Rak zajął jelita, płuca. Pierwszy objaw był widoczny, ale źle go odczytano
Spencer Laird, mąż i ojciec, mając 30 lat, dowiedział się, że ma raka jelita grubego. Kiedy już wydawało się, że leczenie przyniosło pozytywne skutki, okazało się, że choroba wróciła razem z przerzutami. Mężczyzna zdecydował się na immunoterapię. Efekty leczenia zaskoczyły wszystkich, również lekarzy.
Zaczęło się od krwi w stolcu
Spencer Laird, mechanik ze Stanów Zjednoczonych, po raz pierwszy zauważył niepokojący objaw, krew w stolcu, już w wieku 25 lat. Początkowo lekarze podejrzewali u niego hemoroidy. Dopiero po półtora roku wykonano kolonoskopię, która wykazała raka jelita grubego.
Mężczyzna przeszedł operację usunięcia fragmentu okrężnicy. Po leczeniu wszystko wskazywało na to, że chorobę udało się opanować. Mężczyzna normalnie funkcjonował, pracował i spędzał czas z rodziną - żoną i małą córeczką.
Dodatkowe badania ujawniły diagnozę
Przełom nastąpił podczas wizyty kontrolnej w grudniu 2024 roku. Choć wcześniejsze badania nie wskazywały na nic niepokojącego, żona Spencera zauważyła, że mąż jest coraz bardziej senny i wyraźnie osłabiony. Nalegała więc, by lekarze przebadali mężczyznę dokładniej.
– Sprawdzili już wszystko i powiedzieli: "Wszystko wygląda dobrze". A ona powiedziała: "Nie, on ostatnio bardzo dużo śpi, często jest zmęczony". To ona powiedziała lekarzowi, że chce, żebym miał wykonane badanie całego ciała – wspominał Laird.
Sam niczego nie przeczuwał, czuł się dobrze. Wyniki dodatkowych badań okazały się jednak druzgocące — rak wrócił i zdążył dać przerzuty. W płucach wykryto 13 guzów, a jeden z nich był wielkości piłeczki golfowej. Lekarze ocenili, że sytuacja jest bardzo poważna.
– Tysiące myśli przeszło mi przez głowę – powiedział Laird. – Pomyślałem tylko: mam 30 lat. Mam żonę. Mam 5-letnią córeczkę. To był po prostu szok.
Zobacz także: Rak jelita grubego coraz częstszy u młodszych osób. Lekarz radzi, jak się przed nim chronić
Zamiast chemioterapii badanie kliniczne
U Spencera rozpoznano stabilnego mikrosatelitarnie raka jelita grubego, czyli typ nowotworu, który zwykle leczy się chemioterapią i radioterapią. Mężczyzna nie ukrywał jednak, że nie chciał rozpoczynać chemioterapii. Obawiał się zarówno działań niepożądanych, jak i tego, jak leczenie wpłynie na jego codzienne funkcjonowanie.
Żona zaczęła szukać innych możliwości. Zgłaszała męża do kolejnych badań klinicznych, licząc, że uda się znaleźć alternatywę dla standardowego leczenia.
– Przez całe dnie nie spałam i tylko patrzyłam na jego wyniki badań obrazowych – powiedziała CarleyAnn. – To wynikało wyłącznie z tego, że nie chciałam stracić męża i nie chciałam musieć tłumaczyć tego mojej 5-letniej córce.
Ostatecznie Spencer zakwalifikował się do badania prowadzonego na Duke University. Zespół pod kierownictwem dr. Nicholasa DeVito sprawdzał, jak działa immunoterapia zastosowana już na początku leczenia u pacjentów z tym typem raka — jeszcze przed wdrożeniem chemioterapii.
Dotąd immunoterapię stosowano zwykle dopiero wtedy, gdy wcześniejsze metody leczenia zawiodły. To badanie miało pokazać, czy podanie jej wcześniej może przynieść lepszy efekt.
– Nie lubię mówić, że nie ma już nic do stracenia, ale chyba tylko tak da się to ująć – powiedział Laird. – Kiedy dostajesz taką diagnozę, to czemu nie spróbować czegoś, o czym nic wcześniej nie wiedziałeś?
Guzy zaczęły się gwałtownie zmniejszać
Spencer został jednym z 15 pacjentów włączonych do badania. Co dwa tygodnie otrzymywał wlew immunoterapii, a co kilka tygodni wykonywano badania obrazowe, by ocenić, jak reaguje organizm.
Efekty okazały się zaskakująco dobre. Jak relacjonował dr DeVito, guzy zaczęły wręcz "się rozpływać". Ich liczba spadła z 13 do trzech, a największa zmiana zmniejszyła się do zaledwie 0,6 milimetra.
– To cud. Naprawdę cud od Boga – powiedział Laird. – Kiedy patrzę, od czego to się zaczęło i gdzie jestem teraz, to po prostu niewiarygodne.
Na początku leczenia pojawiły się skutki uboczne, m.in. wysypka, bóle głowy, nudności i zawroty głowy. Z czasem jednak objawy ustąpiły. Jak wspomina jego żona, później leczenie przebiegało już znacznie spokojniej.
Lekarze mówią o przełomie, ale potrzebne są dalsze badania
Specjaliści zaznaczają, że choć ten przypadek daje dużą nadzieję, nie oznacza jeszcze zmiany standardów leczenia. Konieczne są kolejne badania, które pozwolą ustalić, którzy pacjenci mogą najlepiej odpowiadać na taką terapię i w jakim momencie warto ją wdrażać.
Dr DeVito przyznał jednak, że przebieg leczenia Spencera wykracza poza dotychczasowe przewidywania.
– W skrócie: była to diagnoza, która najpewniej skróciłaby jego życie do maksymalnie pięciu lat, i to w najlepszym przypadku – powiedział DeVito. – A teraz zastanawiamy się: "Czy on jest wyleczony? Jak długo potrwa ta remisja? Czy jest trwała? Jak to się dzieje, że nowotwór nie wraca?" Wchodzimy naprawdę na nieznane terytorium.
Również inni eksperci podkreślają, że badanie może otworzyć drogę do nowych opcji leczenia, zwłaszcza dla pacjentów, którzy nie chcą od razu rozpoczynać chemioterapii.
"To nauczyło mnie po prostu żyć"
Choć Spencer Laird nie usłyszał jeszcze, że jest całkowicie wolny od nowotworu, jego choroba nie jest już określana jako terminalna. Nadal co dwa tygodnie zgłasza się na kolejne wlewy i pozostaje pod stałą opieką lekarzy.
Jak przyznaje, doświadczenie choroby całkowicie zmieniło jego sposób patrzenia na codzienność. – To naprawdę nauczyło mnie po prostu żyć – powiedział Laird. – Nie ma sensu siedzieć bezczynnie. Jeśli dobry Bóg budzi cię każdego dnia i masz jeszcze oddech w płucach, po prostu idź i coś rób.
Choroba również młodych
Rak jelita grubego przez lata był uznawany za chorobę, która pojawia się głównie u osób starszych. Dziś lekarze coraz częściej rozpoznają go u pacjentów przed 50. rokiem życia.
– Wzrost liczby przypadków raka jelita grubego u młodszych osób to coś, co zdecydowanie obserwujemy w naszych gabinetach – mówi DeVito. – Często zgłaszają się już z chorobą w bardziej zaawansowanym stadium. Może to częściowo wynikać z biologii nowotworu, ale także z tego, że są młodzi, zapracowani, a ich objawy bywają ignorowane.
Sytuacja w Polsce
Jak podaje serwis Onkologia.gov, w ciągu ostatnich dwóch dekad w Polsce każdego roku rozpoznawano średnio 16,8 tys. nowych przypadków raka jelita grubego. Dane pokazują też, że skala problemu systematycznie rośnie — o ile na początku XXI wieku notowano 11,5 tys. zachorowań rocznie, to w 2022 roku było ich już 18,8 tys.
Wiek pozostaje jednym z najważniejszych czynników ryzyka raka jelita grubego - informuje Onkologia. Choroba najczęściej dotyczy osób starszych — aż 80 proc. przypadków rozpoznaje się u pacjentów po 60. roku życia, a niemal 95 proc. zachorowań dotyczy osób po 49. roku życia.
Nie oznacza to jednak, że nowotwór omija młodszych. Choć u osób przed 40. rokiem życia rozpoznaje się go stosunkowo rzadko, w ostatnich latach w tej grupie odnotowano 15 proc. wzrost zachorowań. Szczególny niepokój budzi rosnąca liczba młodych mężczyzn, u których chorobę wykrywa się dopiero w zaawansowanym stadium. Może to wynikać z tego, że początkowe objawy bywają leczone jedynie doraźnie, a wizyta u lekarza następuje zbyt późno.
Magdalena Pietras, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła:
- CBS,
- Onkologia.gov.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.