Prawidłowe PSA nie wyklucza raka
Rak prostaty jest jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów u mężczyzn. W Polsce każdego roku diagnozę otrzymuje około 18–20 tys. pacjentów, a ponad 5 tys. umiera z powodu tej choroby. Podstawowym badaniem wykorzystywanym we wczesnej diagnostyce pozostaje oznaczenie stężenia PSA we krwi. Wynik nie zawsze daje jednak jednoznaczną odpowiedź.
PSA jest antygenem wytwarzanym przez komórki gruczołu krokowego. Jego stężenie może wzrastać w przebiegu nowotworu, ale również z powodu łagodnego rozrostu prostaty lub stanu zapalnego. Jednocześnie niski wynik nie gwarantuje, że w organizmie nie rozwija się groźna choroba.
– Największym problemem PSA jest jego ograniczona swoistość. Podwyższone może prowadzić do kolejnych badań, rezonansu i, przy odpowiednim wskazaniu, biopsji, która jest badaniem inwazyjnym i wiąże się z ryzykiem powikłań. Z drugiej strony prawidłowe PSA nie wyklucza całkowicie raka. PSA nie mówi nam, czy ewentualny rak jest groźny i wymaga leczenia – tłumaczy dla TVN24 dr hab. Łukasz Zapała, urolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
W polskich zaleceniach wartość przekraczająca 3 ng/ml jest uznawana za nieprawidłową. Nie przesądza jednak o obecności guza.
– PSA jest markerem prostaty, a nie specyficznym markerem raka – zaznacza ekspert.
Stockholm3 analizuje więcej danych
Test Stockholm3, któremu poddał się Jeremy Clarkson, wykonywany jest z krwi. Obejmuje pięć markerów białkowych: PSA całkowite i wolne, hK2, MIC-1/GDF-15 oraz MSMB. Analizuje ponadto 101 wariantów genetycznych powiązanych z ryzykiem raka prostaty. Algorytm uwzględnia też m.in. wiek badanego, przypadki choroby w rodzinie oraz wcześniejsze biopsje.
– Można więc powiedzieć, że PSA odpowiada przede wszystkim na pytanie: "czy coś dzieje się w prostacie?", natomiast Stockholm3 próbuje odpowiedzieć na znacznie bardziej praktyczne pytanie: "jak duże jest prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z rakiem, którego nie powinniśmy przeoczyć?" – wyjaśnia urolog.
Skuteczność metody ocenili naukowcy z Karolinska Institutet. W badaniu uczestniczyło 12 670 mężczyzn w wieku 50–74 lat. Stockholm3 wykrył 90 proc. agresywnych nowotworów, podczas gdy tradycyjne oznaczenie PSA – 74 proc. Liczba osób błędnie zaliczonych do grupy wysokiego ryzyka była przy tym podobna.
– Co ważne, Stockholm3 może wykrywać klinicznie istotne nowotwory również u mężczyzn z PSA poniżej tradycyjnego progu 3 ng/ml. Pacjent może mieć stosunkowo niskie PSA, ale podwyższony wynik Stockholm3, wskazujący na potrzebę dalszej diagnostyki. Jest to możliwe, ponieważ test uwzględnia nie tylko PSA, lecz także inne białka, warianty genetyczne oraz dane kliniczne pacjenta – zauważa dr hab. n. med. i prof. uczelni Paweł Rajwa, specjalista urologii w rozmowie z PolitykaZdrowotna.com.
– Dostępne są już również wyniki niemal dziewięcioletniej obserwacji. Pokazały one, że mężczyźni z PSA poniżej 3 ng/ml, ale podwyższonym Stockholm3, mogą mieć agresywny nowotwór i istotne ryzyko nawrotu po leczeniu radykalnym. Oznacza to, że test może dostarczać informacji nie tylko o prawdopodobieństwie znalezienia raka, lecz również o potencjalnym znaczeniu biologicznym wykrytej choroby – dodaje.
Dodatkowy filtr, a nie przełom
Test jest dostępny również w Polsce, przede wszystkim komercyjnie. Może pełnić funkcję dodatkowego etapu przed skierowaniem pacjenta na rezonans magnetyczny lub biopsję. Eksperci przestrzegają jednak przed traktowaniem go jako samodzielnego narzędzia rozstrzygającego o diagnozie.
– Jego największy potencjał widzę jako dodatkowy filtr przed rezonansem i biopsją. Jednocześnie nowsze badania randomizowane pokazują, że nie jest on automatycznie lepszy od strategii opartej na PSA i MRI. Dlatego dziś mówiłbym o dużym potencjale, a nie o definitywnie udowodnionym przełomie – ocenia dr hab. Zapała.
Współczesna diagnostyka zmierza w stronę wieloetapowej oceny ryzyka, łączącej badania krwi, rezonans i – w uzasadnionych przypadkach – biopsję.
– Celem nie jest wykrycie jak największej liczby raków prostaty. Celem jest wykrycie przede wszystkim tych raków, których przeoczyć nie wolno, i jednocześnie ograniczenie niepotrzebnej diagnostyki i leczenia mężczyzn, u których nie ma klinicznie istotnego nowotworu – podsumowuje ekspert.
Źródło: TVN24, Polityka Zdrowotna
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.