Rozporządzenie, o którym zapewne 99 procent rodziców nie miało pojęcia, zaczęło być przygotowywane oficjalnie w czerwcu ubiegłego roku, a nieoficjalnie być może jeszcze wcześniej. Jak bowiem chwali się organizacja Green Rev Institute, założona przez siostry Sylwię i Annę Spurek, projekt nowego przepisu to NGO miało dostarczyć do MZ jeszcze w 2024 roku.
Tu pojawia się ważne pytanie: dlaczego – przynajmniej jeśli wierzyć Green Rev – organizacja pozarządowa, kierowana przez osoby o skrajnych poglądach, kontestujące w radykalny sposób jedzenie mięsa, zyskała tak ogromny wpływ na kształt rozporządzenia, które ma znaczenie dla zdrowia potencjalnie prawie 5 milionów polskich przedszkolaków i uczniów?
Ten wpływ wydaje się oczywisty, gdy przeczytamy rozporządzenie. Nie wdając się w szczegóły – każdy może łatwo ten akt prawny znaleźć – ogromny nacisk położono na ograniczenie spożycia mięsa i wprowadzenie do menu roślin strączkowych, będących dla ideologicznych wegan czymś w rodzaju św. Graala.
Rozporządzenie ustanawia też jedynie dwa posiłki mięsne w tygodniu. Tu sprawa jest szczególnie ciekawa, bo inaczej niż w przypadku pozostałych wymienianych w akcie typów produktów, w tym wypadku nie ma sformułowania "co najmniej". Stąd mięso ma być podawane nie "co najmniej dwa razy w tygodniu", ale jedynie dwa razy w tygodniu.
Podstawą rewolucji żywieniowej w przedszkolach i szkołach jest dieta planetarna, opracowana w 2019 r. przez Komisję EAT-Lancet. To gremium, podłączone do Eat Foundation powołanej w 2016 r., było przez cały okres swojego istnienia finansowane przez fundacje, które za główny cel stawiają sobie ustanowienie nowego globalnego reżimu żywieniowego, podkreślając jednocześnie znaczenie "obrony planety" przed rzekomo nadmiernym wykorzystywaniem przez człowieka, również do produkcji żywności, o czym informują całkiem otwarcie. To podmioty takie jak Wellcome Trust, Stordalen Foundation czy Novo Nordisk Fonden.
To tło rozporządzenia MZ jest ważne, bo pokazuje, z jakimi problemami mierzą się rodzice, chcący wyegzekwować zagwarantowane im w konstytucji prawo do wychowywania dzieci zgodnie z ich poglądami. Właśnie geneza rozporządzenia żywieniowego dowodzi, że jego cel i podstawy są ideologiczne – mają źródło w aktywizmie klimatycznym czy prozwierzęcym. Podmioty stojące za pomysłem diety planetarnej oraz za rozporządzeniem epatują całą gamą klasycznych dla lewej strony sceny haseł. Ich zwolennicy będą oczywiście twierdzić, że to fakty, nie ideologia. Jednak prawda jest taka, że mowa tu o sporze par excellence światopoglądowym, który maskowany jest jako spór o żywność i zdrowie. Ba – obrońcy nowej diety powiedzą nawet, że żadnego sporu nie ma, oni bowiem reprezentują "naukę" i "fakty", a druga strona jakieś oszołomstwo. Tak, przedstawiając wojnę idei, odbiera się rodzicom prawo do wpajania dzieciom wartości, jakie uznają za ważne.
Oto dwa inne przykłady z dwóch stron konfliktu politycznego. Wprowadzona za PiS w 2018 r. nowelizacja prawa łowieckiego zabroniła niepełnoletnim udziału w polowaniach, co sprawiło, że rodzice będący myśliwymi utracili możliwość pokazywania własnym dzieciom, jak wygląda w praktyce łowiecka tradycja. Dziedziczenie tej pasji stało się znacznie trudniejsze. Uzasadnieniem było rzekome dobro dzieci, które miały cierpieć psychicznie na widok zabijanej zwierzyny. To jednak rodzice najlepiej swoje dzieci znają, ci będący myśliwymi przygotowywali swoje pociechy do uczestniczenia w polowaniach i z pewnością umieli lepiej ocenić stan ich gotowości psychicznej niż jakiś poseł czy urzędnik. Ten przepis ewidentnie pogwałca art. 48 polskiej konstytucji, a mimo to wciąż obowiązuje.
Inny przykład to edukacja zdrowotna. I to wcale nie te najgłośniejsze i najbardziej znane jej elementy, związane z kwestiami seksualnymi, ale wiele innych, o których się niemal nie wspomina, a które w istotny sposób wkraczają w sferę wychowania zastrzeżoną dla rodziców. Na przykład program dla klas IV-VI przewiduje następujące wymagania: uczeń "okazuje szacunek sobie i rozwija poczucie własnej wartości; okazuje szacunek i empatię w relacjach międzyludzkich i jest gotów przyjąć perspektywę drugiego człowieka oraz troszczyć się o świat przyrody, dostrzegając perspektywę przyszłych pokoleń – moduł klimatyczny; prezentuje postawę optymizmu życiowego, który sprzyja zdrowiu i harmonii z otaczającym go środowiskiem – moduł klimatyczny".
Można zapytać: dlaczego dziecko ma się uczyć "przyjmowania perspektywy drugiego człowieka" i w jakich granicach? Dlaczego program nie obejmuje twardej obrony własnych poglądów, a wyraźnie nastawiony jest na ich zmiękczanie, ustępowanie i koncyliację? Można zrozumieć, że część rodziców tego właśnie chciałaby uczyć własne dzieci – i mają do tego pełne prawo. Ale dla części nie jest to istotna wartość albo też uznają, że jest tego w dzisiejszym świecie zbyt wiele i zamiast "rozwijania poczucia własnej wartości" należy dziecko uczyć samokrytycyzmu, a zamiast "przyjmowania perspektywy drugiego człowieka" – obstawania przy własnym zdaniu w oparciu o argumenty. Szkoła rodzicom tę możliwość albo odbiera, albo powoduje, że jej wymagania staną w sprzeczności z tym, jak chcieliby wychowywać swoje dzieci. Te kwestie po prostu w ogóle nie powinny być przedmiotem szkolnego nauczania.
W obu opisanych wyżej sprawach sytuacja wygląda podobnie jak w przypadku szkolnego jadłospisu. Obrońcy głębokiej ingerencji w wychowanie będą przekonywać, że chodzi jedynie o obiektywnie pojmowane dobro dzieci – i być może naprawdę w to wierzą. A może po prostu chcą cynicznej indoktrynacji, bo wiedzą, że przyniesie ona w dłuższym czasie efekty w postaci kolejnego pokolenia przerobionego zgodnie z ich politycznymi upodobaniami. Jaka by nie była ich motywacja, wchodzą na teren, na którym działać nie powinni.
Jego granica nie zawsze jest jasno określona. Często bywa przekraczana pod szczytnymi pretekstami, również od prawej strony, mimo że w teorii to lewica jest najbardziej chętna, aby przejmować wychowanie dzieci od rodziców. Nierzadko jest to robione tak sprytnie, że sami rodzice nie orientują się nawet, że ich prawo do przekazywania dzieciom wybranych wartości zostało naruszone.
Jak będzie z planetarnym jadłospisem w placówkach oświatowych? Może się okazać, że rodzice podejmą protest i zadziałają – bynajmniej nie dlatego, że wyczuli ideologiczną motywację, ale po prostu dlatego, że ich pociechy zaczną potężnie narzekać na jakość szkolnych posiłków.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.