażone dzieci, które trafiają do szpitala. Medycy też regularnie są atakowani przez pijanych pacjentów – zauważa Robert Górski.

Podczas tegorocznego Winobrania jego zespół interweniował wobec nietrzeźwej kobiety, która miała zostać pobita i leżała na chodniku. – Zabraliśmy ją na SOR. Po drodze zaczęła nas wyzywać i obrażać. Na SOR-ze również zrobiła awanturę, a później uciekła. Pewnie jej przypadek nie jest uwzględniony w szpitalnej statystyce, bo nie zdążono pobrać krwi i oznaczyć poziomu etanolu – dodaje.

Robert Górski zwraca także uwagę na inny aspekt. Skutki nadużywania alkoholu nie kończą się na osobie, która pije. Odczuwają je jej bliscy, uczestnicy imprezy, a także policjanci, ratownicy i pracownicy SOR-u. Po przyjęciu uchwały wprowadzającej nocne ograniczenie sprzedaży alkoholu na wynos dostał wiadomości od mieszkanek Zielonej Góry.

– Napisało do mnie kilka kobiet, które dziękowały, że one i ich dzieci będą miały trochę więcej spokoju w domu. Liczymy też, że będzie mniej interwencji policji i pogotowia oraz mniej osób na SOR-ach. Dzięki temu medycy będą mogli szybciej pomóc tym, którzy naprawdę są chorzy zamiast szarpać się z pijanymi – mówi.

Zdaniem lekarza właśnie te argumenty powinny być brane pod uwagę przy organizacji imprez winiarskich i tworzenia prawa – zarówno na poziomie samorządu, jak i parlamentu.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie