Pojechał leczyć kręgosłup, amputowano mu nogę. "Tu jest wszędzie ropa w środku"
Miał być turnus rehabilitacyjny, który pomoże panu Dariuszowi z Warszawy po problemach z kręgosłupem i pozwoli mu spędzić czas wśród ludzi. Zamiast tego 69-latek wrócił z Buska-Zdroju z ranami na nodze i opatrunkiem, którego przez kolejne cztery doby nikt nie zdjął. Gdy wreszcie odsłonięto skórę, lekarze mówili o martwicy i zagrożeniu sepsą. Finał był druzgocący: amputacja nogi.
W tym artykule:
Problemy z nogą
Dariusz Sierański od lat choruje na serce, ma wszczepiony kardiowerter i problemy naczyniowe. Na początku grudnia pojechał na trzytygodniowy turnus do sanatorium w Busku-Zdroju. Po kilku dniach zabiegów poczuł, że dzieje się coś złego. - Po pięciu chyba dniach zaczęła mnie boleć noga i pojawiła się gorączka – relacjononuje.
W sanatorium jego stan się pogorszył: wysoka temperatura, a na nodze bąble jak po oparzeniu. Trafił do miejscowego szpitala, gdzie – jak opowiada – rany były głównie bandażowane, a on dostawał leki przeciwbólowe. - I nic z tym nie robili, tylko zawinęli i te bąble po paru dniach zaczęły pękać. Cały czas je zawijali, przeciwbólowe mi dawali, siedziałem tam dwa tygodnie – mówi.
- W dodatku mam chorą lewą nogę, a doktor w wypisie napisał, że to prawa – zauważa.
Sprawdziliśmy warszawskie SOR-y
Wizyta nie doszła do skutku, a ratownik odmówił zabrania pacjenta do szpitala
30 grudnia mężczyzna dotarł do Warszawy własnym transportem. Od razu skontaktował się z przychodnią. Lekarz POZ pojawił się dopiero w sylwestra wieczorem. Według znajomej pana Dariusza, Marzeny Cegiełki, lekarz nie obejrzał rany i nie zdjął opatrunku.
- Doktor przyszedł około 20:00. Nie zdejmując bandaża z nogi, powiedział, że dobrze, wypisze skierowanie do szpitala i zleci przyjście pielęgniarki. I na tym się skończyła wizyta – relacjononuje.
W planach była wizyta pielęgniarska 2 stycznia. Nie doszła do skutku, bo – jak twierdzi Cegiełka – "pan doktor zapomniał wrzucić ją w system, wysłać zlecenie, więc pielęgniarka nie wiedziała o tym, że ma przyjść". Mijała czwarta doba od powrotu ze szpitala i założenia opatrunku, gdy po południu stało się jasne, że nikt nie przyjedzie. Lekarz wypisał skierowanie do szpitala i wezwał pogotowie. Na miejscu była ekipa programu "Interwencja".
Ratownik stwierdził, że pacjenta nie zabiorą, "bo to jest nieuzasadnione wezwanie". Wyjaśniał: "My przyjechaliśmy, lekarz wezwał do krwawienia. Tutaj nie ma krwawienia, tutaj wymagana jest zmiana opatrunku tylko". Kiedy reporter "Interwencji" zwrócił uwagę na ropienie, usłyszał odpowiedź, że "to nadal nie jest stan zagrożenia życia". Pan Dariusz relacjonował później, że ratownicy mówili, iż nie mają opatrunków do takiej rany i że "to jest dla pielęgniarki robota".
"Tu jest wszędzie ropa w środku"
- Nie wiadomo, co jest pod bandażem, ponieważ to nie jest opatrywane od czterech dni. To idzie w złym kierunku – podkreślała Cegiełka. Pielęgniarz przyszedł dopiero po 20:00 i jako pierwszy od kilku dni obejrzał rany. Wezwał lekarza z rejonu, a ten wystawił skierowanie do szpitala, "na cito", drugie tego dnia.
- Tu jest wszędzie ropa w środku. Jak pan się tym zarazi, pan może mieć sepsę i umrzeć na to – mówił lekarz z nocnej pomocy, dodając też o martwicy i podkreślając, że zwłoka może skończyć się tragicznie.
Konieczna amputacja nogi
W nocy w szpitalu pan Dariusz usłyszał diagnozę: amputacja nogi. Sprawą zajęło się Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, które chce prześledzić kolejne etapy leczenia – od pobytu w uzdrowisku, przez decyzje w szpitalu w Busku-Zdroju, po działania POZ oraz zespołu ratownictwa.
- Wszystko zaczęło się od uzdrowiska w Busku-Zdroju. Chcemy sprawdzić, czy pacjent został odpowiednio zakwalifikowany i czy te wszystkie zabiegi, które odbywał, były właściwe z uwagi na jego stan chorobowy – przekazała Urszula Rygowska-Nastulak z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.
Sanatorium w oświadczeniu zapewniło, że "Nie ma możliwości zaordynowania pacjentowi zabiegów nieadekwatnych do jego stanu zdrowia i posiadanych schorzeń. Sanatorium każdorazowo analizuje przebieg leczenia uzdrowiskowego w sytuacjach wymagających wyjaśnienia". Rzecznik chce jednak wyjaśnić także to, dlaczego szpital zdecydował o wypisie oraz dlaczego nie zorganizowano transportu do placówki, w której pacjent miałby szybszy dostęp do odpowiedniego leczenia.
Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródło: polsatnews.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.