Szkolenia z medycyny pola walki muszą być obowiązkowe. "W sytuacji wojny nie będzie czasu"
Konferencje nie przygotują nas na wojnę – potrzebne są decyzje, obowiązkowe standardy i wdrożenia. Dr płk Jarosław Kowal z WIM ostrzega, że w razie konfliktu nie będzie czasu ustalać, kto za co odpowiada. Kluczowe ma być szkolenie 100 proc. personelu z procedur ratujących życie i wsparcie psychiczne.
"Na wojnę nie przygotują nas konferencje"
Dr płk Jarosław Kowal, zastępca dyrektora WIM ds. operacyjnych oraz zastępca komendanta Centralnego Szpitala Klinicznego MON, mówił dla PAP o przygotowaniach cywilnych szpitali do współpracy z wojskową służbą zdrowia w razie konfliktu zbrojnego lub zdarzeń masowych. Ekspert zaznaczył, że od grudnia prowadzone są konferencje na ten temat, jednak to nie wystarczy w razie ataku zbrojnego.
– Ale chcę to powiedzieć jasno: na wojnę nie przygotują nas konferencje. Przygotują nas decyzje, obowiązkowe standardy i wdrożenia – zaznaczył.
W dalszej części wywiadu dr płk Kowal pytany o to, czy Polska jest dziś przygotowana na masowy napływ rannych w razie konfliktu, podkreślił, że system istnieje, ale wymaga dalszego uszczegółowienia – "szczególnie w zakresie poziomów referencyjności i jasnego przypisania odpowiedzialności". – W sytuacji wojny nie będzie czasu na ustalanie, kto za co odpowiada – powiedział.
Trzystopniowy model kompetencji
Ekspert odniósł się także do systemowego szkolenia lekarzy. – My proponujemy trzystopniowy model kompetencji. Podstawowy poziom powinien objąć 100 proc. personelu – każdy lekarz i pielęgniarka muszą umieć zatamować masywny krwotok, odbarczyć odmę prężną, zapobiec hipotermii. To są czynności, które realnie ratują życie w pierwszych minutach. Wyższe poziomy – dla wybranych ośrodków i wąskiej grupy specjalistów – powinny obejmować zaawansowaną chirurgię urazową, intensywną terapię i medycynę taktyczną. Ale to musi być decyzja systemowa, nie dobrowolność – powiedział.
Zaznaczył przy tym, że wciąż brakuje lekarzy wojskowych – wakaty liczone są w setkach. – Skala odejść absolwentów wojskowego kierunku lekarskiego jest wysoka. Powody są proste: wynagrodzenia, brak jasnej ścieżki kariery, niepewność. Bez poprawy warunków służby nie odbudujemy kadry – podkreślił.
Dr płk Jarosław Kowal został też zapytany o to, czego możemy uczyć się z doświadczeń Ukrainy w zakresie organizacji wojennej opieki medycznej. Jego zdaniem na wojnie dominują obecnie drony, charakter obrażeń się zmienił, problemem jest też wydłużony czas ewakuacji.
– Dlatego tak ważne jest pierwsze ogniwo – przeszkolony personel, który potrafi utrzymać rannego przy życiu, zanim trafi on do ośrodka wyższego poziomu. Druga lekcja jest brutalna: nawet 30-40 proc. personelu może odpaść z powodu przeciążenia psychicznego. To nie są pojedyncze przypadki, to codzienny kontakt z amputacjami, masywnymi krwotokami, rozległymi ranami. Jeśli nie zadbamy o odporność psychiczną personelu, system się wykruszy – podsumowuje.
Źródło: PAP, Puls Medycyny
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.