Rząd wypowiada wojnę szarlatanom. "Skala tragedii jest ogromna"
12 maja Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy znanej jako Lex Szarlatan, która ma wyeliminować zjawisko pseudomedycyny z polskiej przestrzeni publicznej. Mają temu służyć kary finansowe w wysokości nawet miliona złotych.
O ustawie i jej celach mówiono podczas konferencji prasowej, która odbyła się 13 maja w siedzibie Ministerstwa Zdrowia. Wzięli w niej udział, oprócz przedstawicieli Ministerstwa i Rzecznika Praw Pacjenta, także lekarze i naukowcy, którzy w swojej codziennej pracy stykają się z efektami działań szarlatanów.
Szarlatani zabijają
– Kilka lat temu Polskę obiegła informacja o 6-letnim dziecku chorym na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Jest to choroba, która bardzo dobrze rokuje i można wyleczyć nawet 90 proc. tych dzieci. To dziecko trafiło na szarlatana, który "leczył" je wymyśloną przez siebie witaminą. I to dziecko umarło – opowiadał podczas konferencji prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Szarlatan
Jego zdaniem skala tragedii spowodowanych przez szarlatanów jest ogromna. A to dlatego, że nie istniało do tej pory żadne skuteczne narzędzie do ich wykrywania i zwalczania. Jeśli ustawa wejdzie w życie w obecnym kształcie, zajmie się tym Biuro Rzecznika Praw Pacjenta.
Siła dziennikarzy
– To projekt, który odpowiada na bardzo agresywną manipulację i eskalację emocji pacjentów dokonywaną przez oszustów i szarlatanów – tłumaczył Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec.
RPP przytoczył nagłośnioną przez Wirtualną Polskę przestępczą działalność Oskara D., "bohatera" reportaży Michała Janczury, który ma akt oskarżenia i 17 zarzutów karnych. Za sprawą swojej działalności, która polegała m.in. na zniechęcaniu chorych do podejmowania terapii, zarobił w ciągu dwóch lat 4 mln zł. Jak wyjaśniał Rzecznik, ustawa jest skierowana przeciwko tym, którzy – jak Oskar D. – narażają życie i zdrowie chorych i zdesperowanych ludzi dla korzyści osobistych i materialnych.
Maszyna za niecałe 2 tys. zł
Rzecznik Chmielowiec podał też przykłady działalności szarlatanów, takie jak "diagnostyka" boreliozy, poradniki leczenia psychodelikami, wyciągiem z muchomora, a nawet nielegalne LSD (za jedyne 2 tys. zł). Opisał też rynek sprzętów oferowanych przez oszustów.
Przykładem jest leczenie aparatem Energex, który wykorzystuje fale elektromagnetyczne do "leczenia" m.in. stwardnienia rozsianego i stwardnienia zanikowego bocznego (dostępny już od 1999 zł na Allegro). Podobne właściwości ma też wspomniany przez Bartłomieja Chmielowca aparat Emos, który "leczy" za pomocą… wytworzonego przez człowieka pola elektrycznego.
Jak ustawa będzie działać?
– W pierwszej kolejności chcemy zająć się sytuacjami, które w sposób najbardziej drastyczny i rażący narażają pacjentów na utratę życia i zdrowia – poinformował Bartłomiej Chmielowiec. Jeśli ustawa wejdzie w życie, jego biuro będzie mogło nakładać kary finansowe nawet w wysokości miliona złotych.
Żeby kara została nałożona, musi zostać wydana decyzja administracyjna, w której Rzecznik Praw Pacjenta stwierdzi, że doszło do naruszenia przepisów ustawy, to jest udzielania świadczeń zdrowotnych w sposób niezgodny z aktualną wiedzą medyczną, bez odpowiednich uprawnień, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych i osobistych – wyjaśniał Bartłomiej Chmielowiec. Podkreślił że każda taka decyzja będzie poparta konsultacjami ze specjalistami.
– Jeżeli dojdziemy do wniosku, że musimy przed danym zagrożeniem ostrzec społeczeństwo, czyli zamieścić ostrzeżenie publiczne, to tak zrobimy. Jeżeli dojdziemy do wniosku, że skala tego oszustwa tak bardzo zagraża zdrowiu i życiu Polaków, jak w wypadku Oskara D., to najpierw zostanie wydana decyzja tymczasowa – stwierdził RPP.
Jednocześnie, jak podkreślił, każdą decyzję jego biura w związku z ustawą będzie można zaskarżyć do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Szarlatani mają zniknąć
Podczas konferencji dziennikarz WP abcZdrowie zwrócił uwagę, że przyczyną tego, że ludzie zwracają się do szarlatanów, jest m.in. problem z dostępem do ochrony zdrowia i frustracja pacjentów czekających miesiącami na badania.
– Osoby chore łapią się ostatniej deski ratunku i sprzedają wszystko, by ratować życie i zdrowie swoje lub swoich bliskich. Ta ograniczona dostępność do systemu ochrony zdrowia, która występuje nie tylko w Polsce, może mieć wpływ na to, że ludzie udają się do szarlatanów. Tak samo jak ograniczony czas, jaki lekarz ma dla pacjenta. Szarlatan ma zawsze czas, by skusić kogoś, złapać w swoje sidła i żerować na czyjejś trudnej sytuacji przez wiele miesięcy – odpowiedział na pytanie WP abcZdrowie Bartłomiej Chmielowiec. – Ta ustawa ma spowodować, że ci wszyscy oszuści i szarlatani przestaną oszukiwać pacjentów – podkreślił.
Przed ustawą jeszcze prace parlamentarne. Jak zauważyli eksperci uczestniczący w konferencji, ważne będzie, by bronić jej przed oskarżeniami ze strony szarlatanów i cynicznych polityków, którzy będą chcieli przy tej okazji zbić kapitał polityczny.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.