Trwa ładowanie...

Lekarze POZ nie są gotowi na wykonywanie testów antygenowych i służbę w szpitalach covidowych. "To pogłębi chaos, który już jest"

Nawał pacjentów, biurokracja, braki kadrowe i strach - tak wygląda praca lekarza POZ w dobie pandemii. - Człowiek uczciwy jak dokłada komuś obowiązków, to mu zwiększa wynagrodzenie lub daje osobę do pomocy. U nas nagrodą jest szybsze pójście do więzienia w ramach tarczy 4.0. Zwiększyć wynagrodzenia się nie da, a wsadzić do więzienia się da. Kto chce dziś pracować w takich warunkach? - pyta dr Maciej Pawłowski.

Zobacz film: "Koronawirus w Polsce. Resort zdrowia rozważa wprowadzenie testów antygenowych do POZów. Adam Niedzielski komentuje"

1. Pacjentów ciągle przybywa. Teleporady nie spełniły zadania

Jeden lekarz podczas 8 godzin swojej pracy przyjmuje średnio 40 pacjentów. To daje 5 pacjentów na godzinę, czyli średnio po 12 minut na telewizytę, nie licząc przerw i czasu poświęcanego na wypełnianie papierologii – co zresztą również jest jednym z powodów ograniczonej sprawności placówek POZ.

- W POZ zawsze było sporo pracy, niestety ta jesień jest bardzo trudna, z uwagi na przesunięcie ciężaru diagnostyki i leczenia zakażeń SARS-CoV-2 na poziom POZ. Przez to oczywiście konsultacji jest dużo więcej, jest więcej zachorowań wśród personelu POZ (co powoduje braki w grafiku). Poza tym trzeba regulować godziny wizyt pacjentów infekcyjnych i nieinfekcyjnych, szukać izolatek, co codziennie powoduje ogromne wyzwania organizacyjne – mówi dr n. med. Maciej Pawłowski, pediatra i lekarz rodzinny, który na co dzień pracuje w jednej z łódzkich przychodni.

- Patrząc na codzienną liczbę zarejestrowanych, nie wyrobilibyśmy, przyjmując mniej pacjentów. Ten problem jest powszechny wśród lekarzy POZ, a wiem, że wielu z nich przyjmuje jeszcze więcej pacjentów - np. 80 dziennie – tłumaczy dr Anna, rezydentka pracująca w przychodni w województwie podlaskim.

Przeciążeni lekarze to niejedyny problem.

- Utrudniona jest również diagnostyka, ponieważ pacjenci często nie informują nas o swoim faktycznym stanie zdrowia, nie opisują dokładnie objawów. Takie sytuacje zdarzają się nagminnie, a lekarze mają wtedy poważny problem. Myślę, że w dużej mierze to efekt nieprzygotowania społeczeństwa do korzystania z teleporad – dodaje.

2. Jak "odfiltrować" pacjentów?

Lekarka zaznacza, że w POZ-ach brakuje też systemu, który pozwoliłby "filtrować" – najlepiej na etapie rejestracji – pacjentów. Chodzi o to, aby do lekarza kierować pierwszorzędnie osoby z poważnymi objawami, które potrzebują pilnej konsultacji.

- Wciąż zgłasza się do nas wielu pacjentów z problemami, które nie wymagają porady lekarskiej. Wystarczyłaby wstępna rozmowa z pielęgniarką, aby udrożnić wąskie gardło, jakim są dziś teleporady – dodaje lekarka.

Należy zaznaczyć, że większość przychodni działa w modelu hybrydowym i przyjmuje pacjentów na zasadzie teleporady, jednak możliwe są wizyty w przychodni. Lekarze szacują, że ok. 60 - 70 proc. konsultacji można zrobić zdalnie.

- Często wizytę osobistą umawia się, kiedy po teleporadzie nie ma poprawy - tłumaczy dr Pawłowski.

- Pacjenci pomimo propozycji wizyty osobistej, bardzo często nie chcą z niej korzystać. Szczególnie osoby starsze, którym obecnie towarzyszy duży lęk związany z wyjściem z domu – komentuje pani Anna.

3. Wizyty domowe to poważne wyzwanie organizacyjne

Oprócz teleporad i osobistych wizyt pacjentów w placówkach POZ, lekarze jeżdżą również na wizyty domowe. Jak zaznaczają, w dobie pandemii to ogromne wyzwanie organizacyjne.

- Na takie wizyty lekarze często jeżdżą własnym samochodem, ale ten fakt nikogo nie interesuje. Nikt nie dba o to, czy powinniśmy mieć zwrócone za to pieniądze. Często przebieramy się w odzież ochronną przed domem chorego, bo nie mamy gdzie. Czy tak wyglądają bezpieczne warunki pracy medyka z chorą osobą? – pyta pani Anna.

4. "Delegowanie lekarzy POZ do szpitali tymczasowych to absurd"

Lekarze POZ krytycznie odnoszą się również do kwestii delegowania ich na oddziały covidowe i do szpitali tymczasowych. Twierdzą, że wielu medyków nie jest przygotowanych do pracy w takich warunkach, ponieważ na co dzień pracują w zupełnie innym środowisku.

- Delegowanie lekarzy POZ do szpitali tymczasowych to kolejny absurd. Z założenia POZ jest leczeniem pozaszpitalnym. Nie widzę sensu w takich działaniach. Można ginekologa kierować na oddział okulistyczny, tylko po co? – komentuje dr Pawłowski.

- Znam takie przypadki, gdzie kieruje się lekarzy POZ do szpitali bardzo daleko ich miejsca zamieszkania i nierzadko wstrzymuje się proces rozpoczęcia specjalizacji – dodaje.

Z kolei pani Anna dodaje, że wielu lekarzy rezygnuje z krytykowania poczynań władzy w mediach - jak ona sama - w obawie przed tym, że w ramach konsekwencji zostaną powołani do służby na oddziałach covidowych.

- Cały czas się tego obawiamy, słysząc historie lekarzy, którzy skrytykowali władzę, a następnie zostali usunięci ze stanowisk. Boję się podawać imienia i nazwiska, ponieważ nie wiadomo, czy nie zostanę przez to oddelegowana na oddział covidowy, co najgorsze - daleko od miejsca zamieszkania. To może wydawać się absurdalne, ale nasze obawy naprawdę nie są wyssane z palca, a z tego, czego dowiadujemy się od kolegów po fachu – mówi pani Anna.

5. Brakuje młodych rąk do pracy. Lekarzy obawiają się kolejnych nieprzemyślanych posunięć rządu

Nasi rozmówcy jednogłośnie twierdzą, że najbardziej potrzebujemy dodatkowych rąk do pracy. Nie tylko lekarze są na wagę złota, ale również pielęgniarki i rejestratorki. Ich zdaniem z lekarzy powinien zostać zdjęty przymus wypełniania rosnącej liczby dokumentów. Lekarze podają rozwiązania, ale jednocześnie wyrażają pesymizm co do ich wdrożenia przez resort zdrowia. Nie wierzą, że rządzący nagle obudzą się i zmienią taktykę działania na bardziej odciążającą personel POZ-ów.

- Obserwujemy, że kadra lekarska jest coraz starsza. Większość lekarzy jest w wieku emerytalnym i nie są w stanie brać na siebie tyle obowiązków, ile się ich od nas oczekuje. Zwyczajnie nie mają takich mocy przerobowych. Potrzebne jest wsparcie młodych medyków – mówi pani Anna.

- Najbardziej obawiam się kolejnych nieprzemyślanych pomysłów ze strony Ministerstwa Zdrowia i rządu, które nałożą na POZ-y dodatkowe obowiązki jednocześnie przy braku zwiększenia finansowania i personelu - mówi dr Pawłowski.

- Człowiek uczciwy jak dokłada komuś obowiązków, to mu zwiększa wynagrodzenie lub daje osobę do pomocy. U nas nagrodą jest szybsze pójście do więzienia w ramach tarczy 4.0. Ustawa "covidowa", mimo podpisu prezydenta, nie może doczekać się publikacji. Zwiększyć wynagrodzenia się nie da, a wsadzić do więzienia się da. Kto chce dziś pracować w takich warunkach? – pyta lekarz.

6. Papierologii i dodatkowych obowiązków coraz więcej. Czas dla pacjenta umyka

Lekarze POZ wielokrotnie – szczególnie w dobie pandemii – sygnalizują problem przytłaczającej biurokracji, która zabiera czas przeznaczony na leczenie pacjentów. Okazuje się, że z miesiąca na miesiąc jej przybywa. Medycy wypełniają dokumenty nierzadko "po godzinach".

- Papierologii jest coraz więcej. Wszystko trzeba dokładnie opisać, bo pacjentów roszczeniowych jest dużo. Niektórzy czyhają tylko na błąd, aby móc go zgłosić komuś "z góry". Przysłowie mówi, że dokumentacja medyczna pisana jest nie dla pacjenta, a dla prokuratora. Np. badanie fizykalne pacjenta opisujemy, uwzględniając każdy szczegół, a to żmudna i czasochłonna praca - twierdzi dr Pawłowski.

Inną czynnością codziennie wykonywaną przez lekarzy POZ, która również zabiera im czas przeznaczony na konsultację z pacjentem i o której rzadko się mówi, jest określanie stopnia refundacji leków. W praktyce wygląda to następująco: lekarz za każdym razem przed wystawieniem recepty musi sprawdzać w systemie stopień refundacji leku. Jeśli lekarz się pomyli, będzie musiał zapłacić za lek z własnej kieszeni. Do tego zazwyczaj doliczana jest kara i odsetki.

- Dlaczego lekarz ma się tym zajmować i tracić czas, kto ma mieć lek na "R", kto na 30 proc. lub na 100 proc.? To nie jest czynność medyczna – pyta dr Pawłowski.

7. POZ-y nieprzygotowane na testy antygenowe. "Nie ma do tego ludzi"

Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział wprowadzenie do POZ-ów testów antygenowych, które będą zlecane i wykonywane pacjentom na miejscu. Na razie niewiele jednak wiadomo o organizacji systemu testowania w placówkach medycznych pierwszego kontaktu. Jak oceniają ten pomysł lekarze POZ?

- Nie widzę sensu przeprowadzania testów antygenowych w POZ-ach. Powinny być one dostępne w laboratoriach i punktach drive thru, ewentualnie w warunkach szpitalnych, gdzie pacjent w cięższym stanie musi otrzymać pilniej pomoc. Zamiast wprowadzać je do placówek pierwszego kontaktu, MZ powinno zwiększyć liczbę wymazów PCR. W POZ-ach obecnie nie wiadomo, w co ręce włożyć. Pytam więc: kto będzie tych pacjentów zapraszał do środka i testował? Kto będzie to wprowadzał do systemu? Nie ma do tego ludzi. Ja nie zamierzam tego robić, bo nie mam kiedy – komentuje dr Pawłowski.

Ekspert przewiduje, że jeśli POZ-y zostaną zmuszone do wykonywania testów antygenowych, pojawią się nowe dokumenty do wypełniania.

- Wraz z testami antygenowymi pojawi się wiele nowych papierów do wypełnienia. Zastanawiam się, kiedy będziemy to robić, skoro już teraz ledwo wyrabiamy z wypełnianiem sterty dokumentów - komentuje lekarz.

Polecane dla Ciebie

Pomocni lekarze

Szukaj innego lekarza

Komentarze

Wysyłając opinię akceptujesz regulamin zamieszczania opinii w serwisie. Grupa Wirtualna Polska Media SA z siedzibą w Warszawie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.