O wydłużających się kolejkach na badania diagnostyczne (m.in. kolonoskopię czy gastroskopię) czy do specjalistów pisaliśmy już wielokrotnie. W niektórych województwach kolejki sięgały nawet 2029 czy 2030 r.
Ostatnio o absurdalnych wręcz pierwszych wolnych terminach pisaliśmy w kontekście neurologii. Z wyszukiwarki Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że na wizytę u neurologa w części specjalistycznych poradni trzeba czekać nawet dwa, trzy czy cztery lata. Problem jest szczególnie widoczny w dużych ośrodkach specjalistycznych czy klinicznych.
Fakt, że pacjenci, również ci pilni, czekają coraz dłużej potwierdza też najnowsza analiza Federacji Przedsiębiorców Polskich.
"Ostatnie dane za pierwszy kwartał 2026 r. wskazują na dalszy wzrost kolejek pilnych pacjentów oczekujących na leczenie: o 53,6 tys. (+6,8 proc.) r/r w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, 15,8 tys. (+13,9 proc.) r/r w leczeniu szpitalnym, o 140,3 tys. (+18,1 proc.) r/r w wybranych świadczeniach" - precyzuje we wpisie na X Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Dodaje, że te dane zostały opracowane w ramach Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia.
Odciążenie szpitali?
Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje m.in. na wydłużenie kolejek w leczeniu szpitalnym, a lekarze już prognozują, że sytuacja może stać się dramatyczna. Alarmują, że po ograniczeniu finansowania badań obrazowych (NFZ nie płaci już za świadczenia ponad limit w całości - w przypadku badań obrazowych, czyli tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego, zapłaci placówkom 50 proc. stawki) coraz więcej pacjentów trafia na SOR tylko po to, by wykonać diagnostykę.
- Ograniczenie badań obrazowych, wynikające ze zmiany ich finansowania, może skończyć się oblężeniem szpitali, bo ścieżka ambulatoryjna, która przed tymi zmianami pozwalała w wielu przypadkach rozstrzygnąć o stanie chorego bez konieczności hospitalizacji, teraz znacznie się wydłużyła - zauważył w rozmowie z WP abcZdrowie prof. Konrad Rejdak, neurolog, kierownik Kliniki Neurologii USK nr 4 w Lublinie, członek Rady Programowej Europejskiej Akademii Neurologii.
Przyznał, że już obserwuje skutki tych zmian. - Widzimy niepokój u pacjentów, którzy z powodu wydłużenia się czasu oczekiwania na badania diagnostyczne, nawet o kilka miesięcy, zgłaszają się na SOR, by diagnostykę wykonać w szpitalu. A przecież mieliśmy dążyć do odwrotnego trendu, czyli do odciążania szpitali, w których powinni przebywać tylko pacjenci, u których jest to niezbędne - przypomina lekarz.
Ministerstwo Zdrowia przekazało nam, że pracuje nad projektem Odwrócona Piramida Świadczeń, a efektem ma być skrócenie czasu oczekiwania. Resort obiecuje taką zmianę "poprzez przesunięcie znacznej części świadczeń z poziomu szpitali do AOS (ambulatoryjnej opieki specjalistycznej - red.), zwiększenie dostępności do badań diagnostycznych w warunkach ambulatoryjnych, a także zmiana - tam, gdzie jest to możliwe - hospitalizacji kilkudniowych na rzecz jednodniowych".
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.