Wyjechała na Cypr i miała udar. Tak zareagował ubezpieczyciel

Rajskie wakacje polskiego małżeństwa zamieniły się w koszmar. Pani Janina trafiła do szpitala z krwotokiem podpajęczynówkowym, a jej mąż przez wiele tygodni zabiegał o bezpieczny transport do Polski. Kobieta jest już w Polsce, jednak to nie koniec sprawy.

Pani JaninaPani Janina już w Polsce. Podczas podróży na Cypr miała wylew
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne
Magdalena Pietras

Zaczęło się od bólu głowy

To miała być wyjątkowa podróż, a okazją do świętowania były urodziny Janiny. Małżeństwo Koseckich miało rozpocząć urlop już 11 czerwca, jednak osiem dni przed wylotem organizator zmienił godzinę lotu. W rezultacie dotarli na miejsce dzień później, wczesnym rankiem. Jak twierdzi pan Zbigniew, stres i zmęczenie związane z przesunięciem podróży mogły wpłynąć na późniejsze pogorszenie samopoczucia żony.

Dwa dni od wylądowania, para udała się na rejs, który był prezentem od dzieci. Na statku Janina zaczęła się skarżyć na silny ból głowy, który nie ustępował nawet po podaniu środków przeciwbólowych. Po pewnym czasie pojawiły się kolejne objawy: uczucie zimna oraz drętwienie rąk.

Zaniepokojony mężczyzna po zejściu z pokładu skontaktował się z ubezpieczycielem z prośbą o zorganizowanie wizyty lekarskiej. Jak wspominał, usłyszał, że lekarz powinien przyjechać w ciągu 2-3 godzin. – Po upływie tego czasu nikt ze mną się nie skontaktował – wspominał Zbigniew w rozmowie z WP abcZdrowie 10 lipca. Według jego relacji przekazano mu później, że nie udało się znaleźć dostępnego lekarza. Zaproponowano też przejazd taksówką na własny koszt do wskazanej placówki, jednak ze względu na barierę językową i stan żony nie zdecydował się na tę opcję.

Jak opowiadał, w nocy dodatkowo stan żony się pogorszył. Obudziła się, krzycząc i wyjąc z przeraźliwego bólu, i trzymając się za głowę. Zbigniew zauważył też, że straciła orientację w przestrzeni.

Diagnoza: wylew

Lekarz, który pojawił się w hotelu kolejnego dnia przed 10, skierował pacjentkę do szpitala w Pafos, gdzie wykonano m.in. tomografię głowy, a następnie przewieziono ją do placówki w Nikozji. Tam rozpoznano u pacjentki krwotok podpajęczynówkowy, czyli zagrażający życiu rodzaj udaru. Kolejne badania nie pozwoliły jednak jednoznacznie ustalić źródła krwawienia i nie zostało ono zabezpieczone.

Kobieta spędziła w szpitalu ponad dwa tygodnie, a jej stan neurologiczny stopniowo się poprawiał. Po wypisie uzyskała 15 punktów w skali Glasgow, co oznacza maksymalny wynik w ocenie poziomu świadomości, reakcji słownej i ruchowej. Małżeństwo od wypisu 30 czerwca przebywało w wynajętym mieszkaniu w Nikozji.

"Żona nie może wrócić zwykłym samolotem"

Lekarz prowadzący Janiny zalecił transport do Polski ambulansem lotniczym, w pozycji leżącej i w asyście personelu medycznego. – Żona w dalszym ciągu ma niezaopatrzone źródło krwawienia. Nie może wsiąść do zwykłego samolotu, bo ze względu na różnicę ciśnień sytuacja może się skończyć tragicznie – mówił mąż Janiny.

Według jego relacji pojawiła się też propozycja transportu samolotem rejsowym w asyście lekarza oraz przewiezienia pacjentki taksówką do prywatnej placówki na kolejne badania. – Lekarz wyraźnie napisał, że żona może być transportowana w pozycji leżącej, na noszach, w asyście pielęgniarki albo ratownika – podkreślał mąż pacjentki. W rozmowie tłumaczył też, że obawia się, że lot samolotem rejsowym może przyczynić się do pogorszenia jej stanu zdrowia.

Mężczyzna jednocześnie deklarował, że przekazywał na bieżąco ubezpieczycielowi dokumentację medyczną i zalecenia lekarza.

10 lipca ubezpieczyciel zapowiedział ponowną ocenę warunków transportu przez neurochirurga. W drodze na badanie Janina miała jednak poczuć się gorzej, pojawiły się mrowienie kończyn i duszność, co wzbudziło obawy jej męża przed kolejnymi powikłaniami neurologicznymi. – Byłem naprawdę mocno przerażony tym, co się dzieje i co widzę. Pomyślałem, że najgorszy scenariusz zaczyna się spełniać – mówi Zbigniew, mąż Janiny.

HanseMerkur: nie ma jeszcze ostatecznej oceny

O komentarz do opisywanej przez pana Zbigniewa sprawy zwróciliśmy się do ubezpieczyciela, firmy HanseMerkur. Informację otrzymaliśmy 17 lipca. – Od momentu zgłoszenia sprawa ta jest rozpatrywana z najwyższym priorytetem przez naszego partnera assistance oraz właściwe działy specjalistyczne firmy HanseMerkur – przekazano w przesłanym oświadczeniu. Ubezpieczyciel podkreślił też, że decyzja dotycząca transportu medycznego musiała opierać się na aktualnej ocenie lekarzy prowadzących oraz ekspertów firmy.

Pan Zbigniew zapewniał, że rodzina nie sprzeciwiała się dodatkowym badaniom i była gotowa je przeprowadzić, pod warunkiem zachowania zasad bezpieczeństwa mojej żony – podkreślał.

Co wynika z polisy?

Z zapisów polisy dostępnych na stronie internetowej HanseMerkur wynika, że ubezpieczenie w wariancie Premium Europa obejmuje pełne pokrycie kosztów leczenia za granicą, zakup leków, transport między placówkami oraz medycznie uzasadniony powrót do kraju. Możliwa jest także asysta lekarza lub innego opiekuna, jeśli wymaga tego stan chorego. W tym wariancie ubezpieczony nie ponosi udziału własnego.

Zgodnie z ogólnymi warunkami ubezpieczenia środek transportu powinien być dostosowany do stanu zdrowia pacjenta i zaleceń medycznych. Ostateczny zakres świadczenia zależy jednak od zapisów umowy, dokumentacji lekarskiej oraz ewentualnych ograniczeń i wyłączeń odpowiedzialności. OWU przewidują również, że ubezpieczony powinien poddać się badaniu przez lekarza wskazanego przez firmę, jeżeli jest ono potrzebne do oceny zasadności świadczenia. Oznacza to, że ubezpieczyciel ma prawo zweryfikować wskazania medyczne przed organizacją kosztownego transportu sanitarnego.

– Mam świadomość, że wykupiłem ubezpieczenie, z którego nie mogę obecnie skorzystać. To jest tak, jakbym go nie miał – mówił nam wtedy pan Zbigniew.

Sprawę zgłoszono także polskiemu konsulatowi w Nikozji. Placówka poinformowała, że nie może występować w imieniu obywateli w sporze z prywatnym ubezpieczycielem ani finansować transportu medycznego do kraju. Zasugerowała skorzystanie z procedur przewidzianych przez firmę oraz rozważenie pomocy prawnika.

Przedłużający się pobyt i rosnące koszty

Koszty leczenia szpitalnego zostały rozliczone na podstawie tymczasowego certyfikatu zastępującego kartę EKUZ. Rodzina samodzielnie pokrywała jednak wydatki związane z wynajmem mieszkania, wyżywieniem i dalszym pobytem na Cyprze. Dodatkowo mężczyzna przebywał przy żonie jako jej opiekun. Jak podał pełnomocnik rodziny w rozmowie z WP abcZdrowie, wykorzystał już płatny urlop i musiał przejść na urlop bezpłatny.

Koszty finansowe to jednak nie wszystko. Mąż Janiny zaznaczał, że przedłużająca się niepewność, brak możliwości powrotu do kraju i obawa przed ponownym krwawieniem wpływały na pogorszenie kondycji psychicznej kobiety.

Ekspert: firma ma prawo sprawdzić wskazania

Zdaniem doradcy ubezpieczeniowego Mateusza Klucznego ubezpieczyciel miał prawo skierować pacjentkę na dodatkowe badania i sprawdzić, czy transport sanitarny był konieczny oraz bezpieczny. Ekspert podkreśla jednak, że taka weryfikacja powinna przebiegać sprawnie, szczególnie w przypadku osoby po poważnym incydencie neurologicznym.

Wątpliwości eksperta budzi także opisywana przez rodzinę reakcja assistance w pierwszych godzinach po wystąpieniu objawów. Według relacji pana Zbigniewa zaproponowano wówczas samodzielny przejazd taksówką, mimo silnego bólu głowy i zaburzeń orientacji. Zdaniem Klucznego centrum alarmowe powinno reagować adekwatnie do zgłaszanych symptomów, choć OWU nie muszą przewidywać wysłania karetki w każdym przypadku.

Jednocześnie zaznacza, że przy bardzo wysokich kosztach lotu sanitarnego dodatkowa ocena medyczna sama w sobie nie jest działaniem nadzwyczajnym.– Ubezpieczyciel ma prawo upewnić się, że taki transport jest konieczny i bezpieczny. Powinien jednak przeprowadzić weryfikację sprawnie, szczególnie gdy chodzi o pacjentkę po poważnym incydencie neurologicznym – dodaje.

Komentarz pełnomocnika

Rodzina w trudnej sytuacji zdecydowała się na pomoc prawną i w sprawę zaangażowała prof. dra hab. Bartosza Kucharskiego z Katedry Prawa Gospodarczego i Handlowego Uniwersytetu Łódzkiego. Poprosiliśmy również pełnomocnika o odniesienie się sytuacji. – Nie wyobrażam sobie, by lekarz orzecznik ubezpieczyciela mógł arbitralnie zastępować ocenę prowadzącego pacjentkę lekarza – zaznaczył w przesłanej wiadomości. – Dodam, że art. 817 k.c. przewiduje co do zasady termin 30-dniowy od dnia zawiadomienia o wypadku na spełnienie świadczenia przez ubezpieczyciela. Przepis ten nie może być jednak rozumiany jako przyzwolenie na zwlekanie z organizacją transportu medycznego do jego upływu, jeżeli stan zdrowia pacjentki i zgromadzona dokumentacja uzasadniają wcześniejsze wykonanie świadczenia – dodał.

Podkreślił też, że na skutek niewywiązania się przez ubezpieczyciela z umowy ubezpieczenia, jego mocodawcy ponieśli szkody obejmujące wszystkie koszty przedłużającego się pobytu na Cyprze oraz przejścia przez Zbigniewa Koseckiego na urlop bezpłatny.

HanseMerkur podkreśliło natomiast w odpowiedzi przesłanej redakcji, że z organizacją transportu czekało na opinię ekspertów. – Gdy tylko będziemy mogli wykluczyć zagrożenie dla zdrowia wynikające z transportu medycznego, natychmiast zorganizujemy i przeprowadzimy transport – informował HanseMerkur w korespondencji z 17 lipca.

Pani Janina
Pani Janina © Archiwum prywatne

Szczęśliwy powrót do Polski

Przełom w sprawie nastąpił w weekend (18–19 lipca). Jak podał portal Zero.pl, sprawa zakończyła się powrotem pani Janiny do kraju. Transport karetką lotniczą został zorganizowany przez firmę Malteser Assistance, na zlecenie ubezpieczyciela. Wszystko odbyło się zgodnie z zaleceniami cypryjskich lekarzy, a samolot wylądował 19 lipca w Łodzi. Pacjentka trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Mikołaja Kopernika.

Skontaktowaliśmy się z panem Zbigniewem już po przyjeździe do kraju. Jak zaznacza w rozmowie, jeszcze na chwilę przed podróżą nie mogli uwierzyć w taki rozwój sytuacji. – Ja nie wierzyłem. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy ktoś nie chce zrobić mi jakiegoś psikusa – mówi Zbigniew Kosecki. Jak dodaje, jego żona również do ostatniej chwili miała wątpliwości. – Nie wierzyła, że wraca do kraju, dopóki nie wsiadła do samolotu – wspomina.

– Siedziałem dosłownie obok żony i co chwilę pytałem, czy wszystko jest w porządku, czy nie ma żadnych dolegliwości. Przez krótką chwilę nawet zasnęła. Wszystko przebiegło sprawnie – relacjonuje przelot pan Zbigniew.

Kobieta przebywa obecnie pod specjalistycznym nadzorem i przechodzi dalszą diagnostykę. Wykonano już angiografię, jednak lekarze nadal analizują wyniki i próbują ustalić pierwotne źródło krwawienia. – Czekamy na dalsze zalecenia. W zależności od wyników może być potrzebna embolizacja albo inny zabieg, ale na razie nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaki będzie dalszy scenariusz – wyjaśnia jej mąż.

Zapytany o wrażenia swoje i rodziny po powrocie, przyznał, że wiązało się to dla wszystkich z dużymi emocjami. – Kiedy się dowiedzieli, wszyscy się popłakali. Każdy żył tą sprawą i też nie wierzył, że mimo wykupionej polisy taka sytuacja w ogóle może się wydarzyć – mówi pan Zbigniew.

Podkreśla jednak, że sprawa nie jest jeszcze całkowicie zakończona. Rodzina zamierza skonsultować z pełnomocnikiem kwestię kosztów przedłużonego pobytu na Cyprze oraz dalszych działań wobec ubezpieczyciela.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie