Syndrom "oblężonej twierdzy". Skutki nocnej prohibicji w Polsce
Polacy toną w nałogu alkoholowym, a państwo próbuje z tym walczyć. Ponad 200 samorządów zdecydowało się już na zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych. Od 1 czerwca do tego grona dołączyła także Warszawa. - Sam zakaz rzadko pomaga. Takie osoby adaptują się do ograniczeń - wyjaśnia Kamila Demczuk, psychoterapeutka.
Prohibicja zatrzyma nałóg?
"Spadek liczby przestępstw i interwencji służb", "Wzrost bezpieczeństwa", "Poprawa komfortu i spokoju mieszkańców - ograniczenie głośnych imprez, krzyków oraz awantur w okolicach sklepów monopolowych i stacji paliw", "Czystość w przestrzeni publicznej", "Odciążenie izb wytrzeźwień i SOR-ów" - to tylko niektóre argumenty zwolenników wprowadzenia nocnej prohibicji.
Natomiast przeciwnicy takiego rozwiązania wskazują, że prohibicja może prowadzić do powstawania "melin", zwiększać ryzyko handlu alkoholem niewiadomego pochodzenia, powodować występowanie "turystyki alkoholowej", naruszać swobody wyboru mieszkańców, czy negatywnie wpływać na małe biznesy.
Władze Warszawy postanowiły dać prohibicji zielone światło i tak od 1 czerwca w mieście obowiązuje nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych. Uchwała rady miasta obejmuje całe miasto, a wyjątkiem są jedynie sklepy w strefie wolnocłowej na Lotnisku Chopina. Zakaz obowiązuje codziennie w godzinach od 22 do 6.
Dla niektórych Warszawiaków takie ograniczenia to nie nowość. Od 1 listopada 2025 r. pilotaż w dwóch dzielnicach objął Śródmieście oraz Pragę-Północ.
Eksperci już teraz zastanawiają się, jak rozszerzenie funkcjonowania prohibicji wpłynie na osoby uzależnione od alkoholu.
- WHO wskazuje, że ograniczanie fizycznej dostępności alkoholu zmniejsza konsumpcję, zmienia wzorce picia i ogranicza szkody zdrowotne oraz społeczne. Ograniczenie dostępności alkoholu zmniejsza także część szkód "tu i teraz", np. nocne awantury, interwencje policji. Jednak z perspektywy klinicznej trzeba odróżnić dwie grupy. U osób pijących okazjonalnie ograniczenie nocnej sprzedaży często działa: klienci nie dokupują alkoholu impulsywnie, nie przedłużają picia, bo alkohol nie jest już dostępny. Natomiast u osób uzależnionych sam zakaz rzadko pomaga. Takie osoby adaptują się do ograniczeń: kupują wcześniej, robią zapasy, szukają alkoholu poza legalnym obiegiem - tłumaczy Kamila Demczuk psychoterapeutka, psychodietetyczka.
Wtóruje jej Arkadiusz Klamer, certyfikowany specjalista terapii uzależnień. - Warszawa nie jest pierwszym miastem, które zdecydowało się na taki krok. Statystyki Ministerstwa Zdrowia pokazują, że wprowadzenie prohibicji nie spowodowało znacznego spadku pacjentów na oddziałach szpitalnych. Także z perspektywy terapii osób uzależnionych nie zmienia to wiele - wyjaśnia Klamer w rozmowie z WP abcZdrowie.
- Powód? Nie zaobserwowano spadku sprzedaży produktów alkoholowych, a jedynie godziny sprzedaży uległy przesunięciu. To oznacza, że osoby pijące po prostu dostosowują się do nowej rzeczywistości. Jednak na pewno są wyjątki, którym taki zakaz będzie służył - dodaje ekspert.
Jedną z takich osób jest pacjentka Kamili Demczuk. - Mam w terapii kobietę, która pracuje nad utrzymaniem abstynencji. Mieszka w mieście, w którym prohibicja została już wprowadzona. Największym zagrożeniem są dla niej wieczorne kryzysy emocjonalne po kłótni z partnerem lub stresującym dniu. Kilka razy opisywała sytuację, gdy po godz. 22 miała silną chęć wyjścia do sklepu i kupienia alkoholu. Jednak brak możliwości zakupu o tej porze uniemożliwiał jej to i wtedy szukała innych sposobów przeczekania fazy głodu alkoholowego, dzwoniła do bliskiej osoby, szła na spacer. Sama mówiła, że "gdyby sklep był otwarty, na pewno bym kupiła alkohol" - opowiada.
Syndrom "oblężonej twierdzy"
Eksperci przyznają, że ograniczenie godzin sprzedaży alkoholu i liczby punktów, w których można go nabyć, może mieć sens jako element polityki zdrowia publicznego. Jednak ich zdaniem te zmiany nie zastąpią leczenia uzależnienia, ale mogą zmniejszać liczbę szkód społecznych.
- Z praktyki psychoterapeutycznej powiem tak: zakaz może ograniczyć dostęp i okazje do picia, ale nie usunie mechanizmu uzależnienia. Dlatego prohibicja powinna iść w parze z dostępem do terapii, detoksykacji, leczenia farmakologicznego, interwencji kryzysowej - podkreśla Demczuk.
- U osób głęboko uzależnionych taki zakaz często generuje syndrom "oblężonej twierdzy". Taka osoba żyje w przekonaniu, że jest nieustannie atakowana, więc próbuje z nową rzeczywistością "walczyć" np. kupując alkohol na zapas lub nabywając go w melinach. Więc sam zakaz nie wystarczy, potrzebna jest także edukacja i to taka od najmłodszych lat. Bo choroba alkoholowa to nie tylko sam proces picia, ale też szukanie przez uzależnionych regulacji emocji. Zatem prohibicja to dobre rozwiązanie, ale zawsze musi iść w parze z poprawą świadomości - podsumowuje Klamer.
Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych wprowadziło już ponad 200 samorządów.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.