Skierowali ją pilnie na SOR. 82-latka czekała na pomoc niemal 12 godzin

82-letnia pani Jadwiga trafiła do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku z nasilającym się obrzękiem nóg i twarzy. Lekarz, który wcześniej zbadał ją w domu, uznał, że potrzebna jest pilna diagnostyka. Rodzina zawiozła seniorkę na oddział ratunkowy. Na konsultację z lekarzem czekała tam prawie 12 godzin.

sorPrzyjechała na SOR w południe, lekarz zbadał ją po północy
Źródło zdjęć: © East News
Dominika Najda

Prawie 12 godzin oczekiwania

Do Klinicznego Oddziału Ratunkowego UCK pani Jadwiga zgłosiła się 19 czerwca o godz. 12.33. Przywiózł ją wnuk. Jak relacjonuje rodzina, lekarz, który wcześniej badał kobietę w domu, polecił jej "natychmiast zgłosić się na oddział ratunkowy". Po przyjeździe seniorka przeszła triage, czyli wstępną ocenę stanu zdrowia, na podstawie której pacjentom przydzielany jest odpowiedni stopień pilności. 82-latka otrzymała najniższy priorytet.


WIDEO
“Ministerstwo nie dowozi”. Tak rząd poległ w sprawie Pyszne.pl [OPINIA]


Zlecono jej podstawowe badania, jednak na spotkanie z lekarzem musiała czekać przez kolejne godziny. Rodzina twierdzi, że przez ten czas kobieta siedziała na krześle w rejestracji i nikt ponownie nie oceniał jej stanu. - Babcia cały czas czekała na krześle w rejestracji nawet bez dostępu do wody. Był jedynie płatny automat. Nikt w tym czasie nie zapytał chociaż o to, jak się czuje. Nikt nie sprawdził, czy jej stan się nie pogorszył. Mama dopytywała w rejestracji, kiedy babcię przyjmie lekarz, usłyszała tylko, że wszyscy tyle czekają - relacjonował wnuk pacjentki w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Kiedy zbliżała się północ, rodzina straciła cierpliwość. Wnuk seniorki zażądał rozmowy z koordynatorem oddziału. Ten nie przyszedł, a do mężczyzny wysłano lekarza pełniącego wówczas dyżur. Rozmowa została nagrana. Medyk przyznał, że 12-godzinne oczekiwanie było "sytuacją ekstremalną", a "co panią spotkało, nie powinno mieć miejsca". Mówiąc o sytuacji na oddziale, dodał, że "pracujemy w absurdalnych warunkach, tego fizycznie nie idzie ogarnąć".

O godz. 0.02 pani Jadwiga została wreszcie przyjęta przez lekarza. Od przeprowadzenia triage minęło prawie 12 godzin.

Lekarz zbadał seniorkę dopiero po północy

Dla 82-latki wielogodzinne oczekiwanie było tym trudniejsze, że ma za sobą leczenie onkologiczne i zmaga się również z innymi chorobami. - Nie wiedziałam, czy mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc. Czekałam na pierwsze badanie tyle godzin. A jestem starszą osobą, mam prawie 83 lata, jestem po operacji raka piersi i z innymi chorobami - przyznaje dziś pani Jadwiga.

Sama konsultacja przebiegła już zupełnie inaczej. Seniorka podkreśla, że lekarz, który się nią zajął, był dokładny i pomocny. Według jej relacji medyk miał również powiedzieć, że sytuacja nadaje się "dla mediów i prokuratury", ponieważ ma dość pracy w takich warunkach. - Innym może stać się tu nieszczęście. Bo tylu pacjentów czekało tak samo długo, co ja. Niektórzy wychodzili nawet ze szpitala zanim ktoś im udzielił pomocy, bo już nie dawali rady tyle czasu tam czekać - mówiła pacjentka.

Lekarz ustalił, że obrzęk kończyn dolnych i twarzy był związany ze zmianą leków, które kilka dni wcześniej przepisał jej kardiolog. Nie stwierdził wskazań do hospitalizacji. Kobieta dostała zalecenie odstawienia nowych preparatów, powrotu do wcześniejszych leków oraz zgłoszenia się na kontrolę do lekarza rodzinnego.

Stan pani Jadwigi później się poprawił, jednak doświadczenie z oddziału zapamiętała bardzo źle. - Na szczęście czuję się lepiej. Nie chciałabym tam jednak nigdy wrócić. Nikt się nikim tam nie interesuje - oceniła.

Szpital przedstawia swoją wersję

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne przekazało "Gazecie Wyborczej", że informacje znajdujące się w dokumentacji medycznej nie wskazywały, aby kobieta znajdowała się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.

"Fakty opisane w dokumentacji medycznej nie wskazują, by pacjentka zgłosiła się do Klinicznego Oddziału Ratunkowego z objawami zagrożenia życia ani z cechami nagłego zagrożenia zdrowotnego. Oznacza to, że nie spełniała ona kryteriów hospitalizacji w oddziale ratunkowym. Opisane objawy pacjentki i stan ogólny wskazują, że jej problemy medyczne mogły być bez uszczerbku zdrowia rozwiązane w warunkach podstawowej opieki medycznej i opieki ambulatoryjnej. Niezależnie od powyższego, na rzecz pacjentki zrealizowano świadczenie zdrowotne adekwatne do jej aktualnego stanu zdrowia".

Placówka zaznaczyła jednocześnie: "Należy przy tym podkreślić, że proces diagnostyczny pacjentki rozpoczęto od zlecenia badań, które nastąpiło w ciągu niespełna 45 minut od zakończenia procedury triage".

UCK tłumaczy, że problemem pozostaje bardzo duża liczba osób zgłaszających się na oddziały ratunkowe mimo braku nagłego zagrożenia zdrowia. Według szpitala KOR UCK przyjmuje około 150 pacjentów na dobę. Część z nich, zdaniem placówki, powinna otrzymywać pomoc w podstawowej opiece zdrowotnej lub poradniach specjalistycznych. Po skardze rodziny szpital rozpoczął postępowanie wyjaśniające.

Rzecznik praw pacjenta reaguje

Inaczej na jeden z elementów tej historii patrzy rzecznik praw pacjenta. Jego biuro zwraca uwagę, że nawet jeśli pacjent podczas pierwszego triage otrzyma niski priorytet, przy wielogodzinnym oczekiwaniu jego stan powinien być ponownie oceniany.

"W przypadku długiego oczekiwania na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR), pacjent powinien przejść powtórną ocenę (tzw. retriage). Zgodnie z wytycznymi stan zdrowia oczekujących musi być stale monitorowany. Ocena stanu klinicznego dokonywana jest nie rzadziej niż co 90 minut, licząc od chwili pobrania biletu, a jej wyniki są odnotowywane w dokumentacji medycznej" - wyjaśnia biuro prasowe RPP.

Taka ponowna ocena ma pozwolić ustalić, czy stan chorego się pogorszył lub poprawił oraz czy przydzielona wcześniej kategoria pilności nadal jest odpowiednia. W razie potrzeby priorytet pacjenta powinien zostać zmieniony.

Rzecznik przypomina ponadto, że osoba przebywająca przez wiele godzin na SOR powinna mieć zapewnione warunki odpowiadające jej stanowi zdrowia. Obejmuje to możliwość siedzenia lub leżenia, dostęp do toalety, podstawowych warunków higienicznych i wody pitnej, a także monitorowanie stanu zdrowia oraz przekazywanie informacji o dalszym postępowaniu i powodach oczekiwania.

Po zapoznaniu się z opisem przypadku pani Jadwigi rzecznik praw pacjenta zdecydował się interweniować. "Opisana sytuacja jest niepokojąca, dlatego rzecznik praw pacjenta zajął się tą sprawą oraz podjął działania w celu wyjaśnienia jej okoliczności" - poinformowało biuro prasowe RPP.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie