"Chciałam odpocząć"
Kobieta przyjechała do uzdrowiska w Ciechocinku 23 czerwca, licząc na spokojny pobyt i odbudowanie kondycji. - Chciałam odpocząć i naprawdę się zregenerować - relacjonowała w rozmowie z serwisem aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl.
Jednak jak twierdzi, już po pierwszej nocy zauważyła na ciele liczne ślady ugryzień. Zgłosiła sprawę personelowi, jednak lekarz w sanatorium nie miał stwierdzić, że zmiany mogły powstać w wyniku kontaktu z pluskwami. Według kuracjuszki taką możliwość potwierdził dopiero lekarz, do którego udała się po powrocie do domu.
DLA CIEBIEO zdrowiu przy kawie". Tak atakuje KZM, symptomy mogą przypominać grypę
Kolejne ślady
Po kolejnej nocy kobieta miała zauważyć następne ślady. Została wówczas czasowo przeniesiona do innego pokoju. Większość jej rzeczy pozostała jednak w poprzednim pomieszczeniu, które - jak ją poinformowano - miało zostać poddane dezynfekcji.
Kuracjuszka twierdzi, że po powrocie do pokoju zastała tę samą pościel i ręcznik. Jej niepokój budził również stan materaca. - Nie wyobrażałam sobie położyć się ponownie na tym materacu. Ile można wytrzymać? - pytała. Dodała, że zauważyła na nim brązowe ślady oraz dużą żółtą plamę. Obawiając się kolejnych ugryzień, miała zdecydować się na spanie na podłodze.
Według jej relacji podobne zmiany pojawiły się także u innej kuracjuszki. Druga kobieta została przeniesiona do innego pokoju, w którym mogła pozostać do końca turnusu.
Wyjazd po siedmiu dniach
Mieszkanka Bolesławca twierdzi, że mimo próśb nie mogła zostać w przydzielonym jej tymczasowo pokoju, ponieważ został on przeznaczony dla kolejnych gości. Po tygodniu zdecydowała się opuścić sanatorium. - Zapłaciłam 870 zł za pokój jednoosobowy i opłatę uzdrowiskową. Skorzystałam z pobytu tylko przez siedem dni, ale nie ma mowy o zwrocie pieniędzy. Czuję się oszukana - mówiła.
Jak dodała, większym problemem niż utrata pieniędzy był brak odpowiedniej pomocy. Po powrocie do domu wyprała wszystkie rzeczy i suszyła je na zewnątrz, ponieważ obawiała się, że może przenieść insekty do mieszkania.
Sanatorium zaprzecza
Kierownictwo sanatorium Chemik przedstawia inną wersję wydarzeń. Placówka zapewnia, że po zgłoszeniu pokój został sprawdzony przez specjalistyczną firmę i poddany dezynsekcji. - Posiadamy dokumentację potwierdzającą przeprowadzone działania. Firma wykonująca usługę nie stwierdziła obecności pluskiew ani innych insektów w pokoju - wyjaśnił przedstawiciel sanatorium.
Według placówki ślady mogły powstać po ukąszeniach komarów, meszek lub innych owadów. Sanatorium znajduje się w otoczeniu zieleni, a podczas wysokich temperatur kuracjusze mieli pozostawiać otwarte okna. W pokoju znajdowały się również rośliny przyniesione z zewnątrz.
Przedstawiciel sanatorium zaznaczył, że kobiecie zaproponowano inny pokój na czas wykonywania zabiegów. Później musiała jednak wrócić do poprzedniego pomieszczenia, ponieważ drugie było już zarezerwowane.
"Zapamiętam z najgorszej możliwej strony"
Mimo wyjaśnień placówki kuracjuszka nie kryje rozczarowania. Zamiast spokojnej rehabilitacji pozostały jej nieprzyjemne wspomnienia i przekonanie, że nie zdecyduje się na kolejny pobyt w tym uzdrowisku.
- To nie był mój pierwszy pobyt w sanatorium w ramach NFZ. Nie porównuję go do pobytów prywatnych, ale ten wyjazd do Ciechocinka zapamiętam na bardzo długo - niestety z najgorszej możliwej strony - mówiła 70-latka.
Źródło: aleksandrowkujawski.naszemiasto.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.