Włocławek. Protest w szpitalu wisi na włosku, padają pytania o legalność konkursu na dyrektora

Planowany protest pracowników, dwa zawiadomienia do prokuratury i możliwe pozwy pielęgniarek. A to wszystko na tle zarzutów o "lokalny układ". - Nie widzę pożaru, który trzeba byłoby gasić - komentuje tymczasem sytuację w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Włocławku marszałek Piotr Całbecki.

Po lewej Szczepański, po prawej CałbeckiProtest w szpitalu we Włocławku wisi na włosku. Po lewej dyrektor Dariusz Szczepański, po prawej marszałek Piotr Całbecki
Źródło zdjęć: © WP abcZdrowie • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Katarzyna Prus

Pracownicy szpitala szykują protest

Pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku szykują protest. Jak ustaliło WP abcZdrowie, może do niego dojść nawet dzisiaj. To pokłosie kontrowersji, które narastają wokół personalnych decyzji dyrektora, a także zarzutów dotyczących zarządzania placówką, jej sytuacji finansowej oraz powiązań politycznych. Opisujemy je od kilku tygodni.

- Mamy dość! W ludziach narasta rozgoryczenie, bezradność. Wiemy, że źle się dzieje, ale boimy się, że ostatecznie to wszystko zostanie zamiecione pod dywan. Stąd taki radykalny krok, który może w końcu pozwolić nam przebić się przez lokalne układy - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie jeden z pracowników, który popiera protest. W obawie przed konsekwencjami zawodowymi prosi o zachowanie anonimowości.

Tłumaczy, że protest to całkowicie oddolna inicjatywa samych pracowników, niezależna od związków zawodowych.

Na tym nie koniec, bo w ciągu ostatniego miesiąca do prokuratury wpłynęły dwa zawiadomienia dotyczące tego szpitala. Jedno dotyczy wątpliwości, jakie budzi konkurs na dyrektora, w którym wygrał Dariusz Szczepański, a kolejne - nieprawidłowości w rozliczeniach szpitalnego oddziału ratunkowego, określanych jako "skrajne nieprawidłowości w wykazywaniu wykonanych świadczeń medycznych na rzecz NFZ".

- Mogę jedynie potwierdzić, że wpłynęło do nas pismo dotyczące konkursu na dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku przekazane z Prokuratury Okręgowej w Toruniu ze względu na właściwość terytorialną - przekazuje w rozmowie z WP abcZdrowie prok. Arkadiusz Arkuszewski z Prokuratury Okręgowej we Włocławku.

- W przypadku drugiego zawiadomienia, dotyczącego rozliczania SOR w szpitalu we Włocławku, czekamy na uzupełnienie go o brakujący dokument - dodaje.

Konkurs na dyrektora niezgodny z przepisami?

Co na to dyrekcja szpitala? - Samych zawiadomień i działań organów szpital nie będzie komentował. Jeżeli zostaniemy poproszeni o przekazanie dokumentów lub wyjaśnień, będziemy oczywiście współpracować z organami - poinformował w mailu przesłanym do naszej redakcji Bartłomiej Kucharczyk, rzecznik szpitala we Włocławku.

Tymczasem konkurs na dyrektora może budzić wątpliwości z co najmniej trzech powodów wskazanych w zawiadomieniu do prokuratury, do którego dotarliśmy. "Zarząd województwa nie tylko wybrał swoich przedstawicieli (...), lecz również sam powołał całą komisję konkursową. Tymczasem utrwalona linia orzecznicza NSA przypisuje powołanie komisji organowi stanowiącemu. W przypadku województwa takim organem jest sejmik" - czytamy w piśmie. Wskazano, że może to rzutować na uchwałę, na podstawie której od 1 listopada 2024 r. został zatrudniony dyrektor Szczepański.

Analogicznie komentuje to niezależny ekspert. - W tym przypadku zastosowanie mają dwie ustawy: o samorządzie terytorialnym oraz o działalności leczniczej. Przy czym pierwsza zawiera jedynie ogólne przepisy, a druga szczegółowo reguluje kwestie dotyczące między innymi konkursów na dyrektora podmiotu niebędącego przedsiębiorcą, czyli w tym przypadku szpitala samorządowego - tłumaczy w rozmowie z WP abcZdrowie adwokat specjalizujący się w prawie medycznym prof. Sebastian Sikorski z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Dodaje, że rozporządzenie ministra zdrowia 6 lutego 2012 r., wydane na podstawie tej ustawy, określa sposób przeprowadzenia konkursu i wskazuje na organ właściwy do powołania komisji konkursowej. - W rozumieniu tej ustawy organem właściwym do powołania komisji konkursowej jest samorząd województwa. Patrząc na dotychczasowe orzecznictwo sądów administracyjnych, w tym Naczelnego Sądu Administracyjnego, które rozstrzygały w podobnych sprawach, skłaniałbym się tutaj w stronę sejmiku województwa. To ten organ uznaje się za właściwy do powołania komisji konkursowej - zaznacza ekspert. 

W zawiadomieniu czytamy też, że konkurs został ogłoszony po terminie przewidzianym w rozporządzeniu ministra zdrowia, a w komisji konkursowej zabrakło przedstawiciela największej grupy zawodowej włocławskiego szpitala, czyli samorządu pielęgniarskiego. 

- W naszej ocenie powinien być włączony przedstawiciel naszego samorządu do komisji konkursowej, ponieważ samorząd reprezentuje interesy największej liczbowo grupy osób zatrudnionych w szpitalu - ponad 500 pielęgniarek i położnych - podkreśla w rozmowie z WP abcZdrowie Małgorzata Zawirowska, wiceprzewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych we Włocławku.

- Nie dotarła do nas informacja o rezygnacji dyrektora z powodu przejścia na emeryturę, jak i na temat jego ponownego powołania na to stanowisko. Musiała być przecież podstawa prawna do jego powołania. Nic na ten temat nie wiemy, podobno była jakaś uchwała, ale jaka, nie wiemy, bo nie została ona upubliczniona - zauważa.

Marszałek Piotr Całbecki ma na ten temat odmienne zdanie. - Nie było żadnych nieprawidłowości, ani w sprawie dotyczącej konkursu, ani emerytury dyrektora - zaznacza w rozmowie z WP abcZdrowie.

Sprawa ma jednak tło polityczne, a zarzuty o powiązania polityczne pojawiały się już wcześniej. Dyrektor Dariusz Szczepański jest prywatnie mężem Ewy Szczepańskiej, przewodniczącej Rady Miasta Włocławek (ta należy do KO, podobnie jak marszałek Całbecki). Z kolei na czele rady społecznej szpitala, która jest "organem doradczym dyrektora", a jej skład można znaleźć na oficjalnej stronie placówki, stoi włocławska radna Domicela Kopaczewska (KO). Wcześniej była m.in. posłanką, a także kierowała Departamentem Edukacji w Urzędzie Marszałkowskim (była więc podwładną marszałka Piotra Całbeckiego).

- Dyrektor Szczepański wygrał konkurs, wcześniej pracował na takim stanowisku w innym szpitalu. Nie widzę tutaj żadnych korelacji z tym, że jego żona jest przewodniczącą Rady Miasta - komentuje Całbecki.

W szpitalu cały czas trwa kontrola urzędu marszałkowskiego "w zakresie gospodarki finansowej oraz polityki kadrowej". Nie ma na razie wiążących ustaleń, mimo że już kilka tygodni temu został do tego powołany specjalny zespół.

Co dalej z SOR-em?

Rzecznik szpitala twierdzi, że "w każdej chwili na włocławskim SOR pracuje od dwóch do trzech lekarzy - co do zasady jeden zabezpiecza część internistyczną, drugi urazową". - 24 sierpnia mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której lekarz ujęty w grafiku poinformował nas, że nie jest w stanie stawić się na dyżur. Dzięki obsadzie i dostępności lekarzy Oddziału Ortopedii i Traumatologii pacjenci części urazowej SOR mieli zapewnioną opiekę - wyjaśnia rzecznik.

Przyznaje jednak, że "sytuacja kadrowa jest dynamiczna, dlatego podawanie jednej konkretnej liczby lekarzy nie oddaje rzeczywistego obrazu". Dodaje, że od czasu decyzji byłego kierownika SOR (zrezygnował po tym, jak stanowisko stracił dyrektor ds. medycznych - red.) "formalnie wpłynęło jedno pismo dotyczące rezygnacji ze współpracy".

A co z rozliczeniami SOR? Przypomnijmy, że według byłego dyrektora ds. medycznych w ciągu pięciu lat szpital mógł stracić przez nieprawidłowości na SOR ok. 30 mln zł.

- Materiał przygotowany przez byłego zastępcę dyrektora ds. lecznictwa nie był audytem, lecz analizą opartą przede wszystkim na zbiorczych danych statystycznych, bez pełnego odniesienia do dokumentacji medycznej poszczególnych pacjentów - komentuje rzecznik szpitala. W ocenie dyrekcji zabrakło "pogłębionej analizy", w tym porównania danych sprawozdawczych z wykonanymi procedurami.

- W kwestii SOR-u mamy słowo przeciwko słowu, nasza kontrola potwierdzi ostatecznie, czy były nieprawidłowości - ucina marszałek Całbecki.

Tymczasem o zarzutach dotyczących rozliczeń pisaliśmy już wcześniej i nie mówił o nich tylko były dyrektor ds. medycznych, ale też wojewódzki konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej, który był wówczas także szefem włocławskiego SOR. Dr n. med. Jakub Nożewski podkreślał, że wcześniej, zanim objął to stanowisko, część wykonywanych tam procedur nie była prawidłowo raportowana do NFZ.

- Nie wszystkie czynności, które mają wpływ na zakwalifikowanie pacjenta do odpowiedniej kategorii rozliczeniowej, były prawidłowo kodowane i przekazywane w sprawozdawczości - wyjaśniał nam lekarz.

Do najwyższych kategorii rozliczeniowych, które są też najlepiej wyceniane, kwalifikuje się pacjentów w ciężkim stanie m.in. wymagających wentylacji mechanicznej, intensywnego leczenia wstrząsu, opanowania masywnego krwotoku czy zaawansowanego postępowania w ciężkich urazach wielonarządowych.

Dr Nożewski wyjaśniał, że kiedy zasady sprawozdawania zostały uporządkowane, okazało się, jak duża była skala problemu. Tylko w pierwszym półroczu tego roku prawidłowo wykazano blisko 300 przypadków kategorii VI, wcześniej to było zaledwie 12. To istotne, bo najwyższe kategorie są też najlepiej wyceniane (do kategorii VI kwalifikuje się pacjentów w ciężkim stanie m.in. wymagających wentylacji mechanicznej, opanowania masywnego krwotoku czy zaawansowanego postępowania w ciężkich urazach wielonarządowych).

- Różnica jest tak duża, że w mojej ocenie świadczy o poważnej, wieloletniej nieprawidłowości systemowej w dokumentowaniu, kwalifikowaniu i sprawozdawaniu świadczeń. Nie można tego sprowadzić do pojedynczego błędu technicznego - zaznaczał lekarz.

Pielęgniarki pójdą do sądu?

- Lawinowo spływają do nas sygnały od pielęgniarek z tytułem magistra i specjalizacją, które, mimo trwających od lat negocjacji, nie uzyskały podwyżek, o których jest mowa w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu. W tym momencie dyrektor zaproponował do podpisania aneksy do umów z wynagrodzeniem na poziomie 10 200 zł brutto, a zgodnie z ustawą to powinno być 11 485 zł. Radzimy, by ich nie podpisywać, tylko wybrać drogę prawną - zaznacza wiceprzewodnicząca OIPiP we Włocławku.

- W skali roku, biorąc pod uwagę tylko ten tysiąc złotych wynagrodzenia podstawowego, to strata na poziomie 12 tys. zł. To nie jest marginalna sprawa, bo dotyczy ponad 150 pracowników na 500 zatrudnionych we włocławskim szpitalu pielęgniarek, więc to ponad ⅕ personelu pielęgniarskiego - dodaje.

Skończy się w sądzie? - Wszystko na to wskazuje. Szacujemy, że do sądu pójdzie co najmniej kilkudziesięciu pracowników. Takie sprawy toczą się w całej Polsce i są rozstrzygane na korzyść pielęgniarek. W naszym województwie został ostatnio wydany korzystny wyrok dla pielęgniarek z Aleksandrowa Kujawskiego, gdzie do sądu poszło 12 pielęgniarek, ale po wyroku sądu dyrektor podwyższył wynagrodzenie wszystkim - mówi nam jeden z pracowników dobrze zorientowany w tej sprawie, który ze względu na "napiętą" sytuację w szpitalu chciał pozostać anonimowy. 

Tymczasem marszałek ocenił niedawno w wypowiedziach dla mediów lokalnych, że sytuacja we włocławskim szpitalu jest "opanowana".

- Dzisiaj nie jest łatwo zarządzać szpitalem, a problemy kadrowe i finansowe ma wiele placówek w Polsce. Mówiąc o tym, że sytuacja jest opanowana opierałem się na informacjach od dyrektora, który ponosi odpowiedzialność za to, co się dzieje w szpitalu. Ja teraz nie widzę pożaru, który trzeba byłoby gasić - podsumowuje w rozmowie z nami mimo wszystkich kontrowersji marszałek Całbecki.

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie