Dane 19 mln Polaków wykradzione. Ważny apel po gigantycznym wycieku

Blisko 19 mln osób może być objętych jednym z największych incydentów związanych z bezpieczeństwem danych w Polsce. Wyciek ma związek z cyberatakiem na firmę MyDr, z której oprogramowania korzystały tysiące placówek medycznych. Skradziona baza ma mieć ponad 2 TB.

GawkowskiGawkowski
Źródło zdjęć: © PAP
Dominika Najda

Wyciek obejmuje blisko 19 mln osób

Sprawą zajmują się służby i prokuratura, a osoby, których dane znalazły się w wycieku, powinny przede wszystkim zastrzec numer PESEL. O skali zdarzenia poinformował wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Jak przekazał, wykradzione informacje dotyczą osób, które korzystały z różnego rodzaju świadczeń medycznych.


WIDEO
Wyciek danych 19 mln Polaków. Wiceminister radzi, co zrobić


Minister cyfryzacji określił zdarzenie jako wyjątkowo poważne. - Działania zostały skoordynowane i polskie państwo zabezpiecza wszystko, co jest związane z incydentem cyberbezpieczeństwa. Wykradzionych z firmy, co potwierdza sama firma, jest 19 milionów rekordów, które wiążą się z różnymi danymi, które można ze sobą wiązać - powiedział cytowany przez PAP.

W działania zaangażowane zostały Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Zdrowia i Urząd Ochrony Danych Osobowych. Częścią operacyjną zajmuje się Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które współpracuje z prokuraturą. Według informacji przekazanych przez wicepremiera na obecnym etapie nic nie wskazuje na to, aby za zdarzeniem stało inne państwo.

Skala incydentu jest duża również ze względu na popularność zaatakowanego systemu. Według Krzysztofa Gawkowskiego z oprogramowania korzystało około 12 tys. placówek. Rozpoczęto już procedurę informowania lekarzy korzystających z systemu. Minister zapewnił jednocześnie, że systemy firmy zostały zabezpieczone i obecnie mają działać w normalnym trybie.

Istotnym krokiem ma być umieszczenie informacji dotyczących wycieku w państwowej bazie Bezpieczne Dane. - Na spotkaniu połączonego Centrum Operacyjnego Cyberbezpieczeństwa zarządziliśmy mechanizmami bezpieczeństwa. Została wdrożona procedura mająca zabezpieczyć wszystkie dane, które wyciekły po to, żeby zostały one przeniesione do bazy Bezpieczne Dane (bezpiecznedane.gov.pl), w której każdy obywatel będzie mógł sprawdzić, czy jego dane wyciekły - przekazał Gawkowski.

Najpierw zastrzeż PESEL

Wicepremier wskazał również, co powinny zrobić osoby, które dowiedzą się, że ich informacje znalazły się w wykradzionej bazie. Pierwszym krokiem ma być zastrzeżenie numeru PESEL. Można zrobić to elektronicznie za pośrednictwem aplikacji lub serwisu mObywatel, a także osobiście w urzędzie gminy.

- To jest pierwsza, podstawowa, elementarna higiena cyfrowa. Zastrzeżenie numeru PESEL dzisiaj w mObywatelu trwa pięć sekund - powiedział minister cyfryzacji. Zastrzeżenie PESEL ma znaczenie przede wszystkim dlatego, że utrudnia wykorzystanie skradzionych danych do zaciągania określonych zobowiązań finansowych na cudze nazwisko.

Przy tak dużych wyciekach zagrożeniem nie jest wyłącznie samo ujawnienie informacji. Skradzione dane mogą być później wykorzystywane do prób oszustwa i podszywania się pod wiarygodne instytucje. Osoby objęte incydentem powinny więc ze szczególną ostrożnością traktować telefony, SMS-y i wiadomości e-mail dotyczące zdrowia, wizyt lekarskich, płatności czy rzekomej konieczności potwierdzenia danych.

Znajomość prawdziwych informacji o danej osobie może sprawić, że przygotowana przez przestępców wiadomość będzie wyglądała znacznie bardziej wiarygodnie. Państwowe służby mają również prowadzić działania zmierzające do ustalenia sprawców ataku. Gawkowski zapowiedział zdecydowaną reakcję organów ścigania: - Tu nikt nie będzie z nikim dyskutował. Nikt nie podda się też żadnym szantażom.

Źródło: PAP

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie