- - Wokół projektu powstała dziwna aura - mówi Wirtualnej Polsce posłanka Lewicy Joanna Wicha, która wycofała poparcie dla projektu ustawy o zawodzie psychoterapeuty.
- Krytycy projektu twierdzą, że bardziej chroni on interesy tych, którzy zarabiają na szkoleniach z psychoterapii, niż pacjentów, więc potrzeba większych obostrzeń.
- Dzisiaj na rynku mogą działać także psychoterapeuci, których metody nie mają nic wspólnego z nauką, nie muszą prowadzić dokumentacji, ani posiadać konkretnego wykształcenia.
- Istotne wymagania stawia specjalizacja z psychoterapii, ale konsultant krajowy poinformował nagle o wstrzymaniu prac nad jej programem.
Burza wokół psychoterapii
Regulacje dotyczące zawodu psychoterapeuty budzą coraz więcej kontrowersji. Chodzi nie tylko o projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty i samorządzie zawodowym, który w lutym ubiegłego roku trafił do Sejmu, ale też o prace nad specjalizacją z psychoterapii ogólnej. To niezależnie toczące się sprawy, ale istotnie ze sobą powiązane. O co w tym chodzi?
- Przy równoległym funkcjonowaniu ustawy i specjalizacji istniałyby dwie odmienne ścieżki uzyskania kwalifikacji pozwalających na wpis do rejestru psychoterapeutów: certyfikat psychoterapeuty na zasadach określonych w projekcie ustawy oraz tytuł specjalisty uzyskany po szkoleniu specjalizacyjnym, zakończonym państwowym egzaminem. Różniłyby się one jednak pod względem przygotowania - wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Przemysław Bąbel, psycholog z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek Komitetu Psychologii Polskiej Akademii Nauk, zaangażowany w sprawę regulacji.
Zaznacza, że obecnie tytułem psychoterapeuty w prywatnym gabinecie może się posługiwać praktycznie każdy. - Rozporządzenie ministra zdrowia, które ustanawia specjalizację z psychoterapii wskazuje natomiast na dziesięć zawodów (chodzi m.in. o lekarza, pielęgniarza, psychologa, socjologa, pedagoga - red.) uprawniających do przystąpienia do szkolenia.
- Z kolei projekt ustawy wymaga tytułu magistra lub lekarza, ale nie stawia wymagań dotyczących kierunku studiów magisterskich. Oznacza to, że po spełnieniu pozostałych warunków i ukończeniu szkolenia psychoterapeutycznego psychoterapeutą mógłby zostać zarówno psycholog czy lekarz, jak i magister prawa, geologii, architektury, teologii - punktuje.
Tłumaczy, że projekt "nie zobowiązuje jednoznacznie psychoterapeuty do stosowania metod, których skuteczność potwierdzono rzetelnymi badaniami, ani kryteriów oceny siły takich dowodów".
"Leczenie" świeczkami z propolisu
Wątpliwości budzi też "diagnoza psychoterapeutyczna". - Projekt ustawy wprowadza to pojęcie jako element wykonywania zawodu, ale go nie definiuje ani nie wyznacza jego granic względem diagnozy medycznej i psychologicznej. To szczególnie istotne, skoro zawód ma być dostępny także dla osób bez wykształcenia psychologicznego lub medycznego. Brak takiego rozgraniczenia stwarza ryzyko przekraczania kompetencji i wprowadzania pacjentów w błąd co do charakteru rozpoznania - zwraca uwagę prof. Bąbel.
Psycholożka i psychoterapeutka Joanna Gutral przyznaje, że nagminnie ma pacjentów po "leczeniu" metodami, które nie mają nic wspólnego z nauką.
- Nie mieli też wiedzy, na czym polegała ich terapia, choć trwała nawet kilka lat, a na dodatek nie mają dokumentacji, bo psychoterapeuta nie musi jej prowadzić. Spotykałam się nawet z pacjentami, którzy byli "leczeni" z wykorzystaniem świeczek z propolisu. Tak naprawdę nie wiadomo, co się dzieje w prywatnym gabinecie, a przecież to jest kluczowe dla bezpieczeństwa pacjenta - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie ekspertka.
Zwraca uwagę, że w projekcie ustawy nie ma określenia "pacjent". - Trudno więc mówić o odwołaniu do Rzecznika Praw Pacjenta. Zamiast tego jest "osoba korzystająca z psychoterapii", a ustawa wskazuje na powołanie "Rzecznika Praw Psychoterapeuty". A przecież to ustawa procedowana w Ministerstwie Zdrowia! Projekt jest fatalny, czytałam go z prawniczką i ona pytała, czy to żart - dodaje psycholożka.
Takich głosów jest więcej, bo wcześniej krytykowały to m.in. samorząd lekarski i pielęgniarski, wskazując, że projekt ustawy nie gwarantuje pacjentom standardów bezpieczeństwa.
Rezygnacja czy wstrzymanie?
Tymczasem część środowiska przeciwna specjalizacji uważa, że ustawa wystarczy, by uregulować zawód psychoterapeuty. Oliwy do ognia dolał konsultant krajowy w dziedzinie psychoterapii dr n. med. Łukasz Müldner-Nieckowski, który 13 lipca poinformował w mediach społecznościowych, że prace nad specjalizacją zostały wstrzymane.
Wcześniej przekonywał, że to ustawa o zawodzie psychoterapeuty jest kluczowa, bo ma nie tylko uporządkować kwestie formalne, ale też zwiększyć zaufanie do całej branży, poprawić bezpieczeństwo pacjentów. - Bardzo potrzebujemy regulacji prawnych dla tej unikalnej relacji - podkreślał w rozmowie z PAP.
Post wywołał w środowisku falę oburzenia i pytań m.in. o oficjalne stanowisko resortu zdrowia. - Moja hipoteza jest taka, że decyzja o zatrzymaniu prac faktycznie zapadła. Później MZ mogło zacząć ją ponownie rozważać pod wpływem reakcji albo zdystansować się od nieoficjalnej formy jej ogłoszenia - albo jedno i drugie - uważa prof. Bąbel, który zaangażował się w wyjaśnienie tej sprawy.
Co na to Ministerstwo Zdrowia? "Nie zapadła żadna ostateczna decyzja w zakresie ewentualnej rezygnacji ze specjalizacji z psychoterapii" - czytamy w przesłanej nam odpowiedzi. Jednocześnie resort jednak wskazuje, że "dopiero po przyjęciu ustawy kompleksowo regulującej zawód psychoterapeuty, w tym kwestie związane z kształceniem, możliwa będzie ocena co do zasadności utrzymywania specjalizacji z psychoterapii w odrębnej formie, jako specjalizacji mającej zastosowanie w ochronie zdrowia".
MZ przypomina, że powołało zespół, który ma przygotować propozycje rozwiązań dotyczących zawodu psychoterapeuty na potrzeby dalszych prac nad ustawą w Sejmie.
"W trakcie prac poparcie uzyskał pogląd, zgodnie z którym szkolenie specjalizacyjne w nieuzasadniony względami praktycznymi sposób dublowałoby wypracowany model kształcenia w zawodzie psychoterapeuty" - przekazał nam resort. I wyjaśnił, że dalsze decyzje dotyczące specjalizacji zostaną podjęte, "gdy będzie znany ostateczny kształt ustawy o zawodzie psychoterapeuty". Nie wiadomo jednak, jak długo to potrwa.
Rzeczniczka Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego przyznaje, że informacja o wstrzymaniu prac nad programem specjalizacji (CMKP redaguje ten program - red.) przyszła jedynie telefonicznie - od konsultanta krajowego, a nie od MZ. Dopiero gdy CMKP zwróciło się do resortu, 10 sierpnia wysłano oficjalne pismo.
- Zostaliśmy poinformowani, że została podjęta decyzja o wstrzymaniu prac nad programem specjalizacji w dziedzinie psychoterapii - przekazała nam Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska.
Drugie dno
Prof. Bąbel zwraca uwagę, że ten "wypracowany model kształcenia", o którym mówi MZ, to płatne szkolenia w prywatnych ośrodkach.
W środowisku mówi się o tym, że sprawa ma drugie dno, bo wprowadzenie specjalizacji ograniczyłoby liczbę potencjalnych klientów - nie tylko tych, którzy płacą za terapię, ale przede wszystkim tych, którzy chcą się szkolić. Dlatego nie wszystkim zależy na tym, by specjalizacja powstała.
- Tak szerokie otwarcie dostępu do zawodu, jakie zakłada projekt ustawy, powiększa grupę potencjalnych uczestników odpłatnych szkoleń. Ponieważ podmioty szkolące mogą mieć interes ekonomiczny w szerokich kryteriach naboru, projekt powinien szczególnie starannie zabezpieczać system akredytacji przed konfliktami interesów - zaznacza prof. Bąbel.
- Biorąc pod uwagę zapisy w projekcie ustawy, psychoterapeuta miałby być jedynym zawodem zaufania publicznego (do takich zawodów należą m.in. lekarz, psycholog, farmaceuta - red.), który nie ma wymogu wykształcenia bazowego ani jednolitego egzaminu państwowego - zaznacza Joanna Gutral.
- Szkolenie psychoterapeuty w Polsce kosztuje od 50 do 100 tys. zł. Nie ma możliwości zrobienia tego państwowo. Przy czym zapotrzebowanie na świadczenia związane z szeroko pojętym zdrowiem psychicznym rośnie. Popularność szkoleń również. Postawienie wymagań dotyczących konkretnego wykształcenia bazowego, dla części podmiotów szkolących, ograniczyłoby klientelę - dodaje.
Jej zdaniem projekt ustawy "zabezpiecza w większej mierze interes prywatnych podmiotów szkolących, a nie tych, którzy z psychoterapii korzystają".
- I nie o to chodzi, że jestem przeciwna szkoleniom. Uważam, że one są konieczne, ale wymagają regulacji i nie mogą być świadczone przez każdego. Nikt nie przystałby przecież na to, by magister prawa po szkoleniu specjalizacyjnym mógł zostać kardiologiem. A w tym przypadku mówimy o interesie publicznym i zdrowiu psychicznym - zaznacza psycholożka.
Konflikt interesów?
W maju minęły dwa lata, od kiedy powołano konsultanta krajowego w dziedzinie psychoterapii, a programu specjalizacji jak nie było, tak nie ma. - To bez wątpienia wymaga wyjaśnienia. Konsultant poinformował o zatrzymaniu prac nad specjalizacją w związku z procedowanym projektem ustawy. Jednocześnie koordynował on prace grupy roboczej, która przygotowała projekt ustawy, a obecnie jest w zespole pracującym nad rozwiązaniami w resorcie - zauważa prof. Bąbel.
- Nie przesądzam, że przedłużanie prac nad programem specjalizacji jest działaniem celowym, ale splot tych ról rodzi uzasadnione pytania o potencjalny konflikt i transparentność - dodaje ekspert.
Przypomnijmy, że jesienią ubiegłego roku część środowiska apelowała do resortu o odwołanie konsultanta krajowego. W tej grupie było m.in. największe stowarzyszenie psychoterapeutów - Polskie Towarzystwo Terapii Poznawczej i Behawioralnej.
O to też zapytaliśmy MZ. "Zarzuty dotyczące domniemanego konfliktu interesów w postaci udziału w pracach zespołu oraz opracowywania programu specjalizacji w opinii MZ nie są uzasadnione - obie te aktywności wpisują się w obowiązki konsultanta krajowego wynikające z ustawy o konsultantach w ochronie zdrowia" - czytamy w odpowiedzi. Resort nie odniósł się natomiast do apelu o odwołanie konsultanta.
- Wszystko się zgadza, ale w praktyce oznacza to, że konsultant może - na wniosek ministra - opiniować projekt ustawy, który wcześniej współtworzył. MZ ma świadomość tego splotu ról i najwyraźniej nie widzi w nim nic niestosownego - zaznacza prof. Bąbel.
Poparcie dla projektu
Tymczasem prace zespołu MZ mogą potrwać nawet do końca września. - Zespół jest w trakcie prowadzenia dyskusji merytorycznych, dlatego na tym etapie nie jest możliwe przedstawienie ostatecznych propozycji - przekazał nam resort.
Dopiero po zakończeniu tych prac projekt ustawy wróci do Sejmu, a konkretnie do Komisji Zdrowia. Jej przewodniczącą i osobą, która zbierała podpisy pod projektem, jest Marta Golbik (KO).
Jej matka jest psychoterapeutą i pedagogiem, pełniła także funkcję sekretarza Zarządu Śląskiej Filii Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (wybory na nową kadencję odbyły się w październiku 2025 r.). Szefem głównego zarządu tej sekcji (do maja ubiegłego roku) był natomiast dr n. med. Łukasz Müldner-Nieckowski, czyli obecny konsultant krajowy. W środowisku pojawiają się pytania o konflikt interesów.
"Nie znajduję uzasadnienia, na czym miałby polegać ten konflikt interesów. Musielibyśmy przyjąć zasadę, że osoby znające określony obszar państwa się nim nie zajmują, np. rolnicy bądź osoby spokrewnione z rolnikami wyłączają się z tematów rolnictwa, ekonomiści z regulacji rynku finansowego, a lekarze nie zajmują się ochroną zdrowia" - przekazuje nam SMS-em Marta Golbik. Ocenia, że to właśnie znajomość konkretnej tematyki jest "największą zaletą przy konstruowaniu prawa".
"Pomijam fakt, że moja mama nigdy nie była zaangażowana w moją działalność polityczną, również tę związaną z ustawą i jest już na emeryturze, choć wciąż aktywna zawodowo. Mogę jej podziękować za to, że dzięki niej zainteresowałam się sprawami zdrowia psychicznego w naszym kraju i od lat robię wszystko, co w mojej mocy, aby Polska oferowała możliwie najlepszą opiekę w tym zakresie" - dodaje w wiadomości przekazanej WP abcZdrowie.
Zaznacza, że ustawa jest od miesięcy w resorcie, gdzie "pod czujnym okiem doświadczonych w tworzeniu prawa legislatorów nabrała kształtów gotowych do wprowadzenia zapewniających najwyższą dbałość o pacjentów, którzy dziś są wciąż niezaopiekowani", mimo że MZ wskazało, że nie ma jeszcze ostatecznych propozycji.
Marta Golbik potwierdza też, że prace dotyczące ustawy są zaplanowane w komisji zdrowia na wrzesień.
Tymczasem niektórzy posłowie wycofali poparcie dla projektu. - Jestem rozczarowana kierunkiem, w jakim to poszło. Słuchałam wypowiedzi psychologów i psychoterapeutów na podkomisji, a także rozmawiałam ze swoimi znajomymi, którzy wykonują ten zawód. Projekt nie wprowadza kluczowych regulacji ograniczających działalność osób, które zajmują się psychoterapią, bazując na bardzo dziwnych metodach, o wątpliwych dowodach naukowych - przyznaje w rozmowie z WP abcZdrowie posłanka Lewicy Joanna Wicha.
- Tych metod jest tyle, że zwykły Kowalski nie zorientuje się, która jest rzetelna i merytoryczna, a która nie. Na tym robi się potężny biznes. To jest tak, jak z "lex szarlatan". Chodzi o to, by uniemożliwić działalność ludziom, którzy robią biznes na zdrowiu - dodaje.
Przyznaje, że o wycofaniu poparcia zdecydowała też z innego powodu. - Pojawiają się pytania o personalne powiązania, a to zawsze szkodzi takim sprawom i oddala nas od sedna, czyli tego, by ograniczyć nadużycia - zwraca uwagę posłanka. Uważa, że "wokół projektu powstała dziwna aura".
- Poparłam początkowo projekt, pod którym podpisy zbierała Marta Golbik, bo trudno mi uwierzyć w to, że opowieści o konflikcie interesów są prawdziwe. Posłanka musiała zdawać sobie sprawę z tego, że wiedza o tym, czym zajmuje się jej mama i że jest psychoterapeutką, mocno powiązaną z tym środowiskiem, stanie się powszechna. Gdybym jednak była na jej miejscu, nie zaangażowałabym się w to. Niezależnie od intencji - choć myślę, że tu były dobre - zawsze pojawią się pytania o stronniczość czy wręcz występowanie w czyimś imieniu - uważa Joanna Wicha.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.