Wychodzenie z nałogu wymaga siły i planu
Często sama terapia w gabinecie nie wystarcza w trudnych momentach. Pacjenci przyznają, że potrzebują także kogoś, kto stanie obok nich w realnym świecie. Odpowiedzią na tę potrzebę ma być trzeźwy towarzysz.
– To zawód, który w Polsce dopiero raczkuje, ale na Zachodzie jest już bardzo dobrze znany. To jest praca dla osób, które wywodzą się najczęściej ze środowiska AA, bo najlepiej mieć za sobą doświadczenie głębokiego kryzysu alkoholowego. Wtedy można pracować na własnych zasobach i ja właśnie tak działam. Ale ja nie patrzę na moją ścieżkę wyłącznie przez pryzmat AA. Ponad 30 lat jestem trzeźwy, mam wiele certyfikatów, staży i doświadczenie eksperta przez doświadczenie oraz przygotowanie do pracy z osobami w kryzysie – opowiada Krzysztof Wiańczyk, który pracuje jako trzeźwy towarzysz.
Mężczyzna oferuje pomoc w trakcie wydarzeń, ale też długofalową współpracę. Ceny? Za wesele w towarzystwie trzeźwego towarzysza trzeba zapłacić około 5 tys. zł – chociaż często cena ustalana jest indywidualnie. A za długofalową współpracę – około 3,5 tys. za dobę.
– Taka długofalowa współpraca najczęściej trwa dwa tygodnie. To nie jest usługa masowa ani zamiennik darmowego wsparcia we wspólnotach. To usługa premium dla osób zamożnych, które potrzebują bardzo dyskretnego, indywidualnego wsparcia w konkretnych sytuacjach życiowych. Wysoka cena wynika z dyspozycyjności, odpowiedzialności, poufności i pracy jeden na jeden w realnym świecie. Taka pomoc nie zastępuje AA, terapii, detoksu ani pomocy lekarskiej – tłumaczy Wiańczyk.
Jak wygląda wsparcie trzeźwego towarzysza?
– Najpierw spotykam się z klientem i rozmawiam, potem podpisujemy kontrakt. Tam zawarty jest zakres moich obowiązków, ale też każdy jest inny. Jeden klient potrzebuje, żebym "wytrącił" mu kieliszek z ręki, a drugiemu wystarczy tylko obecność, wtedy jestem jego cieniem. Wiele rzeczy już wiem po jednej rozmowie z klientem. Dyskrecja to podstawa. Najczęściej klienci trafiają do mnie z polecenia. Można mnie znaleźć też na jednym z portali społecznościowych. Widzę, że potrzeba takiego wsparcia jest realna, bo coraz więcej osób szuka pomocy także poza gabinetem – wyjaśnia Wiańczyk.
Zdecydował się na pomoc trzeźwego towarzysza
Na taką pomoc zdecydował się 41-letni Mariusz. Alkoholu nie pije od roku.
– Wiedziałem, że wesele siostry to może być moje alkoholowe pole minowe. Nawet zastanawiałem się, czy nie zrezygnować z przyjścia na tę uroczystość, ale wiedziałem, że bardzo bym ją zwiódł. Powiedziałem o moich obawach znajomym i wtedy po raz pierwszy usłyszałem o trzeźwym towarzyszu – relacjonuje.
– Zacząłem przeglądać internet w poszukiwaniu takich usług i zderzyłem się ze ścianą, bo praktycznie nie znalazłem żadnych ofert. Udało się dopiero na jednej z facebookowych grup. Nie chcę podawać nazwy, bo to społeczność zamknięta. Odpowiedziałem na ogłoszenie, ustaliłem szczegóły i podpisałem umowę. Za takie towarzystwo zapłaciłem 1000 zł. Ceny za taką usługę wahają się od 100 do 200 zł za godzinę. Ja jestem bardzo zadowolony z takiego towarzystwa. Wprawdzie polegało ono przede wszystkim na rozmowie, ale naprawdę pomagała mi ona nie myśleć o alkoholu na imprezie, na której lał się on strumieniami – opowiada mężczyzna.
Czy można zarabiać na pomaganiu w trzeźwości?
Pojawienie się na rynku takiej usługi wywołało burzliwą dyskusję w środowisku terapeutycznym. Powód? Przez lata walka z nałogiem kojarzyła się głównie z bezinteresowną pomocą i ruchem Anonimowych Alkoholików, gdzie nikt nie pobiera opłat za wsparcie drugiego człowieka. Krytycy nowego zawodu pytają wprost: czy można brać pieniądze za to, że pomaga się komuś pozostać trzeźwym?
– Uważam takie praktyki za mocno wątpliwe. Dla mnie jest to zarabianie na chorobie i słabości. Praktycznie takie samo wsparcie i – co należy podkreślić – darmowe oferuje sponsor AA. To doświadczony, trzeźwiejący członek wspólnoty AA, który bezinteresownie pomaga nowicjuszowi w zdrowieniu. Można go nazwać przewodnikiem na drodze do trzeźwości. Relacja tych dwóch osób opiera się na zasadzie równości i polega na wzajemnym dzieleniu się doświadczeniem. Nie ma tu mowy o korzyściach finansowych, bo ta pomoc jest zupełnie dobrowolna i bezpłatna. Dlatego jeszcze raz podkreślę: moim zdaniem robienie biznesu na chorobie i słabości nie powinno mieć miejsca – podnosi Krzysztof Brzózka, były szef Państwowej Agencji Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym.
Sponsor AA a towarzysz trzeźwości
Zdaniem psychoterapeutki Kamili Demczuk, sponsor AA to niezwykle ważna osoba w procesie trzeźwienia. Jednak zakres jego wsparcia jest ograniczony.
– Trzeźwy towarzysz oferuje bardziej intensywne, praktyczne i indywidualne wsparcie. Sponsor AA jest ważną formą pomocy, ale zwykle działa wolontaryjnie, w ramach wspólnoty i na podstawie własnego doświadczenia. Natomiast towarzysz trzeźwości działa zawodowo i może być dostępny w konkretnym miejscu oraz czasie. Sponsor AA pomaga głównie przez rozmowę, doświadczenie i program AA, towarzysz trzeźwości pomaga też praktycznie: towarzyszy, planuje, reaguje na miejscu. Sponsor AA nie musi być dostępny cały czas, TT może być dostępny przez wiele godzin albo 24/7. Sponsor AA nie jedzie zwykle z klientem na wesele, delegację czy komunię, TT może fizycznie być obok klienta w sytuacji ryzykownej – wyjaśnia Demczuk.
Ekspertka porównuje tę pracę do zawodów medycznych.
– Nie widzę problemu w pobieraniu wynagrodzenia za realną pomoc, tak jak płaci się terapeucie, pielęgniarce, trenerowi. Czas, dyspozycyjność, odporność psychiczna i odpowiedzialność mają wartość. Jednak do takiej współpracy należy podejść z głową. Powinna być zawarta jasna umowa i określony realistyczny zakres roli. Samo zarabianie na tym nie jest niemoralne. Niemoralne byłoby żerowanie na czyimś uzależnieniu. Usługa ma zmniejszać ryzyko nawrotu, dawać bezpieczeństwo i być prowadzona odpowiedzialnie. Sam fakt pobierania wynagrodzenia nie przesądza więc o niemoralności tej pracy; kluczowe jest to, czy osoba pomagająca działa kompetentnie, nie wykorzystuje słabości klienta i nie zastępuje terapii tam, gdzie potrzebna jest pomoc kliniczna – tłumaczy Demczuk.
Jednak Krzysztof Brzózka podkreśla, że nie zawsze osoby oferujące takie usługi mają odpowiednie kompetencje.
– Jeżeli już zdecydujemy się na skorzystanie z takiej usługi, to bardzo dobrze czytajmy ogłoszenia i sprawdzajmy, z kim mamy do czynienia. Takie oferty będą pojawiać się coraz częściej i obawiam się, że niestety nie zawsze będą one pochodziły od osób kompetentnych i gotowych, by takiego wsparcia udzielić. Zatem zapytajmy o doświadczenie, o wizję takiej usługi i zadbajmy o swoje bezpieczeństwo – podsumowuje.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.