Dopiero teraz zwolniono medyków, którzy znęcali się nad 19-letnim Olkiem. Bliscy walczą o sprawiedliwość
Mieszkańcy Grudziądza znowu wyjdą na ulice, by upamiętnić 19-letniego Olka zmarłego w wyniku wypadku, a dalej zaniedbań ze strony personelu medycznego. Lekarze i ratownicy, którzy skandalicznie potraktowali pacjenta, zostali zwolnieni z pracy dopiero po publikacji nagrań z karetki - dwa lata po zdarzeniu.
To już drugi marsz ku pamięci 19-letniego Olka
Marsz organizują przyjaciele Aleksandra z Grudziądza, zmarłego w styczniu 2024 roku. Wydarzenie zaplanowano na sobotę, 24 stycznia. Organizatorzy proszą o spokój i kulturę, zachęcają do przyniesienia zniczy. Obowiązuje zakaz pirotechniki oraz używania haseł uznawanych za wulgarne. Przyjaciel Olka, Karol Literski, mówi wprost, że chodzi o pamięć, ale i wywieranie nacisku na wyjaśnienie sprawy i pociągnięcie winnych do odpowiedzialności.
Jak doszło do tragedii 19-latka z Grudziądza?
W styczniu 2024 roku Olek szedł starówką z kolegą. Policja przyłapała chłopców na przechodzeniu przez jezdnię w niedozwolonym miejscu, a ci przestraszyli się funkcjonariuszy i zaczęli uciekać. Młodszy z chłopaków został zatrzymany, a Olek pobiegł dalej. W pewnym momencie próbował przeskoczyć metalowy płot przy I LO. I właśnie wtedy doszło do nieszczęśliwego wypadku: nastolatek zawisł na jednym ze szpikulców ogrodzenia i przebił tętnicę udową.
Dopiero po kilkudziesięciu minutach udzielono mu pomocy przedmedycznej, a następnie rannego przejęła załoga karetki pogotowia. Kolejnym etapem była pomoc szpitalna na SOR-ze w Grudziądzu. Mimo tych działań Olek zmarł. Biegli jako przyczynę wskazali wykrwawienie, co w praktyce oznacza, że organizm nie był w stanie utrzymać krążenia z powodu utraty krwi.
Zobacz też: 12-latka walczyła o życie, szpital odmówił przyjęcia. Karetka woziła ją cztery dni w największej śnieżycy
Dlaczego lekarze są oskarżeni: zarzuty prokuratury krok po kroku
Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Toruniu, a po wielomiesięcznym śledztwie do Sądu Rejonowego w Grudziądzu trafił akt oskarżenia wobec trzech lekarzy: jednego z karetki oraz dwóch z SOR-u. Zarzuty dotyczą narażenia rannego 19-latka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Pierwszy z oskarżonych, lekarz zespołu ratownictwa medycznego, według prokuratury miał odstąpić od zebrania prawidłowego wywiadu, w tym od obejrzenia miejsca zdarzenia i obrażeń rannego, a w trakcie transportu do szpitala zrezygnować z niezbędnych czynności medycznych. W ocenie śledczych takie zaniechania mogły mieć znaczenie w sytuacji, w której liczyła się każda minuta i szybkie rozpoznanie źródła krwawienia.
Drugi oskarżony, lekarz SOR-u, miał nie dokonać samodzielnej oceny stanu pacjenta i odstąpić od wykonania USG uda. Ten element jest szczególnie istotny w kontekście późniejszej opinii biegłych o wykrwawieniu: badanie obrazowe mogło pomóc wykryć lub potwierdzić krwotok, a w konsekwencji przyspieszyć decyzje o dalszym leczeniu.
Trzeci lekarz, również z SOR-u, według prokuratury dopuścił do nieprawidłowej intubacji. To zarzut o ciężarze praktycznym: zabezpieczenie dróg oddechowych jest jednym z kluczowych działań w ratowaniu pacjenta w stanie zagrożenia życia, a błędy na tym etapie mogą pogorszyć rokowania.
Oskarżeni nie przyznają się do winy: jeden z nich złożył wyjaśnienia, które śledczy ocenili jako w większości sprzeczne ze zgromadzonym materiałem, a pozostali odmówili składania wyjaśnień. Prokuratura wskazuje, że podstawą zarzutów są m.in. dokumentacja medyczna, zeznania świadków, opinie medyczne i zapisy korespondencji. Lekarze odpowiadają z art. 160 par. 2 i 3 Kodeksu karnego, a maksymalna kara za zarzucane przestępstwo to do pięciu lat pozbawienia wolności.
Na początku 2026 redakcja "Uwaga! TVN" opublikowała nagrania pokazujące, jak Olek był traktowany w karetce przez personel medyczny. Skandaliczne, pozbawione empatii i szacunku zachowanie pracowników karetki przez długi czas było jednak lekceważone przez władze szpitala.
"Choć dramat wydarzył się dwa lata temu, a dyrekcja szpitala miała pełną wiedzę na temat skandalicznego zachowania medyków, nie wyciągnięto wobec nich żadnych konsekwencji i zespół nadal jeździł do pacjentów" - informuje redakcja "Uwagi!".
Dopiero po ujawnieniu nagrań, pracownicy zostali zwolnieni. Odpowiedzialność karna grozi jednak tylko kierownikowi zespołu, co oznacza, że pozostałych dwóch pracowników karetki może nie ponieść żadnych konsekwencji.
Aleksandra Zaborowska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła:
- Uwaga! TVN
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.