Tracą 30 kg w rok. "Dziękowała mi, że wreszcie mieści się do wanny"
Choć analogi GLP-1 w leczeniu otyłości stosuje coraz więcej osób, wciąż traktuje się je jako "drogę na skróty". - Część osób przed leczeniem powstrzymuje reakcja otoczenia. Boją się stygmatyzacji, że "idą na łatwiznę". Wiele moich pacjentek ukrywa leczenie przed swoimi mężami! – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie obesitolog lek. Anna Sankowska-Dobrowolska.
Marta Słupska, dziennikarka Wirtualnej Polski: Od lat pomaga pani osobom z otyłością, a razem z dietetyczką Oliwią Poniatowską napisała pierwszy w Polsce poradnik dla pacjentów stosujących leki GLP-1 "Lżej. Jak mądrze i skutecznie korzystać z leków GLP-1 oraz zmienić nawyki na lepsze". Dlaczego? Polacy faktycznie go potrzebują?
Lek. Anna Sankowska-Dobrowolska, obesitolog: Z jednej strony książka jest kontynuacją mojego szerzenia wiedzy w social mediach, z drugiej – wciąż otrzymuję od pacjentów stosujących analogi GLP-1 wiele podstawowych pytań i byłam w szoku, że można stosować leki, nie wiedząc o nich nic.
O co na przykład pytają?
O skutki uboczne, o to, co robić, gdy pojawi się jakiś objaw, np. nudności. Nie wiedzą, że farmakologia to tylko narzędzie. Podstawą, by chudnąć, jest zmiana stylu życia, nawyków – w tym żywieniowych.
A pacjenci chcą stosować analogi GLP-1, proszą o nie, czy raczej się ich boją?
Różnie. Wiele osób boi się skutków ubocznych, bo nimi straszy się w internecie, choć takie opinie zostawiają często ci, którzy zaczynają od dużych dawek na własną rękę. Wielu moich pacjentów specjalnie bierze dzień wolny na rozpoczęcie terapii albo zaczyna w piątek w obawie przed tym, co się wydarzy. A potem są zdziwieni, że nie dzieje się nic.
Część przed leczeniem powstrzymuje reakcja otoczenia. Boją się stygmatyzacji, że "idą na łatwiznę". Wiele moich pacjentek ukrywa leczenie przed swoimi mężami! Niektórzy opierają się farmakoterapii, bo boją się porażki. To są osoby, które wielokrotnie w życiu próbowały schudnąć. Leki traktują jako ostateczność myśląc, że jak to im nie pomoże, to już nie ma dla nich ratunku.
A są tacy, którzy odmawiają farmakoterapii?
Zdarza się. Czasem chcą sobie dać ostatnią szansę na redukcję wagi bez leków. Jednak z doświadczenia wiem, że im wyższe BMI, tym mniejsza szansa na schudnięcie bez leków czy operacji bariatrycznej. To straszne, przy większości chorób nie mamy obiekcji przed stosowaniem leków, a przy otyłości myślimy o nich jako o ostateczności.
Może za mało mówi się o pozytywnych aspektach analogów? Wiem, że jest ich wiele. A co, poza chudnięciem, obserwują pani pacjenci?
Na pewno zmniejszenie insulinooporności, która towarzyszy większości osób z otyłością. Ona znacząco uprzykrza życie, powodując zmęczenie, złe samopoczucie, nadmierną ochotę na jedzenie. Do tego zmniejszanie stłuszczenia wątroby i stanów zapalnych w organizmie. Na przykład pacjentki z reumatoidalnym czy łuszczycowym zapaleniem stawów lepiej się po tych lekach czują, mniej bolą je stawy.
To sporo zalet. A wady?
To właśnie skutki uboczne, np. nudności, wymioty. Niektórzy nie tolerują analogów, ale jest to mały procent pacjentów. Są i tacy, którzy stosują je niewłaściwie i przez to cierpią.
To znaczy?
Leczą się na własną rękę, nie zmieniają nawyków, chudną zbyt szybko, wykorzystując w nieprawidłowy sposób potencjał leków, spalając nie tylko tkankę tłuszczową, ale też mięśnie. Nieumiejętnie stosowane analogi sprawiają bowiem, że tempo redukcji jest zbyt szybkie. A gdy mięśni spali się zbyt dużo, metabolizm "siada", bo zależy w głównej mierze od ilości tkanki mięśniowej.
Czyli błędne koło. Jakie jeszcze błędy popełniają pacjenci?
Mają nierealne oczekiwania. Nadrzędnym celem w leczeniu otyłości jest redukcja 10 proc. wyjściowej masy ciała. Wtedy poprawiają się wyniki badań i stan zdrowia. Cel ostateczny jest trudny do wyznaczenia, ale trzeba mierzyć siły na zamiary i pamiętać, że tę wymarzoną wagę trzeba jeszcze utrzymać. Jeśli pacjentka mówi na wizycie, że chce ważyć 50 kg, a ostatnio ważyła tyle w wieku 18 lat, to może być ciężko.
Poza tym, jak szybko schudnie, będzie efekt jo-jo…
Otyłość jest chorobą i lubi nawracać. To trudne dla pacjentów – nie wystarczy raz schudnąć, a niestety jak pacjent waży 120 kg i zredukuje wagę do 70 kg, to zapomina, że kiedyś miał taką otyłość. Trzeba tego pilnować. Przytycie to jest chwila. Czasem słyszę: pani doktor, przez trzy miesiące przytyłam 30 kg, nie wiem, jak to się stało…
No właśnie: jak?
Nawroty otyłości są wtedy, gdy wracamy do starych nawyków lub w naszym życiu źle się zadzieje, np. wraca przewlekła choroba, depresja. Miałam np. pacjentkę, która zajadała stres po wypadku samochodowym i szybko przytyła.
Wielu pacjentów wymaga powtórnej terapii?
Tak. Według mnie co druga osoba nie radzi sobie po odstawieniu leków i wraca. Wielu bardzo się tego odstawienia boi. Ale trzeba dodać, że analogi GLP-1 są przeznaczone do leczenia przewlekłego i niektórzy pacjenci po redukcji wagi pozostają na mikrodawkach.
Mówiła pani o celu – redukcja masy ciała o 10 proc. A w jakim czasie?
Zgodnie z wytycznymi w ciągu pół roku.
Pacjenci nie są zawiedzeni, że cel jest ustawiony tak nisko? Wyobrażam sobie, że chcą szybkich efektów.
Czasem tak, bo są przyzwyczajeni do restrykcyjnych diet i szybkiego chudnięcia. Wtedy tłumaczę, że chcemy uniknąć efektu jo-jo. Bywa, że pacjentki są zaskoczone, bo wcześniej ich dieta trwała trzy miesiące i schudły 20 kg. Myślały wtedy, że sprawa załatwiona, ale chyba nie do końca, skoro trafiły do mojego gabinetu. Mówię więc: to teraz zrobimy inaczej. I widzę, że praca nad zmianą sposobu myślenia jest czasem trudniejsza niż redukcja wagi.
A jak szybko chudną pacjenci na analogach? Jaki jest pani "rekord" wśród pacjentów?
50 kg w ponad rok. Średnia natomiast to ok. 30 kg.
Z kolei najcięższy pacjent, jakiego miałam, to był 20-latek ważący 250 kg. Musiał używać wagi przemysłowej. Był uzależniony od coli, wypijał dziennie kilka dwulitrowych butelek. Schudł przy mnie do 150 kg i poszedł na operację bariatryczną.
A ile średnio trwa terapia?
Minimum rok. Po schudnięciu 10 proc. stawiamy sobie nowy cel.
Pacjenci są wytrwali i cierpliwi na tyle, by doprowadzić ją do końca?
Różnie bywa. Czasem rezygnują, bo nie stać ich na kupno leków, które są dość drogie. Bywa, że dzieje się tak, gdy ktoś straci lub zmieni pracę. Niektórzy wpadają w depresję, która często towarzyszy otyłości, i przez nią przerywają leczenie.
Ale znam też pozytywne przypadki, np. pacjentkę, która prowadzi rodzinny dom dziecka i opiekuje się 14 dzieci. Postanowiła zawalczyć o siebie. A przecież mogła mieć tysiąc wymówek.
A co mówią, gdy im się uda?
Są bardzo wdzięczni. Co ciekawe, nie mówią: "wow, schudłem 20 kg", tylko "wreszcie mogę wejść na trzecie piętro bez zadyszki", "znów chodzę na basen, bo już nie wstydzę się założyć kostiumu". Pacjentom totalnie zmienia się życie. Czasem to są drobiazgi. Niektórzy cieszą się, że mogą założyć nogę na nogę, a raz jedna pacjentka dziękowała mi, że wreszcie mieści się do wanny. Innym razem to poważniejsze kwestie. Wczoraj dostałam maila od pacjentki, która dziękowała, bo dzięki terapii zaszła wreszcie w ciążę.
Co ciekawe, pacjenci muszą przyzwyczaić do tego, że zredukowali wagę. Kiedyś pacjentka, która dużo schudła, opowiedziała mi taką historię: wpadł jej kamień do buta i bardzo długo się z nim męczyła, bo nie znalazła żadnej ławki, żeby usiąść i go wyjąć. Aż w końcu do niej dotarło, że przecież nie jest już otyła. Zdjęła but na stojąco i była w szoku, że może to zrobić.
Czyli pacjenci muszą na nowo nauczyć się swojego ciała?
Tak! Kiedyś, gdy leki glp-1 jeszcze raczkowały, przyszła do mnie pacjentka po operacji bariatrycznej. Dużo schudła i była przerażona, bo "coś jej się zrobiło na klatce piersiowej". A to był widoczny mostek. Dla niej szok, bo gdy była otyła, nigdy go nie widziała!
Pacjentki często mówią też, że nawet gdy schudną, kupują ciuchy w za dużych rozmiarach, np. XXL. Z przyzwyczajenia. Ja się wtedy śmieję, że głowa nie nadąża za ciałem.
Czyli warto włączać farmakoterapię do leczenia otyłości.
Warto, choć jest to tylko jeden z kilku ważnych elementów, który pomaga. Podstawą są zmiana nawyków, ruch, zdrowa dieta.
Bardzo bym jednak chciała, aby zmieniło się myślenie o analogach GLP-1. To nie jest droga na skróty. Niestety, w takim myśleniu przodują liczni influencerzy, których wypowiedzi muszę często dementować w swoich socialach.
Powiedzmy to sobie jasno: otyłość to choroba i jak większość chorób wymaga leczenia. I kropka.
Dziękuję za rozmowę.
Stosowanie analogów GLP-1 obarczone jest ryzykiem działań niepożądanych. Wśród najlepiej udokumentowanych wymienia się m.in. ostre zapalenie trzustki, zwiększone ryzyko kamicy żółciowej i zapalenia pęcherzyka żółciowego, niedrożność porażenną jelit czy hipoglikemię. Stąd decyzja o rozpoczęciu terapii zawsze powinna zostać poprzedzona konsultacją z lekarzem. Do niego należy ocena zasadności stosowania leków czy skierowanie pacjenta do specjalisty w przypadku podejrzenia zaburzeń odżywiania.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.