Depresja a samobójstwo
Spis treści:
Myśli samobójcze w depresji
Trudno jest wyeliminować takie myśli. Nie da się przekonać chorego na depresję, chcącego popełnić samobójstwo, że nie warto, że życie jest piękne itp. Wynika to z bezkrytycyzmu chorego – chory jest zdolny oceniać siebie, swoją przyszłość tylko z pozycji depresji.
Nie zawsze myśli samobójcze są objawem depresji. Takie myśli mogą pojawić się także u człowieka zdrowego, pod wpływem obciążających go trudności życiowych. Mogą one wystąpić jako reakcja na stres, którego poziom przekracza próg indywidualnej wytrzymałości człowieka. Różnica polega na tym, że u osoby zdrowej takie myśli nie trwają permanentnie, nie są czymś dla człowieka obciążającym na tyle, aby nie móc się od nich oderwać.
2. Próba samobójcza
Większość osób z myślami samobójczymi w depresji tak naprawdę nie chce umrzeć, ale jednocześnie bardzo chce się uwolnić od swojego cierpienia, bo nie są w stanie z nim żyć. A zatem próba samobójcza to raczej ucieczka od cierpienia, a nie od życia.
Należy wyróżnić trzy podstawowe pojęcia, które nie są zamienne:
- myśli samobójcze – chory myśli o samobójstwie, planuje, odczuwa potrzebę zrobienia tego;
- próba samobójcza – nie doprowadza do śmierci. W takiej sytuacji jest raczej manifestacją bezradności pacjenta i próbą wołania o pomoc. Zdarza się 15-krotnie częściej niż samobójstwa dokonane;
- dokonane samobójstwo – doprowadzające do śmierci. Jest to jedna z najczęstszych przyczyn śmierci w populacjach cywilizowanych i druga przyczyna zgonów u młodzieży. Około 65% przypadków samobójstw wiąże się z chorobą psychiczną, przede wszystkim z depresją.
Z danych wynika, że próbę samobójczą częściej podejmują kobiety, ale to mężczyźni częściej popełniają samobójstwo (2-3 razy częściej). Można by powiedzieć, że mężczyźni są bardziej zdecydowani, by odebrać sobie życie i ich próby samobójcze, choć rzadsze niż u kobiet, są skuteczniejsze. Należy wiedzieć i pamiętać, że każda próba samobójcza zwiększa ryzyko popełnienia samobójstwa dokonanego. Wielu pacjentów w ciągu roku ponawia próby samobójcze, największe ryzyko przypada na pierwsze 3 miesiące. Stąd nie wolno lekceważyć żadnej takiej sytuacji.
Ryzyko próby samobójczej jest różne w zależności od etapu choroby. Największy stopień zagrożenia przypada na początek zachorowania na depresję (pierwszy epizod choroby, pierwsze wizyty u lekarza i konfrontacja z nową sytuacją), szczególnie niebezpieczny jest pierwszy rok choroby.
Duża ilość nawrotów depresji zwiększa pesymizm chorego, osłabia jego wiarę w możliwość uwolnienia się od choroby, co łącznie z narastającymi problemami rodzinnymi, wynikającymi z częstych hospitalizacji, może zwiększyć zagrożenie próbą samobójczą.
Szczególnej ostrożności wymaga również końcowy okres każdego epizodu depresji, ponieważ w trakcie następowania poprawy, objawy chorobowe znikają nierównocześnie i w związku z tym, prawidłowej już aktywności pacjenta może towarzyszyć ciągle obniżony nastrój. W takiej sytuacji zwiększona ruchliwość chorego ułatwia mu popełnienie samobójstwa.
W okresie remisji także mogą zaistnieć okoliczności predysponujące do popełnienia próby samobójczej. Chodzi tu głównie o przypadki remisji niepełnej, w której nadal utrzymuje się umiarkowane obniżenie nastroju, dolegliwości lękowe, bezsenność, połączone z poczuciem chorego, iż nie wróci on do swojej przedchorobowej sprawności.
3. Czynniki ryzyka samobójstwa
Bez względu na to, czy myśli samobójcze są częścią depresji, czy innego zaburzenia psychicznego, stanowią ryzyko popełnienia samobójstwa. Z dużym ryzykiem popełnienia samobójstwa związane są:
- głębokie poczucie winy i beznadziejności;
- przekonanie o znajdowaniu się w sytuacji bez wyjścia;
- wysoki poziom lęku, szczególnie, jeśli wiąże się on z tzw. niepokojem psychoruchowym (stan, w którym pacjent z powodu lęku nie może znaleźć sobie miejsca, podejmuje wiele różnych bezcelowych czynności);
- znaczny stopień zahamowania psychoruchowego, który może również okazać się groźny w związku z możliwością występowania nagłego, niespodziewanego odhamowania.
Poza chorobami psychicznymi i depresją, czynnikami zwiększającymi ryzyko popełnienia samobójstwa (często towarzyszącymi depresji) są:
- próby i myśli samobójcze w wywiadzie,
- samobójstwa wśród krewnych, rodziców, bliskich osób,
- płeć męska,
- starszy wiek,
- osamotnienie, izolacja chorego od otoczenia,
- śmierć bliskich osób,
- brak pracy, brak wykształcenia,
- choroby przewlekłe, szczególnie te związane z przewlekłym bólem, kalectwem, nowotwory,
- u kobiet rosnące ryzyko w okresie przełomów hormonalnych: ciąża, poród, menopauza.
4. Zaburzenie depresyjne a samobójstwo
Mówienie, że chorego do samobójstwa skłania poczucie beznadziejności, winy, niemożności uzyskania pomocy, uwolnienia się od swojego cierpienia, przekonanie o istnieniu sytuacji bez wyjścia, jest sporym uogólnieniem, ponieważ tak naprawdę opis ten stanowią cechy charakterystyczne dla przebiegu depresji, a mimo to nie każdy chory podejmuje próbę samobójczą. Wykazano, że ryzyko samobójstwa związane jest z dodatkowymi elementami:
- wysokim poziomem lęku, niepokojem psychoruchowym, zaburzeniami snu,
- poczuciem beznadziejności, sytuacji bez wyjścia, braku pomocy ze strony najbliższych oraz lekarzy, przekonaniem o ciężkiej, nieuleczalnej chorobie, czasem z urojeniami,
- poczuciem winy, przekonaniem o popełnieniu ciężkich grzechów, przestępstw,
- nastrojem dysforycznym (reagowaniem rozdrażnieniem, złością, agresją na błahe czynniki),
- odczuwaniem przewlekłego bólu, występowaniem przewlekłych chorób somatycznych,
- zaburzeniami snu, bezsennością.
Największe ryzyko samobójstwa w depresji istnieje na początku choroby, przy pierwszym jej epizodzie lub na początku kolejnych jej epizodów i w czasie ustępowania choroby. Początkowo, gdy chory nie jest jeszcze leczony, nie korzysta z pomocy psychiatry lub psychologa albo korzystał, ale samodzielnie przerwał branie leków, nasilenie objawów depresji jest bardzo mocne. Pierwsze wizyty u psychiatry, rozpoczęcie leczenia także stawiają pacjenta w trudnej sytuacji. Kolejny moment to ten, gdy rozpoczyna się farmakoterapię – jej pierwsze 2-3 tygodnie wiążą się z największym ryzykiem samobójstwa.
W bardzo nasilonych objawach depresji chory ma na tyle obniżoną aktywność, że nawet pomimo istnienia myśli samobójczych, nie jest w stanie ich zrealizować. Natomiast działanie leków pojawia się nierównomiernie, tzn. najszybciej polepsza się aktywność chorego, a dopiero po 2-3 tygodniach stałego leczenia poprawia się nastrój – w takiej sytuacji zwiększona „ruchliwość” chorego ułatwia mu popełnienie samobójstwa. Później konfrontacja chorego ze środowiskiem, powrót do normalnego życia codziennego, szczególnie w sytuacji niepełnego powrotu do zdrowia, obniżonego nastroju, wzmagają poczucie utraty czegoś z powodu depresji i niemożności powrotu do życia sprzed choroby. Ważne jest także, by wiedzieć, czy pacjent przyjmuje regularnie leki. Przerwanie ich stosowania może być bardzo groźne i wiąże się z nawrotem depresji.
W żadnej z tych chwil chory nie powinien być sam i samodzielnie sobie z tym radzić. Dlatego tak ważna jest rola rodziny w procesie leczenia depresji.
5. Sygnały zagrożenia samobójstwem
Naszą uwagę powinno zwrócić wiele zachowań chorego.
- Plany samobójcze są bardzo często ujawniane przez chorych. Mówią o tym, że nie widzą sensu życia, że nie mogą tak żyć. Interesują się tematem śmierci.
- Często zdarza się, że osoba zdecydowana na samobójstwo zaczyna porządkować wszystkie swoje sprawy: spłaca długi, odwiedza rodzinę, pisze testament, porządkuje rzeczy osobiste. Chce uporządkować swoje życie przed śmiercią.
- Osoby z myślami samobójczymi często zgłaszają się do różnych lekarzy, do lekarza rodzinnego, psychiatry. Skarżą się na wiele dolegliwości, o nieznanym pochodzeniu i przyczynie.
- Czasem bywa też inaczej – chory, który dotychczas skarżył się na wiele dolegliwości, nagle przestaje o nich mówić, jest spokojny, ma lepszy nastrój. Często taka zmiana wynika z podjęcia decyzji o samobójstwie, chory jest spokojny, że już niedługo „wszystko się rozwiąże”, uwolni się od cierpienia.
W przypadku podejrzeń lub obaw, że bliska osoba ma myśli samobójcze, należy poprosić o pomoc lekarza rodzinnego lub psychiatrę. Nie można zostawić takiej osoby samej – stale ktoś powinien przy niej być. Często nie chodzi tylko o bezpieczeństwo takich osób, lecz także o to, że potrzebują w takiej chwili czyjejś bliskości. Zaleca się usunięcie z domu wszystkich leków, środków chemicznych, ostrych przedmiotów, broni. Gdy istnieje duże ryzyko podjęcia próby samobójczej, chory powinien być hospitalizowany w szpitalu psychiatrycznym. W takiej sytuacji nie jest wymagana do tego jego zgoda, ponieważ ustawa o ochronie zdrowia psychicznego zezwala na umieszczenie pacjenta w szpitalu w sytuacji, gdy zagrożone jest jego lub innych osób życie.
Uzyskanie pomocy, wsparcia, poczucia bliskości i braku osamotnienia przy jednoczesnej farmakoterapii sprawia, że samopoczucie chorego się poprawia i wraca mu chęć do życia.
6. Samobójstwo rozszerzone
Oczywistym wydaje się fakt, że myśli samobójcze, szczególnie kiedy mają charakter uporczywy i nawracający, niosą ze sobą poważne zagrożenie życia człowieka. Współwystępowanie w obrazie chorobowym tzw. objawów wytwórczych (urojenia, omamy) wymaga natychmiastowej interwencji, zwłaszcza, że mogą one doprowadzić do tzw. samobójstwa rozszerzonego. Poprzez samobójstwo rozszerzone rozumie się sytuację, w której osoba chora na depresję psychotyczną podejmuje decyzję o zabiciu nie tylko siebie, ale również swoich najbliższych (dzieci, współmałżonka) w przekonaniu, iż w ten sposób uchroni ich przed nieuniknionym cierpieniem, karą czy prześladowaniem.
7. Problemy ze snem w depresji
Poważnym zagrożeniem dla człowieka z depresją są również problemy ze snem. Szczególnie niebezpieczne bywa przedwczesne budzenie się – chorujący na depresję, nie mogąc ponownie zasnąć, czuje się w środku nocy bezradny, bezczynny i osamotniony. Warto przy tym pamiętać, że wczesne godziny poranne wiążą się również z największym nasileniem objawów depresji. Można sobie wyobrazić osobę bardzo cierpiącą, pozbawioną nadziei, targaną lękiem, poczuciem winy, dramatycznym przewidywaniem czarnej przyszłości, która budzi się o 1-2 w nocy, wokół jest ciemno, wszyscy śpią, nie ma do kogo się odezwać, uzyskać pomocy. W takich chwilach jedynym wyjściem wydaje się zakończenie życia.
8. Mity o samobójstwie
- „Osoba, która chce popełnić samobójstwo, nie mówi o tym. Jeśli ktoś mówi, to znaczy, że nie chce tego tak naprawdę zrobić, tylko straszy otoczenie.”
Nic bardziej mylnego. Aż 80% samobójców mówi wcześniej o swoich zamiarach bliskim lub lekarzowi. Pozostali sygnalizują to w mniej bezpośredni sposób – interesują się tematem śmierci, myślą o bezsensie życia, że nie są niezastąpieni, o uldze, jaką mogłaby im przynieść, np. śmiertelna choroba. Czasem są to koszmary senne, np. o pogrzebach, umieraniu.
- „Osoba, która chce popełnić samobójstwo, stroni od towarzystwa, chce być sama.”
Czasem tak jest. Jednak częściej lęk związany z decyzją o odebraniu sobie życia i strach sprawia, że chorzy ci szukają kontaktu z bliskimi osobami, mają potrzebę bliskości. Częściej odwiedzają znajomych, chodzą do lekarzy, nawet jeśli wcześniej tego nie robili, zgłaszają różne dolegliwości. Poza „wygadaniem się” mają oni często potrzebę powiedzenia o swoich myślach, chęci odebrania sobie życia. Takich osób należy uważnie słuchać.
- „Zapytanie chorego na depresję, czy ma myśli samobójcze, może skłonić go do popełnienia samobójstwa, a nawet jeśli ma myśli o odebraniu sobie życia, to nie powie nam prawdy.”
To, czy chory na depresję popełni samobójstwo, jest tylko jego decyzją i pytanie o to na pewno nie skłoni go do tego. Wielu chorych boi się o tym mówić, dlatego wręcz czekają, aż się ich o to zapyta, by mogli o tym powiedzieć. I nie musi tego robić lekarz. Może to być bliska osoba, która będzie mogła pomóc choremu w leczeniu i towarzyszyć mu w nim. Często boimy się o to pytać, bo nie wiemy, co powinniśmy zrobić, jak zareagować w sytuacji, gdy ktoś odpowie: „Tak, mam myśli samobójcze”.
- „Samobójca zawsze chce odebrać sobie życie, więc może nie powinno się go ratować, bo i tak prędzej czy później znowu spróbuje sobie odebrać życie.”
Większość ludzi podejmujących próbę samobójczą czyni to z poczucia bezsilności i niemożności poradzenia sobie z własnym cierpieniem – w ten sposób woła o pomoc. Nawet jeśli ktoś przejawia silne chęci odebrania sobie życia, często jest to chwilowe, a odpowiednia pomoc i leczenie zmieniają takie nastawienie.
- „Chory, który chciał popełnić samobójstwo, zaczyna zachowywać się spokojniej, ma lepszy nastrój, nie ma już myśli samobójczych.”
W takiej sytuacji może być wręcz odwrotnie. W przypadku bardzo ciężkiej, długotrwałej depresji i dodatkowych czynników ryzyka takie zachowanie może świadczyć o podjęciu decyzji o samobójstwie. Chory jest spokojny, bo wie, że niedługo skończy się jego cierpienie, ma plan, jak to zrobić. Gdy jego bliscy cieszą się, że lepiej się czuje, pod tą maską rozgrywa się dramat.
9. Czy samobójca mówi o swoich zamiarach?
Duża ilość prób samobójczych i związana z nimi wysoka śmiertelność wynika w znacznym stopniu z fałszywych przekonań na temat samobójstwa. Bardzo powszechna wydaje się być opinia, iż ludzie, którzy chcą popełnić samobójstwo, nikomu o tym nie mówią i w związku z tym, jeżeli ktoś „afiszuje się” z chęcią odebrania sobie życia, to na pewno nie chce tego naprawdę zrobić, a tylko pragnie wpłynąć na otoczenie. Nic bardziej mylnego! Aż 80% samobójców mówi jasno o swoich zamiarach najbliższym osobom lub lekarzowi. Z pozostałych 20% znaczna część sygnalizuje w różny, niebezpośredni sposób, iż ma zamiar odebrać sobie życie. Myśli samobójcze mogą w tych przypadkach przejawiać się rozważaniami o bezsensie życia, uldze, uwolnieniu od kłopotów, jakie może dać ulegnięcie wypadkowi czy zachorowanie na śmiertelną chorobę.
Ponadto, osoby z tendencjami samobójczymi często podkreślają, iż nie są niezastąpione i ani świat, ani rodzina nie ucierpią na tym zbytnio, gdyby ich nie było. Myśli samobójcze mogą się również ukrywać pod postacią koszmarnych snów o pogrzebie, umieraniu.
Lęk związany z podjęciem decyzji o odebraniu sobie życia często uniemożliwia mówienie wprost o samobójstwie, jednocześnie kiedy człowiek się boi i kiedy znajduje się w obliczu dramatycznej, ostatecznej sytuacji pojawia się naturalna potrzeba kontaktu z innymi, potrzeba bliskości. W takiej sytuacji osoby myślące o samobójstwie zaczynają częściej niż zwykle odwiedzać znajomych, zjawiają się u lekarza, zgłaszając różne niejasne dolegliwości, nie umiejąc wyjaśnić, jaka jest dokładnie przyczyna ich wizyty. Badania pokazują, że bardzo duża część ludzi, którzy popełnili samobójstwo odwiedza lekarza pierwszego kontaktu lub psychiatrę w ciągu miesiąca poprzedzającego próbę.
Wynika z tego ważny wniosek – powinniśmy uważnie oraz cierpliwie słuchać ludzi obarczonych zwiększonym ryzykiem samobójstwa i zawsze starać się dowiedzieć, czy poza zwykłą potrzebą „wygadania się” nie mają nam do przekazania jakiejś niepokojącej informacji.
Bibliografia
- Dudek D., Zięba A., Depresja – wiedzieć, aby pomóc, Krakowskie Wydawnictwo Medyczne, Kraków 2002, ISBN 83-88614-05-3.
- Heitzman J., (red.), DEPRESJA – odpowiedzi na pytania, Urban & Partner, Wrocław 2007, ISBN 83-60290-22-4.
- Jarema M., Rabe-Jabłońska J., Psychiatria, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2011, ISBN 978-83-200-4180-4.
- Stukan J., Toksyczna psychologia i psychiatria. Depresja a samobójstwo, Prometeusz, Polska 2010, ISBN 978-83-915222-5-7.
- Święcicki Ł., Depresja – zwykła choroba?, Urban & Partner, Wrocław 2010, ISBN 978-83-7609-276-8.

Komentarze (58)
Witam, mam na imię Piotr, mam 29 lat jestem żonaty, mam 2 wspaniałych dzieci, 9 lat jestem po ślubie. Cztery lata temu podjąłem próbę samobójczą, która mi nie wyszła. Trułem się tabletkami relanium, przeżyłem - szkoda, teraz znowu dręczą mnie myśli samobójcze wiem, że prędzej czy później i tak odejdę z tego świata. Od pięciu lat leczę się neurologicznie i psychiatrycznie, a zaczęło to się od tego, że 5 lat temu napadnięto mnie wraz z żoną rozbito mi głowę. Jestem po trepanacji czaszki, od tego czasu leczę się i jestem na rencie. Próby samobójczej nie planowałem, po prostu oglądałem TV wstałem, ukradłem mamie 5 listków relanium, zacząłem żegnać się z rodziną, a jednocześnie w kieszeni wyduszałem tabletki. Wziąłem łyk piwka i wziąłem tabletki popiłem je piwem i obudziłem się w Świeciu w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych. Byłem tam miesiąc, wyszedłem zmienili mi leki i się uspokoiłem zacząłem tyć, dobrze spać, ale myśli ciągle wracają teraz coraz bardziej. Wieczorami, gdy odmawiam pacierz wieczorny proszę Boga by mnie zabrał stąd. Czekam z utęsknieniem na śmierć i wierze w życie pozagrobowe, umrę ciałem ale duchem będę. Spotkam się za światami z moim najukochańszym Tatą i zwiedzimy cały świat. Nie piszę nic o żonę, bo nie mam w niej wsparcia. Ciągle za mało zarabiam, pracuje w ochronie mam 1200 na rękę plus 465 renty, ale cóż to za mało. Jak dostaje wypłatę i mówię żonie to ona mówi czy warto iść po te ochłapy. W nosie mam ją, jutro jadę na rozmowy do jednego z domów dziecka, gdzie mieszkam, w sprawie pracy jako wolontariusz może mi to pomoże chce być jak najmniej w domu. NAJGORSZE, ŻE WOŁAM O POMOC, A NIKT MNIE NIE SŁYSZY!!!!widocznie tak ma być, pozdrawiam.
Witam!
Jestem w podobnej sytuacji, co prawda nie podejmowałem jeszcze tak zdecydowanej próby odebrania sobie życia, ale byłem już bardzo bliski. Nie chcę po prostu "sfuszerować".
Z ciekawostek mogę Ci powiedzieć, że zarabiam około 7-8 tys., ostatnio przekazałem żonie odłożone dodatkowo 50 tys. (z prac wykonanych dodatkowo przez kilka lat) ale wsparcia też nie otrzymuję. Widocznie niektóre żony tak mają... Też mam dziecko i chyba tak naprawdę to te krótkie chwile z nim powodują, że przesuwam termin na dzień następny... Wiem, że kiedyś to nie wystarczy :( Pozdrawiam.
Mój problem jest z goła inny. Nie chcę umierać, nie czuję potrzeby zabicia się, ale żyć też nie chcę. Nienawidzę siebie za to kim/czym jestem. Z jednej strony chcę mieć kontakt z ludźmi, zwłaszcza z tą jedną osobą, z którą można się związać na całe życie - z drugiej nie pozwalam nikomu poznać siebie takim, jakim jestem. Z przyczyn, o których nie chcę pisać, które są ode mnie niezależne, nigdy nie będę mógł być tak blisko z drugą osobą jak widniejący wyżej anonimowi. Żona, dzieci, rodzina - te rzeczy zawsze pozostaną po za moim zasięgiem. Chcę je mieć, ale też nienawidzę tego, że je chcę. Pragnę być zrozumiany, ale brzydzę się otwierać przed kimś i obnażać swoje prawdziwe wnętrze. Jestem mizantropem gardzącym ludzką egzystencją, gardzę sobą i jednocześnie chciałbym być taki, jak reszta szarej masy.
Niestety jestem zbyt wrażliwy, zbyt inteligentny, zbyt asertywny i uparty. Jestem pełen skrajności, dualizmów i skrajnych bipolarnych stanów emocjonalnych. Mam czasami objawy schizofrenii, ale nie wiem czy są one prawdziwe, czy tylko moim własnym złudzeniem wynikającym z obawy przed tą chorobą. Nie jest mi obca, występuje w mojej rodzinie i wiem co potrafi zrobić z człowieka.
Depresja dopada mnie w momentach samotności gdy po dniu spędzonym w pracy wracam do mieszkania, w którym nikt na mnie nie czeka. Nie mieszkam sam, ale jestem sam. Zawsze byłem samotny. Odludek, aspołeczny typ, 'zimny głaz' cytując moją najbliższą rodzinę. 'Najbliższą' w symbolicznym znaczeniu.
Nie wiem co mam zrobić, nie widzę wyjścia z mojej sytuacji. Za każdym razem gdy wydaje mi się, że dam sobie radę i przyzwyczaję się do swojej beznadziejnej sytuacji los rzuca mi pod nogi następną kłodę. Dostałem się na wymarzone studia - nie obroniłem się, bo straciłem zapał. Przywykłem do samotnego życia - poznałem nowych kolegów w pracy, którzy każdego dnia pokazują mi jak wspaniale jest mieć kogoś. Pogodziłem się z tym - lekarz wykrył wadę serca (mam 28 lat), prawdopodobnie wrodzoną i niewykrytą od dziecka. Chyba jednak mój problem sam się rozwiąże. Nie chodzę więcej do lekarza, nie podetnę sobie żył, nie skoczę z okna. Poczekam aż choroba sama mnie zabije. Nie chcę umierać, ale żyć też nie mogę.
WALCZ
Musisz być silny i nie dać się... na tym świecie niejednokrotnie odnajdziesz szczęście jeszcze:)
Napisz na adres sopyh na googlemail proszę, wyślij chociaż swój adres e-mail - ja napiszę. Nie mogę z całą pewnością powiedzieć o jakich problemach piszesz, ale wiem że przechodzę przez podobne.
Witaj, chętnie podzielę się z tobą swoimi przeżyciami, a są bardzo bogate, wieloletnie. W tym czasie udało mi się pomóc skutecznie osobom z takim pragnieniem, bo wiem czego człowiek w takiej sytuacji potrzebuje i to jest dopiero doświadczenie.
Ja leczę się psychiatrycznie od lat, różne rzeczy się dzieją, różne diagnozy. Teraz znowu mam epizod depresyjny, mam bardzo nasilone myśli samobójcze. Właściwie to już nawet mniej więcej zaplanowałam ten krok - kiedy to zrobię, jak się do tego przygotuję i wreszcie w jaki sposób odbiorę sobie życie. Cały czas łudzę się jednak, że może się wszystko ułoży, że zostanę wyciągnięta z tej matni. Z jednej strony wydaje mi się że już wszystko co dobre to za mną, że już nie spotka mnie nic pozytywnego, nie mam już siły walczyć, trwać, istnieć. Z drugiej jednak strony szarpią się we mnie jakieś resztki instynktu przetrwania, zostały jeszcze jakieś okruchy nadziei. Jestem teraz w kropce, czuję się bardzo źle, nie wiem co mam robić, czuję się taka samotna, niepotrzebna, rozczarowana, przegrana, niezdolna osiągnąć szczęście, za słaba by przeżyć to życie. Tak jak ktoś wyżej napisał - życie wciąż rzuca mi kłody pod nogi. Jak już wydaje mi się że jest dobrze, że wreszcie mogę powiedzieć o sobie że jestem zadowolona ze swego życia, szczęśliwa, to zawsze coś się musi sp....:( Ja już nie mam siły znosić kolejnych ciosów od życia :(
Drogi Piotrze.
Rozumiem Cię. Ale proszę nie rób sobie krzywdy. Nie zostawiaj swoich dzieci z taką straszną kobietą (albo super niedomyślną..), która ma za nic w jakim stanie się znajdujesz. Coś mi się wydaje, ale mogę się mylić, gdyż mało o sobie napisałeś, że dużą "pomocą" w zapędzaniu Cię do prób samobójczych jest Twoja żona. Zwróciłam uwagę, że wypomina Ci ilość pieniędzy, które dostajesz. A Ty, jako ambitny mężczyzna, najprawdopodobniej czujesz się niczym z tego powodu. Ale to bzdura!! O tym jakim jesteś mężczyzną świadczy nie ilość pieniędzy, które przynosisz do domu po takim strasznym wydarzeniu, ale to jakim jesteś człowiekiem, a widać że ambitnym i wrażliwym. Wcale nie musisz dominować w swoim stadzie (np. że to Ty utrzymujesz rodzinę), żeby nim być!! Swoim dzieciom jesteś potrzebny, nie z powodu tego, ILE przynosisz pieniędzy, tylko że jesteś ich ojcem! Z Tobą jest jak najbardziej w porządku. Dzisiaj to nie są czasy, że to facet koniecznie ma pokrywać utrzymanie rodziny. Są kolesie co nic nie przynoszą żonom i wcale nie mają kłopotów ze zdrowiem.
i W OGÓLE nie przejmuj się gadaniem swojej żony! Wiem, że łatwo mówić, ale jeśli ktoś kogoś dręczy psychicznie (bo na to mi takie jej gadanie zakrawa) to jest wredny. Musisz jej wybaczyć, może postawić jej ultimatum (jestem pewna, że jakby co znalazłbyś wiele kobiet, które nie lecą na kasę, a na wnętrze!!), ale ta babka zdecydowanie przekracza Twoje granice jako człowieka - nie bądź naiwny i po prostu nie wierz. Paradoksalnie postawienie jej granicy może wzbudzić jej respekt do Ciebie. To tak jakbyś jej mówił, żeby nie pokazywała Ci swojego ciała, bo ma trochę lub bardzo zniszczony brzuch (w porównaniu np. do aktorek porno), tym samym nie brał pod uwagę, że po prostu Urodziła. I tym samym sugerował, że nie jest prawdziwą kobietą, bo nie ma idealnego ciała, tak jak ona Ci (może Nieświadomie) sugeruje, że kiepski z Ciebie facet.
MOŻE też być tak, że wcale tak na to nie patrzy, że jest po prostu niedelikatna, a to Ty masz honor męski i wydaje Ci się, że prawdziwy facet POWINIEN zarabiać na utrzymanie rodziny. Tak taka jest obiegowa opinia. Podobnie jak ta, że facet powinien zawsze móc, mieć długiego na min. 20 cm albo że nie płacze ;) Nie prawda, jest w obecnych czasach wielu facetów, którzy sprawdzają się świetnie jako gospodyni domowa albo niania, lepiej od żon, a to one zarabiają. Albo razem dzielą trudy zarabiania/wychowywania dzieci.
Pozdrawiam, i nie karm się tendencyjnym myśleniem i obiegowymi opiniami. Zabraniam :)
A ja Cię lubię na podstawie tego opisu, wydajesz mi się bliski :)
Zdaje mi się, że masz problemy typowe dla artystycznej duszy. Może się mylę. Ale jakby co witaj w klubie ;) pozdr.
Witam!
Pragnę podzielić się z Wami moimi przeżyciami. Chodzi o mojego tatę, który tydzień temu odebrał sobie życie:( Miał ogromne problemy w pracy i bardzo długo nam (rodzinie) o tym nie mówił. Przede wszystkim tam zostawiono go samemu sobie, a był na kierowniczym stanowisku. Kiedy w końcu postanowił się tym podzielić, a było to dwa tygodnie przed śmiercią, właściwie żadne nasze argumenty wyjścia z sytuacji do niego nie docierały. On to już postanowił i chyba nas na to przygotowywał. Ale i tak nie umieliśmy odczytać sygnałów. Dzień "przed" załatwiłam mu psychologa, zgodził się że pójdzie. W ogóle był bardzo spokojny, przytakiwał na wszystko. Wiem, że bardzo kochał mamę, nas i wnuki... a i tak cierpienie jego było silniejsze, chciał się uwolnić, żeby już nie bolało... Za to teraz My nie umiemy sobie z tym poradzić!!! Ból, tęsknota, żal, pustka... Jak dalej żyć? Miał przecież tyle planów. Nie pomyślał, że to teraz My cierpimy. Dlatego apeluję do wszystkich zastanówcie się zanim to zrobicie. Jak będą żyć Wasze dzieci, żony, mężowie... Mój półtoraroczny syn, codziennie pyta o dziadka, nie umiem mu wytłumaczyć, że go nie ma i nie będzie. Nie będzie go w ogóle pamiętał, a był jego ulubionym wnukiem. Problemy są różne, ale zawsze jest jakieś wyjście, trzeba tylko o tym dużo, dużo rozmawiać czy z rodziną, czy też z ze znajomymi, albo poradzić się psychologa, nie dusić w sobie. Mój tata był trochę zamknięty w sobie i chyba go to zgubiło, a my za późno to zauważyliśmy...
Witam,
U mnie wszystko zaczęło się 10 lat temu, gdy zmarł mój Tata. Nie mogłam nic zrobić, nawet wyjść z domu. Nie miałam na kogo liczyć, nikt nie starał mi się pomóc, bo nikt nie zauważał, że zjada mnie depresja. Żyłam, a raczej trwałam ze względu na moją córkę. Mąż nie jest zbyt wrażliwym człowiekiem, pewnie do dziś z niczego nie zdaje sobie sprawy, a może i nie chce. Ja żyję na pograniczu, nie pracuję, wycofałam się ze wszystkiego. Walczę każdego dnia, ale jest coraz ciężej. Mnie życie też nie oszczędza- moja córka, którą zawsze kochałam nad życie jest oschła i wiecznie rozkapryszona. A ja tak się staram... Ale po co to robić, po co się wysilać, kiedy inni i tak mają to w nosie...Nie mam co liczyć na zrozumienie, każdy myśli tylko o sobie, a ja cierpię. Nie mam się do kogo zwrócić, wszyscy myślą, że jestem zadowoloną z życia osobą, a ja tonę... Mam 35 lat, a czuję się jak stary, zmęczony człowiek... Nie wiem, co robić...
Powiedzcie mi co to jest za stan z jakim zmagam się od jakiegoś czasu. Boję się, że to depresja, a ja całe życie (mam 35 lat). Nie wierzyłem tak naprawdę, że można na coś takiego zachorować. Moje objawy to:
- Okropny przeszywający lęk, który gniecie za mostkiem,nie pozwalający spać.
-Ogromne poczucie beznadziejności,ż e nie dam sobie rady w przyszłości (10-20 letniej).
-Obawa o to, że w każdej chwili może się stać coś strasznego z moją rodziną (nie ze mną).
-Rozważanie, że w najgorszym wypadku jakbym już nie miał wyjścia to zabiję się.
-Palenie większej ilości papierosów z taką myślą, że dzięki temu krócej pożyje.
-Ogromna nienawiść do osób, którzy są szczęśliwe, którym się powiodło.
Tak przedstawiam te objawy, jak najrzetelniej. Nigdy nie zwracałem się z pytaniem o te objawy, gdyż nie przywiązywałem do nich wagi. Objawy narastały powoli od około pół roku. Nie pisałbym, ale dzisiejszy dzień mnie dobił kompletnie,nie mogłem nic robić, zmuszałem się do zrobienia czegokolwiek. Dodam, że moja rodzina jest zdrowa, ja mam pracę i w zasadzie nic takiego się nie dzieje, co by tłumaczyło ten mój stan. Bardzo proszę o jakąś odpowiedź, może po prostu jestem przewrażliwiony. Pozdrawiam. Łukasz.
Ludzie, macie duże problemy, naprawdę, ale waszym podstawowym "błędem" jest to, że o nich nie rozmawiacie, a ważnym w życiu jest mieć kogoś, przed kim można się zwyczajnie wygadać. Wiem, że nie zawsze jest to proste, ale wokół nas jest wielu, mimo wszystkich, życzliwych osób, które może nie od razu są w stanie pomoc, zaprzyjaźnić się, ale na pewno umieją słuchać. Szukajcie ich, bo warto żyć naprawdę, to brzmi banalnie, ale nie skazujcie na cierpienia po stracie osoby waszych bliskich, dzieci, niewyrozumiałej żony, bo często bliskie nam osoby robią pewne rzeczy nieświadomie, mino wielkiej miłości jaką nas obdarzają. Odważcie się na rozmowy, to podstawa, trzymam kciuki.
Mam 22 lata i jestem na etapie szukania chętnych do popełnienia samobójstwa. Że ciągle o tym myślę, to wszyscy wiedza, ale, że mnie własny ojciec od wieśniar wyzywał, a znajomi mu przyklaskują. Niewiele to kogokolwiek obchodzi. Jak czytam.. "życie jest święte, nie wolno ci", "jeśli chcesz to zrobić, to znaczy, że jesteś ślepy". Piszą jakby znali każdego i wszystko o wszystkich wiedzieli. Z drugiej strony powinnam dziwnie się czuć wstawiając komentarz po kimś, kogo spotkało coś, co wszyscy bez wyjątku uznają za powód do co najmniej złego nastroju, tzn. wypadki itp. Mam wrażenie, że nie istnieję. Przecież widzę, że wiele osób, które przyczyniły się do stanu, w którym obecnie się znajduję. manipulują mną, śmieją się dosłownie lub nie. Jestem w mega dołku, a za chwilę wmawiają mi, że mam urojenia. Ty jesteś leniwa i tyle. Wszystko, co przeszłam staje się nieważne, a ich wpływ na mnie spada do zera. Nie mogę tego wytrzymać. Czasem chciałabym, żeby ktoś mi naprawdę dał jakiś "porządny" powód, taki który by został uznany za ważny? Który zostałby zauważony. Takie skakanie jest jeszcze gorsze. Biorę tabletki. tzn. w sobotę wzięłam ostatnia. Nową receptę dostanę jeszcze w tym tygodniu, ale w 3 dniu bez tych tabletek czuję się jak wrak, a z drugiej strony dopiero teraz mogę o tym pisać. Komentarze rodziny ograniczone są do minimum. Przeraża mnie to, że nie potrafię jaz funkcjonować bez tabletek. W sumie pierwszy raz wzięłam je prawie 8 lat temu.. ale przecież istnieją ludzie, których samobójstwa wielu w ciszy własnych przemyśleń uważa za właściwe, tzn. "gdybym ja się tak czuł. Nie miał/a innego wyjścia". Ale ten temat nie istnieje. Wracając do tabletek.. z drugiej strony mam wrażenie, że strasznie mnie ogłupiły. 8 lat z wieloma przerwami, ale jednak.
Witam
Przykro jest czytać takie rzeczy pisane przez tyle osób... 2 listopada 2009 roku popełnił samobójstwo mój narzeczony. Wiele razem przeszliśmy, byliśmy razem ponad 3 lata zaczęło się po pół roku podjął próbę samobójczą, którą przeżył cudem, potem wypadek samochodowy bardzo ciężki, który przeżyliśmy dla siebie, żeby jak najszybciej być razem. Wszystko zaczęło się układać, mieszkaliśmy razem, dostał dobrą pracę, stać nas było na utrzymanie mieszkania, wszystkie problemy zniknęły. Aż tu nagle pewnego dnia znalazłam go w naszym mieszkaniu martwego....... to było straszne, do tej pory nie mogę się z tym pogodzić nie wierzę że nie żyje. Wydaje mi się, że po prostu wyjechał! Ból po stracie tak bliskiej osoby mimo, że wiedziałam wcześniej, że stać go na to jest nie do opisania. Apeluję do wszystkich którzy myślą o samobójstwie. Pomyślcie o bliskich, im się świat na głowę zwali i też mogą tego nie wytrzymać. To nie jest żadne wyjście! Chętnie pomogę radą, rozmową każdemu kto ma myśli samobójcze. Opiszę jak wygląda życie po stracie bliskiej osoby- zastanów się co zrobisz swojej mamie, córce lub bratu....
Pozdrawiam
Twój komentarz uświadamia mi jedną ważną rzecz, że nie warto się z kimkolwiek wiązać. Przykład twojego męża pokazuje, że nawet jeśli znalazł szczęście z tobą, nadal mu było ciężko co poskutkowało samobójstwem i zadaniem tobie cierpienia.
"zastanów się co zrobisz swojej mamie, córce lub bratu...." wiem o tym bardzo dobrze i to jedyna rzecz, która trzyma mnie jeszcze na tym świecie. Sama myśl o tym jaki ból mogę im zadać powoduje, że zaczynam płakać. Z drugiej strony matka, córka, brat nie mają pojęcia z jakim cierpieniem muszę ja sam walczyć przez ten czas.
Witam,
Szukam odpowiedzi na pytanie czy stan menopauzy lub jej przejścia ma coś wspólnego z samobójstwem lub też z stanem, który doprowadza moją mamę do mówienia dziwnych rzeczy, lęków itp. Szukając trafiłam na te forum..nigdy nie udzielałam się na forach teraz poczułam, że muszę, bo już nie wiem gdzie szukać pomocy. Moja mama leczy się psychiatrycznie od kilku lat bierze leki od depresji, ostatnio było nam ciężko. Długi, nie wyrozumiały mąż, który pił i nie szczędził pretensji i podtekstów pod mamy adresem i nie wyrozumiała ja, która widziała, że coś jest nie tak ale twierdziłam, że to wynik rozdrażnienia i rozżalenia, które nastąpiło po utracie przez moją mamę własnej matki i bliskiej ciotki, którą się opiekowała w szpitalu. Mama zaczęła mówić dziwnie o Bogu, o tym że ją wybrał, że ona była zawsze dobra dla ludzi i dlaczego ją ludzie krzywdzą. Wszędzie widziała podstęp. W końcu poszła na kolejną wizytę do swojego lekarza psychiatry, który dodał jej nowe leki i zaczęła się "jazda". Mama rano wstała, zaczęła krzyczeć, płakać mówić, że umiera, że wszystko nam wybacza, zaczęła nas błagać abyśmy jej powiedzieli że wierzymy w Boga, że ona uzdrawia ludzi. Pochowałam leki, które lekarz przepisała, zadzwoniłam do lekarza i powiedziałam o całym zdarzeniu. Powiedziała, że jest zaskoczona ale to chyba są początki psychozy....:(( Nie wiem co to jest, trochę o tym czytałam. To było traumatyczne przeżycie głownie dla mnie. Jestem jedynaczką, z mamą od zawsze w dobrych stosunkach, mój tata też się przestraszył. Teraz mija już 4 dni od tego zdarzenia, wiem że to też wynik menopauzy która prawdopodobnie się zaczęła, lęki, wybuchy gorąca, drażliwość, dlatego wczoraj poszłyśmy zrobić z mamą wynik hormonów. Na wynik czeka się tydzień. Nie wiem co robić? Niby jest dobrze wiem, że ulży jej jak weźmie hormony, ale czy jej stan psychiczny się poprawi? Dziś nie spała całą noc, a ja razem z nią. Bezsenność też jest wynikiem menopauzy. Może ktoś coś odpowie na ten przypadek? Jestem w takim stanie, że nie potrafię tego opisać, a wiem że muszę być silna i racjonalnie myśleć. Dziękuję za uwagę...:((
Dlaczego odbierasz to w ten sposób " nie warto się z kimkolwiek wiązać"? Właśnie warto tylko trzeba słuchać czasami tej drugiej osoby, każdy z nas ma w życiu jakieś problemy- mniejsze lub większe ale z każdym można dać sobie radę jeśli się tylko chce. Natomiast popełniając samobójstwo nie dajesz wyboru swoim bliskim, oni są już skazani na życie ze świadomością Twojej śmierci. Postaraj się zainteresować rodzinę swoimi problemami, może Cie ktoś odciąży trochę, a jak nie w rodzinie to znajdź wsparcie, radę, wolę wysłuchania u kogoś innego, może nawet obcego. Jest wiele takich osób jak ja, które zechcą wysłuchać i zrobić tyle ile w ich mocy żeby nikt nie musiał już więcej cierpieć po stracie bliskiej osoby...
Piszesz, że brat, mama, córka nie wiedzą co teraz przechodzisz i jak cierpisz tak? Za to Ty nie będziesz wiedział jak oni będą cierpieć widząc cię w trumnie, żyjąc dzień po dniu bez ciebie a wszystko dokoła tylko Cię będzie przypominać i nie daj Boże, żeby cie znalazł martwego ktoś bliski, bo ten widok z przed oczu NIGDY NIE ZNIKA!!!!!