Kontrowersyjne działania pacjentów. "To taka polska metoda rzekomej oszczędności"
Obesitolodzy, czyli lekarze specjalizujący się w leczeniu otyłości i nadwagi, zauważają, że pacjenci korzystający z popularnych analogów GLP-1 coraz częściej stosują leki na własną rękę. - Najbardziej ekstremalny przypadek to pacjentka, która zrezygnowała z kontroli lekarskiej i trafiła na SOR z powodu odwodnienia na tle masywnych wymiotów. Musiała być leczona w klinice nefrologii, ponieważ odwodnienie doprowadziło do ostrego uszkodzenia nerek – mówi dr hab. Magda Wiśniewska.
W tym artykule:
"To skrajna nieodpowiedzialność"
Według najnowszych danych – opublikowanej w połowie listopada 2025 r. ankiety KFF Health Tracking Poll – już 12 proc. dorosłych Amerykanów (ok. 73,1 mln osób) przyjmuje obecnie analogi GLP-1, znane z takich leków jak Wegovy czy Ozempic. Wprawdzie nie dysponujemy podobnymi dokładnymi danymi dla Polski, jednak zainteresowanie takimi lekami widać wyraźnie w dynamice ich sprzedaży już od kilku lat, a lekarze potwierdzają, że coraz więcej pacjentów prosi o nie w gabinetach.
- Zainteresowanie jest bardzo duże. Przedwczoraj miałam pacjentkę, która opowiadała, że w korporacji, w której pracuje, wszyscy jej współpracownicy stosują analogi GLP-1, by schudnąć. Mimo że nie każdy ma ku temu wskazania – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie obesitolog lek. Anna Sankowska-Dobrowolska.
Wskazania, o których mówi ekspertka, są ściśle określone: leczenie cukrzycy typu 2 oraz powikłanej nadwagi i otyłości. Chęć zrzucenia, czasem choćby kilku "nadprogramowych" kilogramów, popycha jednak wielu do sięgania po analogi GLP-1 bez kontroli lekarza.
Objawy zatrucia dioksynami
- Boom na nie jest tak duży, że przypomina to, co niegdyś działo się z viagrą. Ten lek na receptę też zyskał ogromną sławę i używano go bez medycznej kontroli. Zawsze przestrzegam pacjentów, by nie stosowali leków GLP-1 na własną rękę. Niestety, część zamawia je przez internet, nie konsultując stosowania z lekarzem – zauważa lek. Sankowska-Dobrowolska.
- To skrajna nieodpowiedzialność. Samodzielne dawkowanie może prowadzić do licznych objawów ubocznych: nudności, wymiotów, odwodnienia, podrażnienia trzustki. Utrata apetytu może być tak duża, że spowoduje sarkopenię - postępującą utratę masy, siły i funkcji mięśni szkieletowych – przestrzega w rozmowie z WP abcZdrowie dr hab. Magda Wiśniewska, specjalistka interny, nefrologii, obesitologii, diabetologii i transplantologii.
Zagrożenia płynące z samodzielnego dawkowania analogów GLP-1 to jednak nie tylko skutki uboczne. - One nie dyskwalifikują nas z leczenia. Jeśli się pojawią, lekarz może przepisać lek, który im zaradzi, o ile oczywiście pacjent ma z lekarzem kontakt. Jest jeszcze coś: pacjenci, którzy leczą się sami, działają tak, jak wskazuje ulotka leku. Nie zawsze jest to dobre, ponieważ jeżeli pacjent nie ma apetytu, nie czuje głodu i jeszcze sobie zwiększy dawkę po miesiącu, tak jak zaleca producent, to przestanie całkowicie jeść. Wtedy redukcje są faktycznie spektakularne, np. 20 kg w dwa miesiące, ale potem taka osoba odstawia lek i ma równie spektakularny efekt jo-jo – wyjaśnia obesitolog.
- Lekarz jest po to, by kontrolować, czy pacjent je odpowiednio dużo, kłaść nacisk na ilość białka w diecie. Inaczej chory straci całą masę mięśniową. To nie leki tę masę "pożerają", tylko osoby leczące się na własną rękę zbyt szybko chudną i nie ćwiczą, więc utrata mięśni jest nieunikniona. Skuteczna redukcja masy ciała, także z zastosowaniem analogów GLP-1, musi opierać się na zmianie nawyków żywieniowych – dodaje.
Takie osoby nie są rzadkością. Lek. Sankowska-Dobrowolska rozmawiała w swoim gabinecie z licznymi pacjentami, którzy szukają ratunku po wielu samodzielnych próbach redukcji wagi. - Mówią, że stosowali lek na własną rękę, szybko schudli, odstawili lek i znów znacząco przytyli. Są wśród nich tacy, którzy… wypróbowali już wszystkie dostępne analogi GLP-1. Niektórzy zaczynają od najmocniejszych leków i najwyższych dawek, bo wyczytali w internecie, że tak najszybciej schudną… Przychodzą prosić o pomoc. Leczenie jest wtedy trudniejsze, bo występuje u nich wówczas oporność na działanie leku i musimy szybciej przechodzić na wyższe dawki – wyjaśnia obesitolog.
Mikrodawki z oszczędności
Z obserwacji obu ekspertek wynika, że pacjenci korzystający z analogów GLP-1 na własną rękę często zamiast pełnych dawek przyjmują tylko ich część. Takie mikrodawkowanie może mieć jednak opłakane skutki.
- Mam wrażenie, że to taka polska metoda rzekomej oszczędności: pacjenci samodzielnie zmniejszają sobie dawki, żeby lek starczył na dłużej. Gdy opowiadam o tym znajomym lekarzom na forach międzynarodowych, bardzo się dziwią i łapią za głowę. Dodajmy też, że lek od momentu otwarcia utrzymuje swoją aktywność maksymalnie przez 6 tygodni, więc te wszystkie pseudooszczędnościowe działania absolutnie się nie sprawdzają – zauważa dr hab. Wiśniewska.
- W ostatnich latach mieliśmy kilku pacjentów, którzy przez stosowanie leków GLP-1 na własną rękę trafiali do szpitala. Najbardziej ekstremalny przypadek to pacjentka, która zrezygnowała z kontroli lekarskiej i trafiła na SOR z powodu odwodnienia na tle masywnych wymiotów. Musiała być leczona w klinice nefrologii, ponieważ odwodnienie doprowadziło do ostrego uszkodzenia nerek – dodaje.
Lek. Sankowską-Dobrowolską takie mikrodawkowanie na własną rękę nie dziwi. Jak podkreśla, pacjenci często skarżą się na wysokie ceny terapii analogami GLP-1. - W tej chwili refundowany jest tylko jeden lek w cukrzycy typu 2 i to jedynie w 30 proc. po spełnieniu określonych kryteriów. Dla pozostałych leczenie jest bardzo kosztowne – może wynieść od 500 do nawet 2200 zł miesięcznie. Dla niektórych taka kwota jest nie do przejścia i to właśnie cena jest największym problemem związanym z lekami GLP-1 – mówi.
- Zwykle im wyższa dawka leku, tym większy koszt. Bywa, że chcę pacjentce zwiększyć dawkę, bo są ku temu wskazania, a ona prosi, by tego nie robić, bo jej na to nie stać – dodaje.
Zdarza się jednak, że lekarz sam zaleca pacjentowi stosowanie mikrodawek analogów GLP-1. Obie ekspertki wskazują na takie przypadki ze swojego gabinetu. - Miałam kilku pacjentów, którzy zredukowali wagę, choroba otyłościowa weszła w remisję, ale nie byli w stanie trwać przy modyfikacji stylu życia na tyle skutecznie, by utrzymać ten efekt. Wtedy przepisuję niskie dawki leku do stosowania przewlekle w ramach terapii podtrzymującej. Lek podaje się w mniejszej dawce lub rzadziej, np. raz na 10-14 dni. To bardzo skuteczne działanie, choć na razie pozostające w strefie off-label. Myślę, że w ciągu roku czy dwóch wejdzie do kanonu – wyjaśnia dr hab. Wiśniewska.
- Są pacjenci, tzw. hyper-responders, u których najniższe dawki wystarczają. Jeśli byśmy je zwiększyli, zupełnie przestaliby jeść – dodaje lek. Sankowska-Dobrowolska.
Szeroka skala leczenia mikrodawkami
Ciekawostką jest, że mikrodawkowanie analogów GLP-1 sprawdza się także w innych celach niż redukcja masy ciała. Pozostają one na razie poza wskazaniami rejestracyjnymi leków, jednak pacjenci zauważają znaczący wpływ terapii na rozmaite aspekty zdrowia.
- Takie leki wykazują działanie prewencyjne w przypadku rozwoju chorób sercowo-naczyniowych u pacjentów z chorobą otyłościową – w przyszłości będą więc mogły też być stosowane u pozostałych osób. Mamy też doniesienia, że pomagają w chorobach otępiennych, neurodegeneracyjnych, a także różnego rodzaju uzależnieniach, ponieważ wpływają na ośrodek nagrody w ośrodkowym układzie nerwowym – wylicza dr hab. Wiśniewska.
- Wczoraj był u mnie pacjent, który powiedział, że chudnie dzięki lekom GLP-1, a dodatkowo odstawił alkohol, bo przestał go potrzebować. Jak wyjaśniał, nie ma na niego ochoty, a nawet jak się napije, nie czuje już tej "radości" związanej z piciem, jak wcześniej – dodaje.
Przewlekłe stosowanie mikrodawek leku pomaga także pacjentkom w okresie menopauzy, zmniejszając m.in. uderzenia gorąca, a także z insulinoopornością.
- Kobiety z insulinoopornością, które mają zespół politycznych jajników, często mierzą się z nadwagą lub otyłością. Po redukcji masy ciała, jeśli zeszlibyśmy z mikrodawek, insulinooporność spowodowałaby ponowny przyrost masy ciała. Zresztą takie niskie dawki leku pomagają także m.in. na koncentrację, zmniejszają tzw. mgłę mózgową, która może towarzyszyć insulinooporności – wyjaśnia lek. Sankowska-Dobrowolska.
- W mikrodawkowaniu chodzi głównie o przeciwzapalne działanie analogów GLP-1. Sprawdzają się więc w chorobach zapalnych, nawet jeśli to zapalenie jest o niskim stopniu nasilenia. Przykładowo pomagają na trądzik różowaty czy lipodemię (potocznie nazywaną chorobą grubych nóg), czyli obrzęk tłuszczowy, który charakteryzuje się bolesnym nagromadzeniem tłuszczu najczęściej na nogach. Inny przykład to choroby reumatyczne: zdarza się, że pacjentki zauważają, że przestają je boleć stawy albo rano nie są już tak sztywne – dodaje.
Ekspertka dodaje, że w USA wskazania leków GLP-1 już są rozszerzane m.in. o bezdech senny czy stłuszczenie wątroby. - Początkowo leki GLP-1 były stosowane tylko do leczenia cukrzycy typu 2, ale w badaniach klinicznych zauważono, że powodują też redukcję masy ciała i wskazanie do leczenia zostało rozszerzone – podnosi lek. Sankowska-Dobrowolska.
- Myślę, że wskazania rejestrowe na analogii GLP-1 znacząco się rozszerzą w ciągu najbliższych pięciu lat – dodaje dr hab. Wiśniewska.
Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.