Sprzedaż wzrosła o 450 proc. "Rodzice często proszą o te leki"

Według raportu e-Zdrowia coraz więcej dzieci korzysta ze świadczeń medycznych z powodu depresji. – Depresja u dzieci może wyglądać zupełnie inaczej niż u dorosłych i czasem wymaga wnikliwej obserwacji, by ją rozpoznać – zwraca uwagę dr Tomasz Srebnicki.

Wzrosła sprzedaż antydepresantów wśród nieletnich aż o 450 proc.Wzrosła sprzedaż antydepresantów wśród nieletnich aż o 450 proc.
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne, Getty Images
Marta Słupska

Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Według najnowszego raportu e-Zdrowia, stworzonego na podstawie danych NFZ w latach 2013–2024, znacząco wzrosła liczba dzieci korzystających ze świadczeń medycznych w związku z diagnozą depresji – z 13 tys. do 89 tys. Z czego może to wynikać?

Dr Tomasz Srebnicki, psycholog, specjalista psychoterapii dzieci i młodzieży, certyfikowany psychoterapeuta Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej (PTTPB): Moim zdaniem z trzech czynników. Po pierwsze – ze wzrostu świadomości na temat depresji. Otoczenie jest bardziej wrażliwe na wszelkie zmiany w zachowaniu, dzięki czemu cierpiące dzieci są szybciej "wyłapywane".

Po drugie – z dwuletniego okresu izolacji w pandemii. Świat dorosłych zafundował młodym zahamowanie rozwoju w obszarach, które są krytyczne w ich wieku, co doprowadziło do zaburzeń socjalizacji, bardzo dużych zmian w nawyku uczenia się, komunikacji. Pandemia sprawiła, że wychowanie jeszcze bardziej przejęły pazerne firmy odpowiedzialne za media społecznościowe. Na to nałożyło się długotrwałe wycofywanie znaczenia rodziny w procesie wychowawczym, zwiększona liczba rozwodów, epidemia samotności, zniekształconych wzorców sukcesu i osiągnięć promowanych w świecie wirtualnym, który dla młodych ludzi jest rzeczywistością.

Po trzecie – z reformy psychiatrii dzieci i młodzieży. Powstały finansowane ze środków publicznych środowiskowe Ośrodki Pomocy Psychologicznej i Psychoterapeutycznej. Doprowadziło to do bardzo dużego wzrostu dostępności usług psychologicznych i psychiatrycznych.

Lucyna Kicińska, członkini m.in. Zarządu Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, mówiła mi niedawno w rozmowie, że rodzice nie chcą posyłać dzieci do takich ośrodków, "bo uważają, że ta bezpłatna pomoc będzie na niskim poziomie".

To spuścizna czasów minionych – przekonanie, że jak coś jest za darmo, to jest gorsze. A moim zdaniem jeśli chodzi o jakość opieki, to absolutnie ta publiczna jest obecnie znacznie bardziej efektywna niż sektor prywatny. Co więcej, usługi tych ośrodków zostały przez rodziców przepłacone w ramach składki zdrowotnej, więc nie są darmowe.

Mówimy o wzroście liczby dzieci korzystających ze świadczeń medycznych w związku z diagnozą depresji, a czy możemy powiedzieć, że wzrasta liczba dzieci z depresją?

Byłbym z tym ostrożny. Obserwujemy, że dane epidemiologiczne są na tym samym poziomie, ale wzrasta zgłaszalność problemów przez nieletnich, np. związanych z nastrojem, samooceną. Generalnie w młodym pokoleniu obserwujemy więcej doświadczenia przeżywania cierpienia.

Musimy też rozgraniczyć, że istnieją dzieci, które naprawdę mają zaburzenia o charakterze depresyjnym i takie, które cierpią na różnego rodzaju problemy mogące przybierać postać zaburzeń depresyjnych związanych z wyczerpaniem i utratą możliwości radzenia sobie w różnych sytuacjach.

A czy pan obserwuje wśród młodych pacjentów, którzy się zgłaszają, więcej przypadków depresji i zaburzeń depresyjnych?

Zdecydowanie tak. Wzrasta liczba reakcji adaptacyjnych, czyli problemu polegającego na tym, że młodzi mierzą się z różnymi trudnościami, np. hejtem internetowym – i nie mają wystarczających zasobów i możliwości do tego, żeby się dostosować do trudnych warunków, w jakich przyszło im żyć. Wtedy często odpowiedzią jest taka reakcja, czyli sygnał od organizmu: "nie jestem w stanie się zaadaptować do tego, z czym się mierzę". Dziecko może wtedy mieć obniżony nastrój, ale w większości przypadków to bardziej reakcja depresyjna niż depresja jako choroba.

Niedawno mieliśmy dobitny przykład hejtu w sieci dotyczący nastoletniej zawodniczki skoków narciarskich Poli Bełtowskiej po słabszych wynikach sportowych na zimowych igrzyskach. Dziwią pana takie sytuacje?

Niestety nie. Media społecznościowe są głównie zainteresowane zarabianiem na emocjach, a najlepiej zarabia się na złości. W sieci można anonimowo wylać swoje frustracje i być częścią grupy, która hejtuje, a jednocześnie działa tu rozproszona odpowiedzialność osób, które ten hejt wykorzystują.

W przypadku sportowca kłopotem są budowane wokół niego oczekiwania. Taka osoba jest nośnikiem reklam, towarem, a oczekiwania wobec niej są wyskalowane do poziomu maksymalnego, by skupiać wokół niej jak największą widownię.

Żeby poprawić tę sytuację, ktoś musiałby przestać na tym zarabiać. Walka z hejtem w sieci to więc walka z wiatrakami – trochę tak, jakbyśmy chcieli łagodzić skutki palenia papierosów przy intensywnej promocji ich palenia. Myślę, że niestety opamiętanie jeszcze długo nie przyjdzie.

Depresja u kobiet i mężczyzn. Ekspertka wymienia różnice

Wróćmy do sytuacji z gabinetu. Co najczęściej zgłaszają panu młodzi pacjenci?

Jeśli chodzi o problemy z nastrojem, to głównie mamy do czynienia z samookaleczeniami, myślami samobójczymi, które nie zawsze oznaczają depresję. Trzeba jednak pamiętać, że obraz zaburzeń depresyjnych wśród dzieci i młodzieży jest inny niż u dorosłych. Na pierwszym planie mamy drażliwość – nie smutny nastrój, ale irytacja, zwiększona kłótliwość, utrata zainteresowań. Widać, że dziecko się z czymś mierzy.

Rozumiem, że rolą rodzica jest rozpoznanie alarmujących objawów. Co jeszcze powinno zwrócić uwagę?

Wszelkie nietypowe dla danego dziecka zmiany zachowania, czyli sytuacje, w których nie poznajemy własnego syna czy córki, oraz zmiany bardzo niepokojące: odmowy chodzenia do szkoły, samookaleczenia, wypowiedzi rezygnacyjne dotyczące braku sensu, deklaracje i myśli samobójcze.

Warto wiedzieć, że obraz kliniczny zaburzeń depresyjnych jest bardzo niejednorodny. Nie możemy mówić o charakterystycznych objawach. Nieraz o depresji mogą świadczyć problemy z apetytem czy objawy o charakterze psychosomatycznym: bóle brzucha czy głowy.

A często zdarzają się pacjenci z objawami depresji, które osobom postronnym w ogóle z depresją się nie kojarzą?

Bardzo często. Na przykład dziecko, które uderza głową o ścianę. Albo takie, które zaczyna niszczyć rzeczy swoje i innych. Miałem pacjenta, który deklarował, że chce kogoś zabić. Raz podjął udaną próbę odgryzienia kawałka ucha koledze. Miał też fantazje o tym, że kogoś zje. Jego obraz kliniczny depresji wymagał obserwacji w warunkach szpitalnych.

To gdzie się udać z dzieckiem w pierwszej kolejności?

Nie do psychiatry, tylko do środowiskowego centrum, gdzie zostanie dokonana wstępna ocena stanu psychicznego pacjenta.

Czy leczenie zawsze oznacza farmakoterapię?

Nie, podstawą są oddziaływania o charakterze terapeutycznym. Włączenie leków rozważamy przy depresji umiarkowanej lub ciężkiej lub przy stwierdzonym braku skuteczności dotychczasowych oddziaływań.

Pytam, bo według raportu e-Zdrowia mamy do czynienia ze znaczącym wzrostem sprzedaży antydepresantów wśród nieletnich – aż o 450 proc. pomiędzy rokiem 2013 a 2024. Z czego może to wynikać?

Z potrzeby szybszego wdrożenia interwencji przez psychiatrę, ale też z większej zgłaszalności pacjentów oraz oczekiwań rodziców względem włączenia leków. Poczucie bycia wariatem, kiedy przyjmuje się leki, zostało zastąpione potrzebą szybkiej poprawy.

Czyli rodzice sami proszą o leki dla dziecka?

Tak, często proszą o "leki na nastrój", które w świadomości społecznej są uznawane za bezpieczne i odpowiednie, w przeciwieństwie do innych rodzajów leków.

A młodzi pacjenci też o nie proszą?

Jeśli pacjent ma prawdziwą depresję, rzadko prosi o farmakoterapię. Nie jest nią zainteresowany, bo pogrąża się w desperackiej rozpaczy.

A zdarza się odwrotnie – że obserwuje pan lęk przed włączeniem leków?

O ile mamy do czynienia z rodzicami, którzy mają podstawowy poziom zaufania do specjalistów i nie mają własnych problemów, które wpływają na dziecko, to nie. Jednak bywają rodzice kwestionujący to, co słyszą od specjalisty.

Jakie to sytuacje?

Np. takie, w których pojawienie się objawów u dziecka jest przyczynkiem do tego, by koncentrować na nich konflikt małżeński – nieistotne jest leczenie dziecka, tylko krzyczenie na męża czy żonę i obwinianie się, kto bardziej przyczynił się do takiego problemu.

Zdarzają się rodzice, którzy mają złe doświadczenia ze stosowaniem farmakologii albo – częściej – tacy, którzy nie wierzą w ogóle w takie coś jak psychiatria i psychologia dzieci i młodzieży. Twierdzą, że jest to wymysł, że kiedyś "czegoś takiego" nie było. Mamy też szereg rodziców zaangażowanych w systemową walkę z wszelkiego rodzaju postępowaniem o charakterze farmakologicznym lub psychologicznym ze względów religijnych, ideowych i swoich własnych fiksacji.

I takie rodziny trafiają do gabinetu psychiatry czy psychologa?

Jak muszą, to tak. Wtedy rolą specjalisty jest oddzielenie problemu depresji od myślenia o tym, co tę depresję spowodowało i czyją jest winą.

A czy według pana wsparcie dzieci z depresją w Polsce jest wystarczające?

Uważam, że jest znakomite – szczególnie od ostatnich pięciu lat – dzięki dostępności do bezpłatnej opieki. Natomiast problem leży we wspomnianych czynnikach, które zaburzają dzieci i które się ostatnio dramatycznie nasiliły: rozpad rodziny, więzi społecznych, oddanie dzieci pod kontrolę mediów społecznościowych i narażenie ich na niekontrolowane treści, konsumpcjonizm czy samotność.

Czyli brakuje podstaw.

Tak, są w ruinie. I dopóki nie otrzeźwiejemy jako społeczeństwo i nie przywrócimy sensu podstawowych struktur społecznych, dopóty będziemy mieli takie zjawiska jak spadek dzietności. W końcu musi dojść do jakiegoś przesilenia i zmiany. System musi w pewnym momencie przynosić więcej strat niż korzyści, żeby doszło do jakiejś naprawy.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie
49 proc. wyższe ryzyko cukrzycy. Wystarczy zmienić jeden nawyk, by przeciwdziałać
49 proc. wyższe ryzyko cukrzycy. Wystarczy zmienić jeden nawyk, by przeciwdziałać
Kleszcze już aktywne. Leśnicy apelują o ostrożność
Kleszcze już aktywne. Leśnicy apelują o ostrożność
Koniec specjalnych zasad dla uchodźców z Ukrainy. Nowe przepisy od 5 marca
Koniec specjalnych zasad dla uchodźców z Ukrainy. Nowe przepisy od 5 marca
Lampka w pokoju dziecka: mały detal, a robi wielką różnicę. Sprawdzamy modele Mary’s
Lampka w pokoju dziecka: mały detal, a robi wielką różnicę. Sprawdzamy modele Mary’s
Popularne wiosenne kwiaty. Część z nich jest trująca
Popularne wiosenne kwiaty. Część z nich jest trująca
Chorej na raka pobrano komórki, które zmieniły medycynę. Rodzina zawarła ugodę
Chorej na raka pobrano komórki, które zmieniły medycynę. Rodzina zawarła ugodę
Onkolog zdradza przepis na długowieczność. Sam ma 96 lat
Onkolog zdradza przepis na długowieczność. Sam ma 96 lat
Co dzieje się z mózgiem po infekcji? Naukowcy porównali COVID i grypę
Co dzieje się z mózgiem po infekcji? Naukowcy porównali COVID i grypę
WHO ostrzega: wpływają na hormony i odporność. Te produkty to źródło
WHO ostrzega: wpływają na hormony i odporność. Te produkty to źródło
Chris Bosh o dramatycznym incydencie. "Obudziłem się w kałuży własnej krwi"
Chris Bosh o dramatycznym incydencie. "Obudziłem się w kałuży własnej krwi"
Lek na pasożyty pomocny w leczeniu raka. Nowe odkrycie badaczy
Lek na pasożyty pomocny w leczeniu raka. Nowe odkrycie badaczy
Wyznaczyli 700 porodów na rok. Wiele szpitali ma teraz problem. "Duże pole do domysłów"
Wyznaczyli 700 porodów na rok. Wiele szpitali ma teraz problem. "Duże pole do domysłów"