Taki egzamin muszą zdać lekarze spoza UE. "Myliła macicę z jajowodem"
Lekarze z Ukrainy tracą uprawnienia, jeśli nie udowodnią, że znają język polski na poziomie co najmniej komunikacyjnym. Sprawdziliśmy, jak wyglądają egzaminy, które muszą zaliczyć. - Jako egzaminatorzy mamy wątpliwości dotyczące poziomu komunikacji - przyznaje Monika Zekic, egzaminatorka, lektorka języka polskiego.
Zdasz albo tracisz uprawnienia
Aktualnie lekarze z Ukrainy, którzy chcą utrzymać warunkowe prawo wykonywania zawodu, muszą zdać albo egzamin językowy na poziomie co najmniej B1, albo egzamin Naczelnej Izby Lekarskiej. Do 1 maja mieli czas, by dostarczyć dokumenty, które to potwierdzają. Jeśli tego nie zrobili, muszą liczyć się z utratą uprawnień. Izby lekarskie już cofnęły uprawnienia ponad 230 lekarzom, a decyzje cały czas spływają.
- Państwowy egzamin z języka polskiego na poziomie B1 nie powinien sprawić trudności. To tak naprawdę pierwszy próg, który bada komunikatywność. To kluczowa umiejętność, zwłaszcza dla osób, które chcą pracować w zawodzie medycznym, np. dla lekarza czy pielęgniarki, i muszą na co dzień porozumieć się z polskim pacjentem - potwierdza też w rozmowie z WP abcZdrowie Monika Zekic, egzaminatorka, lektorka języka polskiego, menadżerka w Akademii Języka Polskiego w Gdańsku, jednego z ośrodków, który przeprowadza państwowe egzaminy z języka polskiego.
- Po części ustnej, jako egzaminatorzy mamy wątpliwości dotyczące poziomu komunikacji językowej niektórych osób - zauważa. Dodaje, że jej zdaniem poziom znajomości języka polskiego wśród części pielęgniarek może być zauważalnie niższy niż wśród lekarzy, co w praktyce może utrudniać skuteczną komunikację z pacjentami.
Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej, w rozmowie z WP abcZdrowie wyjaśnia, że lekarz, który dostarczy certyfikat językowy, utrzymuje tylko warunkowe prawo wykonywania zawodu, przyznawane na pięć lat. - Po upływie tego czasu egzamin NIL jest obowiązkiem, więc lekarz i tak będzie musiał do niego podejść, jeśli chce dalej pracować w Polsce i otrzymać pełne prawo wykonywania zawodu - podkreśla.
- Egzamin Naczelnej Izby Lekarskiej nie ma przełożenia na konkretny poziom, bo sprawdzamy w ten sposób umiejętność posługiwania się nie tylko językiem polskim, ale językiem medycznym. Wymagania nadal nie są jednak wygórowane, a terminologia, która pojawia się w części pisemnej i ustnej, to podstawa, jeśli mówimy o sytuacji, kiedy lekarz ma faktycznie pracować bezpiecznie, bez bariery językowej - tłumaczy Kosikowski.
- Tymczasem na egzaminie mamy do czynienia z różnymi przypadkami. Są lekarze bardzo ambitni, widać, że mają wiedzę, swobodnie poruszają się w terminologii medycznej, bardzo dobrze mówią i piszą, więc faktycznie będą wsparciem dla naszego systemu - zaznacza. I przyznaje, że są też tacy, którzy brakiem znajomości polskiego "szokują momentami nawet egzaminatorów, którzy mają wieloletnie doświadczenie w takich egzaminach".
- Kilka przykładów z ostatnich egzaminów. Ginekolożka po czterdziestce, która pracuje w Polsce od kilku lat, nie potrafiła wysłowić się do tego stopnia, że myliła macicę z jajowodem. Dentystka, która przyjechała cztery lata temu, pracuje w klinice w Siedlcach, nie potrafiła powiedzieć po polsku zdania "Otwórz usta". Młody lekarz dentysta nie potrafił wyjaśnić, z czego składa się ząb - przyznaje Kosikowski.
Zwraca uwagę, że np. wielu ukraińskich stomatologów pracuje w ukraińskich klinikach, ale, jak sami przyznają, mają też polskich pacjentów. - Takie pomyłki językowe dotyczą też bardzo często anatomii, lekarze mylą np. żyły z tętnicami - zauważa lekarz. I dodaje, że oprócz stomatologów, najbardziej liczną grupą lekarzy, którzy podchodzą do egzaminu, są lekarze rodzinni, ginekolodzy i pediatrzy.
Dyktando NIL o nadciśnieniu
Egzamin NIL (dwie części pisemne i dwie ustne) zaczyna się od krótkiego dyktanda, a zaraz po nim jest test wyboru (10 pytań dotyczących np. konkretnego opisanego zdarzenia medycznego).
Jedno z archiwalnych dyktand, które udostępnił nam samorząd lekarski, dotyczyło powszechnego problemu, jakim jest nadciśnienie tętnicze. "Nadciśnienie tętnicze, którego przyczyna nie jest znana, określane jako samoistne lub pierwotne, może być przyczyną zwiększonej zachorowalności i umieralności z powodu chorób układu krążenia" - tak brzmiało pierwsze z 10 zdań, odtwarzanych trzykrotnie podczas egzaminu.
Zaraz za nim na nagraniu można było usłyszeć: "W porównaniu z osobami o prawidłowym ciśnieniu tętniczym, pacjenci z nadciśnieniem obarczeni są dwukrotnie większym ryzykiem zachorowania na chorobę wieńcową i czterokrotnie większym ryzykiem wystąpienia udaru mózgowego oraz rozwoju niewydolności krążenia".
Krótsze zdania zawierały z kolei kilka medycznych terminów, np.: "Objawy niepożądane leczenia moczopędnego to hipokaliemia, hiperglikemia i hiperlipidemia", albo prosty, zwłaszcza dla lekarza, przekaz np: "Leki moczopędne należą do leków pierwszego rzutu w terapii nadciśnienia, zmniejszając nadmiar sodu i wody w organizmie".
- Punktacja nie jest wyśrubowana. Żeby zaliczyć dyktando na maksymalne 10 punktów, można dostać sześć, co nie znaczy też, że trzeba bez błędu napisać sześć zdań. Można zrobić nawet 10 poważnych błędów ortograficznych, ale nadrobić innymi elementami czyli czytelnością i kompletnością tekstu - wyjaśnia Kosikowski.
Tłumaczy, że w części ustnej egzaminu NIL do zaliczenia jest przeczytanie krótkiego tekstu i odpowiedź na związane z nim pytania oraz część praktyczna, w której lekarz - na podstawie przygotowanego scenariusza, np. przyjęcia pacjenta na SOR - ma zebrać wywiad, zlecić badania i udzielić porady.
Rozmowa o zupie i fryzjerze, czyli egzamin na B1
Nagrania z archiwalnych państwowych egzaminów z języka polskiego (udostępnia je Państwowa Komisja do spraw Poświadczania Znajomości Języka Polskiego jako Obcego) dotyczą banalnych, codziennych sytuacji (po wysłuchaniu każdego z pięciu nagrań trzeba rozwiązać krótki test). To pojedyncze zdania, takie jak np.: "Synku, odrobiłeś już zadanie domowe?", "Potrafisz zrobić naprawdę wyśmienite pierogi", "Proszę brać leki przeciwgorączkowe i odpoczywać".
Na podobnym poziomie są dialogami: "Czy wszystko panu smakowało? Tak, ale zupa mogłaby być trochę cieplejsza", "Czy autobus do centrum już odjechał? Tak, pięć minut temu", "I jak oceniasz ten salon fryzjerski? Myślałam, że to jest dobry salon, ale myliłam się. Zobacz na moją fryzurę".
Nawet w dłuższych wypowiedziach dominują proste zdania: "Od zawsze marzyłam o ciekawych podróżach, już na studiach często podróżowałam autostopem po Polsce, żeby odkrywać nowe miejsca. Kiedy moja mama nagle zachorowała, zrozumiałam, że życie jest krótkie i trzeba spełniać swoje marzenia", czy "Uwielbiam kino. Jestem na bieżąco z każdym nowym tytułem, ponieważ często chodzę na pokazy premierowe. Jeśli dowiem się, że coś nowego wchodzi na ekrany, to od razu kupuję bilety dla siebie i przyjaciółki".
Co ciekawe, nie zawsze ten, kto dobrze radzi sobie z językiem polskim, zdaje egzamin.
- Jak to możliwe? Jeden z naszych kandydatów nie zdał części mówienia tylko dlatego, że ewidentnie nie zapoznał się wcześniej ze strukturą egzaminu. Poprosiłam go o opisanie fotografii, a on odpowiedział: ‘Przecież pani widzi, co na niej jest’. Nie był przygotowany na tego typu zadanie i nie wiedział, czego od niego oczekujemy - wyjaśnia Monika Zekic.
- Próbowaliśmy zadawać mu pomocnicze pytania, ale nie pomogło, potem być może doszedł do tego jeszcze stres. A wyraźnie było słychać, że zna język, z innymi częściami poradził sobie bardzo dobrze, ale tu nie wykonał zadania, więc formalnie nie mogliśmy mu tego zaliczyć - przyznaje ekspertka.
Wyjaśnia, że oprócz mówienia i rozumienia ze słuchu, egzamin sprawdza też umiejętność czytania, poprawność gramatyczną i pisania. Alternatywą jest egzamin TELC. - Jest on uważany za łatwiejszy, bo zamiast gramatyki, mamy różne elementy języka. W tym przypadku można nie zdać jednej części i mimo to zdać egzamin. Dodatkowo jest on tak skonstruowany, że przy jednym podejściu można otrzymać wynik odpowiadający konkretnym umiejętnościom językowym - jeśli są one wyższe, dostajemy od razu potwierdzenie poziomu B2 - wyjaśnia.
Przyznaje, że czas oczekiwania na wynik egzaminu, który jest kluczowy dla medyków w kontekście dostarczenia wymaganych dokumentów potrzebnych do dalszej pracy w Polsce, jest dość długi. W przypadku państwowego egzaminu trzeba czekać trzy miesiące na wynik, a potem kolejne dwa na przysłanie dokumentu. W przypadku TELC trwa to krócej, bo dwa miesiące.
Katarzyna Prus, dziennikarka Wirtualnej Polski
Źródła: WP abcZdrowie, Naczelna Izba Lekarska, certyfikatpolski.pl
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.