Krzyś o skórze delikatnej jak skrzydła motyla
Jest sierpień. Gorąco, ciało poci się. Skóra Krzysia reaguje po swojemu, nie wytrzymuje. Pęcherze robią się nawet pod paznokciami. Jeden, ze stópki właśnie schodzi - paznokieć, nie pęcherz. Ale ta choroba, to nie tylko to, co widać gołym okiem. Chciałabym jeszcze karmić Krzysia piersią. Wiem, że to byłoby najlepsze. Jednak pęcherze w buzi, na języku nie pozwalają mu mocno ssać. Muszę je przebijać, uważać, by nie zakrztusił się wyciekająca krwią. Są momenty, gdy śpi spokojnie. Po zmianie wszystkich opatrunków, porządnie nasmarowany. Jego twarz, na codzień pogrążona w bólu, łagodnieje. Wtedy oddycham głęboko. Mam trochę czasu, by się uspokoić, wrócić do równowagi i nabrać sił przed kolejną walką z bólem.