Wyzwania metody
Tekst "A minimally invasive dried blood spot biomarker test for the detection of Alzheimer’s disease pathology" ukazał się 5 stycznia br.
DLA CIEBIEO zdrowiu przy kawie". Tak atakuje KZM, symptomy mogą przypominać grypę
Autorzy publikacji na wstępie zaznaczają, że przez lata potwierdzanie choroby Alzheimera opierało się głównie na badaniach obrazowych oraz analizie płynu mózgowo-rdzeniowego. Dziś coraz większą rolę odgrywają biomarkery z krwi. Są mniej inwazyjne i potencjalnie łatwiejsze do wdrożenia na szeroką skalę. Szczególnym zainteresowaniem badaczy cieszy się oznaczenie markera p-tau217, czyli fosforylowanej formy białka tau, która może odzwierciedlać procesy toczące się w mózgu na wczesnych etapach choroby.
Jednak i z tą metodą wiążą się pewne wyzwania. Standardowo krew pobiera się tu z żyły, a próbki należy szybko odwirować, odpowiednio przechowywać i transportować w kontrolowanych warunkach. To działa w wyspecjalizowanych ośrodkach, ale utrudnia badania przesiewowe i duże projekty naukowe, zwłaszcza tam, gdzie dostęp do flebotomii jest ograniczony.
Projekt DROP-AD
Właśnie te bariery naukowcy próbowali ominąć w projekcie DROP-AD. Zamiast krwi żylnej badacze wykorzystywali krew włośniczkową z opuszka palca, nanoszoną na specjalne karty i suszoną, jako wysuszona kropla osocza (DPS) lub wysuszona kropla krwi (DBS). Taki materiał łatwiej przechowywać i wysyłać, a w przyszłości mógłby być pobierany także poza gabinetem.
Przebieg badania
W badaniu uczestniczyło 337 osób z 7 ośrodków europejskich. U dużej części z nich porównano wyniki p-tau217 z DPS (krew z palca) z wynikami uzyskanymi z osocza żylnego. Zgodność była wysoka, a poziomy p-tau217 rosły wraz z ciężkością zaburzeń poznawczych. Co ważne, p-tau217 z DPS potrafiło z dobrą trafnością przewidywać nieprawidłowe biomarkery w płynie mózgowo-rdzeniowym, choć wyniki z krwi żylnej wypadały jeszcze lepiej.
Równolegle oceniano też inne markery: GFAP (związany z aktywacją komórek glejowych) oraz NfL (marker uszkodzenia aksonów). Także tutaj wykazano mocne korelacje między próbkami włośniczkowymi a żylnymi oraz sensowne powiązania z wiekiem i wynikami testów poznawczych.
Plusy metody
Metodę sprawdzono również u osób z zespołem Downa, populacji obciążonej wysokim ryzykiem choroby Alzheimera, w której standardowe pobranie krwi z żyły bywa trudniejsze. W tej grupie biomarkery w próbkach włośniczkowych również odzwierciedlały stan kliniczny: osoby z otępieniem miały wyższe wartości niż osoby bezobjawowe.
Dodatkowo autorzy przetestowali pobranie bez nadzoru. Próbki pobierane samodzielnie wykazywały bardzo wysoką zgodność z tymi pobranymi pod okiem personelu. To istotny krok w stronę rozwoju badań przeprowadzanych "na odległość".
Zobacz także: Miał 19 lat. Wykryli u niego chorobę Alzheimera
Metoda do dopracowania
Naukowcy podkreślają jednak pewne ograniczenia. W części przypadków pobranie z palca się nie udawało (m.in. z powodu słabego przepływu krwi, krzepnięcia czy problemów technicznych), a parametry diagnostyczne z próbek włośniczkowych były słabsze niż z krwi żylnej. Potrzebne są też lepsze, ujednolicone protokoły pobrania i analizy oraz dalsza walidacja w większych grupach.
Lek. Bartosz Fiałek, komentując publikację, podkreślił, że "autorzy na dzisiaj nie rekomendują jeszcze tego testu do decyzji klinicznych; trzeba dopracować protokoły i walidację".
Jeśli ta technologia się rozwinie, może ułatwić masowe badania naukowe, rekrutację do terapii oraz monitorowanie ryzyka w populacjach dotąd pomijanych. Na dziś jednak wynik takiego testu nie powinien zastępować diagnostyki prowadzonej przez lekarza.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła
- Nature Medicine
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.