24-latka straciła narządy rozrodcze. Szpital nie reagował przez dwa lata
Urząd Miasta Poznania zakończył analizę działań Szpitala Miejskiego im. Franciszka Raszei po sprawie 24-letniej Wiktorii, która w kwietniu 2024 r. została pozbawiona narządów rozrodczych: lewego jajnika, macicy i jajowodów bez swojej wiedzy i zgody. Zabieg wykonał prof. Dariusz S., ówczesny kierownik oddziału ginekologii. Prokuratura zarzuca mu umyślne ciężkie okaleczenie pacjentki.
W tym artykule:
Raport po kontroli w szpitalu
Kontrola była reakcją na reportaż Piotra Żytnickiego z "Gazety Wyborczej" opisujący historię kobiety. Jak podaje "Wyborcza" szpital przez dwa lata nie potraktował sprawy jako zdarzenia niepożądanego. Do rejestru wpisano ją dopiero 19 marca 2026 r., już po publikacji reportażu.
Procedury nie zadziałały
Urzędnicy przyznali, że procedury zgłaszania takich zdarzeń nie zadziałały prawidłowo. W raporcie udostępnionym "Wyborczej" wskazano też na konflikt interesów: lekarz, który operował pacjentkę, był jednocześnie kierownikiem oddziału odpowiedzialnym za zgłaszanie nieprawidłowości.
Najwięcej wątpliwości budzi ocena działań dyrektorki szpitala Elżbiety Wrzesińskiej-Żak. Autorzy raportu uznali, że formalnie pierwszą potwierdzoną informację o zarzutach wobec lekarza otrzymała 11 lutego 2026 r. z prokuratury. Na tej podstawie ocenili, że jej reakcja była zasadniczo prawidłowa.
Problem w tym, że ze wcześniejszych ustaleń "Wyborczej" wynika, iż dyrektorka mogła wiedzieć o sprawie wcześniej. W autoryzowanej rozmowie przyznała, że zna zarzuty wobec prof. Dariusza S. i wie, czego dotyczy postępowanie. Sam lekarz w pisemnych wyjaśnieniach twierdził natomiast, że informował dyrektorkę o kolejnych etapach śledztwa. Mimo to w raporcie potraktowano te informacje jako zbyt ogólne, by wyciągać z nich dalej idące wnioski.
Lekarz nadal operował pacjentki
Urzędnicy wskazali również, że dyrektorka mogła czasowo odsunąć lekarza od obowiązków lub zmienić zakres jego pracy, kierując się bezpieczeństwem pacjentek. Jednocześnie uznali, że nie miała obowiązku automatycznego zawieszenia go, skoro takiej decyzji nie podjęła prokuratura. Prof. Dariusz S. przestał operować dopiero po publikacji reportażu, gdy poszedł na urlop, a następnie rozwiązał umowę ze szpitalem za porozumieniem stron.
Nie przyznaje się do winy
Raport zawiera rekomendacje dotyczące m.in. wdrożenia systemów wczesnego ostrzegania, analizy zdarzeń niepożądanych, nadzoru nad personelem i procedur reagowania na zarzuty karne wobec lekarzy. Jednocześnie urzędnicy ocenili, że nieprawidłowości nie miały charakteru rażącego. Wobec dyrektorki szpitala nie wyciągnięto konsekwencji. Sprawa karna prof. Dariusza S. trafiła już do sądu. Lekarz nie przyznaje się do winy.
Źródło: poznan.wyborcza.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.