Te napoje piło się w PRL, gdy "żar lał się z nieba". Część z nich wróciła do łask

Tegoroczne lato zaczęło się od ekstremalnych upałów. Warto przypomnieć sobie napoje, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były stałym elementem lata. Choć wiele z nich to produkty odradzane przez dietetyków, to jeden retro napój zrobił karierę na Instagramie.

Latem na ulicach pojawiały się saturatory
Latem na ulicach pojawiały się saturatory
Źródło zdjęć: © GETTY | Dean Conger
Mateusz Różański

Dziś półki sklepowe uginają się od – najczęściej niezdrowych – napojów chłodzących. Tymczasem w czasach PRL, choć oferta była o wiele uboższa, to nie brakowało, często bardzo pomysłowych sposobów na gaszenie pragnienia.

Oranżada

Oranżada to bezdyskusyjnie absolutna królowa peerelowskich prywatkowych stołów, wesel i szkolnych sklepików. Ten jaskraworóżowy lub żółtawy, mocno gazowany napój produkowany był z wody, cukru i najczęściej sztucznych aromatów. Płynna wersja była sprzedawana w ciężkich, szklanych butelkach zamykanych na ceramiczny korek z drutem lub klasyczny kapsel. Dziś można trafić, m.in. w modnych i sięgających do stylistyki Vintage lokalach produkty nawiązujące etykietę lub smakiem do oranżady z PRL.

Picie kompotu staje się modne. Nowy trend opanował amerykański TikTok

Równolegle wielką popularnością cieszyła się oranżada w proszku sprzedawana w małych, papierowych torebkach. Choć z założenia miała służyć do rozpuszczania w szklance wody, to według relacji osób, których dzieciństwo przypadło na PRL, najczęściej jedzono ją prosto z woreczka, ciesząc się charakterystycznym musującym efektem na języku.

Woda z saturatora

W ostatnich latach Polacy pokochali domowe niewielkie urządzenia do gazowania wody. Nie jest to jednak nowy wynalazek. W epoce Gierka na ulicach miast w upalne dni niepodzielnie królowały saturatory – wielkie, mobilne wózki na kółkach z aparaturą do gazowania wody, podłączone bezpośrednio do miejskich wodociągów. To z nich serwowano kultową "gruźliczankę", do której dodawano też czasem gęsty syrop owocowy. W zamożniejszych domach można było znaleźć syfony. Dzięki tzw. nabojom z dwutlenkiem węgla gazowało się wodę w domu.  

Coca-Cola we wschodnim stylu

W NRD pito Club Colę. Czechosłowacja miała swoją Kofolę, a Polacy musieli zadowolić się Polococtą i dużo mniej znaną Quick Colą. Choć do naszych czasów, jako popularna marka przetrwała jedynie Kofola, którą można nabyć nawet w polskich sklepach. Polska odpowiedniczka Coca-Coli zapisała się w polskiej popkulturze, stając się m.in. jednym z kluczowych motywów w kultowym filmie Juliusza Machulskiego Kingsajz. Dzisiaj wiemy, że gazowane, słodzone napoje to ostatnie, oprócz oczywiście alkoholu, sposoby na gaszenie pragnienia. 

Boiled fruit water

Zupełnie inaczej jest ostatnim napojem na tej liście. Na amerykańskim TikToku i Instagramie trwa prawdziwe szaleństwo. Influencerki zajmujące się tematyką wellness i beauty promują napój, który nazywają "boiled fruit water" lub po polsku kompot. Przekonują, że to klucz do promiennej cery i zdrowego organizmu. Według nich ten znany od lat w naszej części świata napój pomaga w nawodnieniu organizmu od wewnątrz, co bezpośrednio przekłada się na wygląd twarzy. Ze wszystkich wymienionych napojów kompot wydaje się być najzdrowszy. Zwłaszcza jeśli nie dodamy do niego cukru, ani innych dodatków.

Źródło: naszahistoria.pl

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie