"Biologiczna bomba zegarowa". Polacy chętnie korzystają

Zamiast leczniczego mikroklimatu – koktajl z groźnych bakterii. Miejskie tężnie solankowe to hit ostatnich lat, po który chętnie sięgają zmęczeni upałami Polacy. Okazuje się jednak, że te obiekty małej architektury działają poza jakimkolwiek nadzorem sanitarnym. – Wystarczy, że taki aerozol spadnie w okolice jamy ustnej i mamy gotowe zakażenie – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych.

Tężnie solankowe w miastach Tężnie solankowe w miastach mogą być siedliskiem groźnych bakterii
Źródło zdjęć: © East News, Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze, TVP3
Anna Klimczyk

"Więcej bakterii kałowych niż w oborach"

Miały być oazą zdrowia w rozgrzanych do czerwoności miastach, tymczasem mogą okazać się poważnym niebezpieczeństwem. Mowa o miejskich mikrotężniach. Okazuje się, że mogą nieść za sobą ogromne zagrożenie. Pod lupę wzięła je mikrobiolożka z Katedry Mikrobiologii i Biomonitoringu Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, prof. dr hab. inż. Katarzyna Wolny-Koładka.

"We wszystkich trzech krakowskich tężniach stężenie bakterii Escherichia coli w solance jest wyższe niż w Zalewie Nowohuckim czy w rzece Dłubni. Co więcej, więcej bakterii kałowych wykryłam również w mgiełce wokół tężni niż podczas badań prowadzonych w oborach. To są wyniki, których nie można bagatelizować" – mówiła prof. Katarzyna Wolny-Koładka w rozmowie z Radiem Kraków.

Także lekarze podkreślają, że miejskie tężnie solankowe to często "biologiczne bomby zegarowe". Eksperci zaznaczają, że panuje przekonanie, iż takie miejsca to samo zdrowie – idealny sposób na upał i problemy z drogami oddechowymi. Tymczasem woda jest w nich dramatycznie skażona. Możemy tam znaleźć m.in. bakterie Escherichia coli czy enterokoki kałowe.

– Woda w takich tężniach płynie w obiegu zamkniętym, a ludzie chętnie szukają tam ochłody i często się w niej po prostu pluskają. Pamiętajmy, że każdy człowiek nosi na sobie przynajmniej dwa kilogramy bakterii. Znajdziemy je głównie na naszej skórze, w przedsionku nosa, w jamie ustnej oraz wokół narządów płciowych i w odbycie. Podczas upałów wszystko to trafia do wody. Jednak te obiekty najpewniej nie są kontrolowane – podkreśla prof. dr hab. n. med. Anna Boroń-Kaczmarska, specjalistka chorób zakaźnych.

Rzeczywiście, jak informuje Małgorzata Kapłan z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie – Państwowa Inspekcja Sanitarna nie sprawuje rutynowego nadzoru sanitarnego nad miejskimi tężniami będącymi obiektami małej architektury wodnej z użyciem m.in. solanki.

– Nie prowadzi również bieżącego monitoringu jakości wody wykorzystywanej w tych obiektach. W związku z tym organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej nie prowadzą badań wody ani aerozolu powstającego w miejskich tężniach i nie dysponują wynikami własnych kontroli w tym zakresie. W konsekwencji nie można wskazać, jakie mikroorganizmy Państwowa Inspekcja Sanitarna "znajduje" w tężniach miejskich, ponieważ takie badania nie są prowadzone przez organy Inspekcji – mówi Małgorzata Kapłan.

Ekspertka wskazuje, że należy przede wszystkim rozróżnić dwa rodzaje obiektów funkcjonujących pod nazwą "tężnia".

– Po pierwsze, są to tężnie uzdrowiskowe, które funkcjonują w ramach lecznictwa uzdrowiskowego i podlegają wymaganiom określonym w przepisach prawa, w szczególności ustawie z dnia 28 lipca 2005 r. o lecznictwie uzdrowiskowym, uzdrowiskach i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych, a także przepisom wykonawczym regulującym wymagania dla zakładów i urządzeń lecznictwa uzdrowiskowego – mówi.

– Po drugie, są to tzw. tężnie miejskie, stanowiące obiekty małej architektury wodnej z użyciem m.in. solanki, które powstają w przestrzeni publicznej poza systemem lecznictwa uzdrowiskowego. Obiekty te nie posiadają statusu urządzeń lecznictwa uzdrowiskowego i nie są uznawane za obiekty świadczące usługi zdrowotne. Funkcjonują tak jak miejskie fontanny – wyjaśnia Kapłan.

GIS także wyraźnie oddziela miejskie mikrotężnie od klasycznych tężni uzdrowiskowych. Wskazał, że miejskie mikrotężnie nie są obiektami uzdrowiskowymi i nie podlegają takim samym kontrolom jak tężnie lecznicze.

"Pomimo wizualnego podobieństwa do tężni uzdrowiskowych, obiekty te: nie są urządzeniami lecznictwa uzdrowiskowego w rozumieniu ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o lecznictwie uzdrowiskowym, uzdrowiskach i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych, nie spełniają wymagań określonych w §18 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 30 września 2024 r. w sprawie określenia wymagań, jakim powinny odpowiadać zakłady i urządzenia lecznictwa uzdrowiskowego, funkcjonują poza systemem uzdrowiskowym i nie podlegają takiemu samemu nadzorowi" – czytamy w komunikacie GIS.

Ekspertki podkreślają, że w przypadku miejskich tężni największym problemem jest fakt, że woda nie jest dezynfekowana.

– Gdyby była odkażana, sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. W jacuzzi czy w basenach woda czasami aż nieprzyjemnie śmierdzi chlorem, ale dzieje się tak dlatego, że tam dezynfekcja jest obowiązkowa, by zachować bezpieczeństwo – mówi prof. Boroń-Kaczmarska.

– W przypadku miejskich tężni niestety tak to nie wygląda. Jak w takim razie dochodzi do zakażenia u człowieka, który po prostu przychodzi posiedzieć przy tężni? Pryska na nas mikroodrobina wody. Wystarczy, że taki aerozol spadnie w okolice jamy ustnej i mamy gotowe zakażenie. Wspomniane bakterie Escherichia coli czy enterokoki kałowe wywołują zakażenia drogą pokarmową. Do tego musimy pamiętać, że patogeny możemy wprowadzić do organizmu również przez przedsionek nosa. Możliwości jest naprawdę mnóstwo – wyjaśnia ekspertka.

Czy to oznacza, że powinniśmy omijać miejskie tężnie szerokim łukiem?

– Nie, to jest bardzo dobry wynalazek. Tylko że musi być dopracowany pod kątem bezpieczeństwa sanitarnego. Tężnie spełniają ważną funkcję – świetnie nawilżają otoczenie. Gdy na zewnątrz panują afrykańskie upały, powietrze staje się upiornie suche. Co w takim razie możemy zrobić, żeby pobyt przy tężni nam nie zaszkodził? Złota zasada: pod żadnym pozorem nie wolno polewać ciała tą wodą ani jej dotykać. Unikajmy też długiego przebywania w tężniach. Taki dystans zmniejsza ryzyko, że wrócimy do domu z groźną infekcją – tłumaczy prof. Boroń-Kaczmarska.

Jednak zagrożenie czai się także w termach czy jacuzzi. Ciepła, parująca woda to idealne środowisko dla bakterii Legionella (wywołującej ciężkie zapalenie płuc), pałeczek ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa – powodujących infekcje skóry i uszu) czy gronkowca.

– Ciepła woda w termach czy jacuzzi to rzeczywiście idealne środowisko dla Legionelli. W tężniach sytuacja jest nieco inna, ale mechanizm zakażeń układu oddechowego zawsze wiąże się z jednym: z zaniechaniem procedur bezpieczeństwa i brakiem oczyszczania wody – podsumowuje prof. Boroń-Kaczmarska.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie