Lekarz nielegalnie skopiował dane pacjentów, samorząd go promuje. "To błąd"
Na udział dr. Łukasza P. w medycznej konferencji zareagowała po naszym artykule lekarka i jedna z panelistek. - Zapraszanie eksperta, który może być świetny merytorycznie, ale ma niejasną sytuację prawną, odciąga uwagę od ważnego społecznie tematu i może mieć wpływ na szerszą ocenę środowiska lekarskiego, a i tak mierzymy się z kryzysem zaufania - mówi nam dr n. med. Aleksandra Krasowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
We wtorek pisaliśmy o konferencji, którą z myślą o zdrowiu Polek zorganizowała Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie. Wydarzenie miało być "ważnym głosem w debacie o zdrowiu publicznym", a wśród panelistów, którzy rozmawiali o różnych aspektach profilaktyki, znalazły się znane nazwiska m.in. z resortu zdrowia, warszawskiego ratusza, lekarzy z Narodowego Instytutu Onkologii czy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, a także biznesu i mediów.
W tym gronie pojawił się też znany ekspert ds. profilaktyki oraz leczenia problemów żylnych, który prowadzi własną praktykę, działa aktywnie w mediach społecznościowych, a obecnie jest także kierownikiem Zakładu Diagnostyki Radiologicznej i Obrazowej Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.
Chodzi o Łukasza P., o którym pisaliśmy w lipcu ubiegłego roku (lekarz zgodził się na publikację zdjęcia, ale nie na podanie pełnego nazwiska). Sąd uznał, że lekarz nielegalnie kopiował dane pacjentów. Mimo to wystąpił w roli eksperta na konferencji zorganizowanej przez ten sam samorząd lekarski, do którego trafiło zawiadomienie w jego sprawie.
Sprawa budzi wątpliwości etyczne i jest kontrowersyjna, co w rozmowie z nami przyznał prawnik, który zajmuje się m.in. sprawami dotyczącymi etyki zawodowej i samorządu zawodowego.
Podobne zdanie ma też jedna z ekspertek - dr n. med. Aleksandra Krasowska, psychiatra i seksuolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która wzięła udział w tym samym panelu, co dr P. Na naszą publikację zareagowała jednoznacznie, publikując po konferencji wpis na ten temat.
"No proszę... byłam na panelu, otwarcie mówiłam, co sądzę o pewnych wypowiedziach panelistów. Nie wiedziałam jednak, że wśród ekspertów znalazł się ktoś naprawdę sławny. Efekt? Dobrą dyskusję przykryją wątpliwości co do tego lekarza i jego postawy. Szkoda." - napisała ironicznie lekarka, dodając link do naszego artykułu.
Pod postem pojawił się komentarz dr P., który zarzucił brak dokładnej wiedzy na temat jego sprawy (został już usunięty). "Panie profesorze, dziękuję za lekcję etyki. Proponuję złożyć na mnie skargę do pionu odpowiedzialności zawodowej. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę, że lekarzom nie wolno łamać prawa, nawet jeśli im się to prawo nie podoba" - odpowiedziała mu dr Krasowska.
- Jeśli wobec lekarza toczą się postępowania, a wcześniej zapadły wyroki, najlepszym rozwiązaniem jest poczekanie na ich finał. Nie chodzi o eliminowanie kogokolwiek z publicznych aktywności, czy piętnowanie, ale o uczciwe rozliczenie - nie stawiamy przecież tezy o winie. Zapraszanie eksperta, który może być świetny merytorycznie, ale ma niejasną sytuację prawną, jest błędem, który przede wszystkim szkodzi sprawie. Odciąga uwagę od meritum - ważnego medycznie i społecznie tematu konferencji - ocenia w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Aleksandra Krasowska.
- Nie znałam wcześniej tej sprawy i jako panelista dowiaduję się o niej z mediów, co jest dla mnie niekomfortowe i zaskakujące. Mówię to także jako lekarz, bo takie wydarzenia mogą mieć wpływ na szerszą ocenę środowiska lekarskiego, a i tak mierzymy się teraz z kryzysem zaufania - zaznacza lekarka.
- W interesie naszego środowiska jest czujność, również w takich sytuacjach, unikanie aury wątpliwości, czy zarzutów o "zamiatanie" pod dywan spraw, które dzieją się wewnątrz naszego środowiska. Tym bardziej że przekaz konferencji miał dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, potencjalnych pacjentów. W sytuacji, kiedy pojawia się seria niewygodnych pytań, ten przekaz jest zaburzony - dodaje dr Krasowska. I zwraca też uwagę na osobny problem - zbyt długiego rozpatrywania spraw przez piony odpowiedzialności zawodowej w izbach lekarskich.
Kontaktowaliśmy się też z innymi panelistami, ale nie chcieli komentować sprawy.
Ekspert z zarzutami
Jak według sądu działał dr P.? Zanim otworzył własny gabinet, leczył w Centrum Flebologii w Warszawie i miał wówczas skopiować dane 11 tys. pacjentów, nawet tych, których nigdy nie przyjmował. Po odejściu z tej placówki wysyłał setki SMS-ów, w których, podając się za lekarza prowadzącego, informował o nowym miejscu pracy.
Zobacz także: Lekarz Łukasz P. skopiował bazę pacjentów z poufnymi danymi. "Nie zgadzam się z wyrokiem".
W procesie cywilnym zapadło prawomocne rozstrzygnięcie, a sąd uznał, że lekarz nie działał dla dobra chorych - choć tak się tłumaczył - a jedynie we własnym interesie. Łukasz P. odpowiada też w procesie karnym, postępowanie trwa. Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie do pionu odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Lekarz został też zawieszony w obowiązkach członka Rady Ekspertów NIL do czasu zakończenia postępowania. Na "poważne zastrzeżenia" wskazywał również Rzecznik Praw Pacjenta.
Jak to się ma do udziału dr. P. w konferencji? - Został zaproszony ze względu na swoją wiedzę i kompetencje w obszarze komunikacji z pacjentem. Jednocześnie nie posiadam informacji o toczącym się wobec niego postępowaniu przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej - jest to niezależny i niezawisły organ. Jeśli członek naszej Izby zostałby skazany wyrokiem Sądu Lekarskiego, nie powinien brać udziału w takich wydarzeniach - komentował w rozmowie z WP abcZdrowie dr n. med. Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.
Twierdził, że nie wiedział o zawiadomieniu złożonym przez NIL "bo pion odpowiedzialności zawodowej to niezależny organ prowadzący w Warszawie ponad 500 postępowań rocznie". Nie zaprzeczył, że zna dr. P. prywatnie, ale od razu zastrzegł, że nie miało to wpływu na jego decyzje, bo "decyzje instytucjonalne, podejmowane wyłącznie w oparciu o kryteria merytoryczne". Zaznaczył, że jako prezes największej w Polsce izby lekarskiej zna setki lekarzy, "co wynika z podejścia do pełnienia funkcji - zakładającego kontakt z członkami samorządu".
Sam dr P. powiedział nam we wtorek, że nie zgadza się z wyrokiem sądu. - Jako lekarz muszę bronić interesu pacjentów, ich zdrowia i życia niezależnie od wszystkiego. To jest dla mnie nadrzędna rzecz. Jeśli sąd uważa, że to jest złe, to już decyzja sądu - zaznaczył.
Sprawa jego udziału w konferencji budzi jednak kontrowersje. - Udział dr. P. w wydarzeniu organizowanym przez samorząd lekarski z prawnego punktu widzenia nie budzi zastrzeżeń. Obowiązuje przecież zasada domniemania niewinności, więc zakładamy, że do momentu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy karnej lekarz jest niewinny. Nie ma też odebranego prawa wykonywania zawodu. Jednak z etycznego punktu widzenia i wizerunkowo jest to mocno kontrowersyjne - ocenił w rozmowie z WP abcZdrowie dr hab. n. praw. Radosław Tymiński, adwokat, który zajmuje się m.in. sprawami dotyczącymi etyki zawodowej i samorządu zawodowego.
- Może być to odczytywane jako sygnał, że ten lekarz cieszy się wyjątkowym zaufaniem władz samorządu, mimo że ciążą na nim zarzuty, więc jego przyszły status jest niepewny - zauważył prawnik.
- Odsunięcie lekarza od udziału w takich wydarzeniach nie byłoby przesądzeniem o jego winie, ale pokazaniem, że sami chcemy być poza podejrzeniem. W takich sytuacjach należałoby ostrożnie dobierać panelistów i zapraszać ludzi, którzy mają "czystą" sytuację, a kontrowersje wynikają ewentualnie z ich poglądów, a nie z ciążących na nich zarzutów - zaznaczył adwokat.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła: WP abcZdrowie, Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.