"Wyprosiłam rentgen"
Elżbieta Deput, znana w sieci jako @deputbeauty_instruktor, opowiedziała w mediach społecznościowych o swojej chorobie. Jak przyznała, pierwsze objawy długo nie wskazywały jednoznacznie na nowotwór. Były nietypowe i niespójne, dlatego przez kilka miesięcy medycy nie potrafili ustalić, co jest przyczyną jej pogarszającego się stanu zdrowia. - Objawy choroby miałam już kilka miesięcy przed diagnozą, natomiast były one na tyle dziwne i niespójne, że lekarze nie wiedzieli, co mi dolega - relacjonowała.
Początkowo najmocniej dokuczały jej plecy, później pojawiło się drętwienie dłoni i charakterystyczne "prądy" w ręku. - Tak w połowie zeszłego roku zaczęły mocniej boleć mnie już te plecy. Zaczęło się drętwienie dłoni i prądy w ręku - mówiła. W sumie od pierwszych objawów do diagnozy minęło około pięciu-sześciu miesięcy.
Wielu obserwatorów pytało ją też, co pokazywały wyniki podstawowych badań krwi. Odpowiedziała, że morfologia nie wskazywała na poważny problem zdrowotny. - Czy w morfologii wychodziły jakieś nieprawidłowości? Nie, moja morfologia zawsze wychodziła idealnie, jedynie przed diagnozą minimalnie było podwyższone CRP, ale lekarz tego nie wziął pod uwagę - przekazała.
Niepozorny, ważny objaw
Przełomowym objawem okazał się jednak kaszel. To właśnie on doprowadził do dalszej diagnostyki. Początkowo kobieta słyszała inne rozpoznania. - Na szczęście na końcu wystąpił kaszel i to dzięki niemu tak naprawdę odkryliśmy, co mi dolega. Oczywiście na początku lekarze twierdzili, że mam zapalenie krtani, później, że mam zapalenie tchawicy - opowiadała.
Deput podkreśliła, że sama zabiegała o wykonanie badania obrazowego. - Wyprosiłam rentgen i tam wyszło, że mam guza w śródpiersiu - dodała.
Pogorszenie zdrowia
Stan 31-latki pogorszył się pod koniec zeszłego roku. Jak relacjonowała, choroba doprowadziła do poważnych powikłań. Płyn gromadził się w osierdziu i opłucnej, guz uciskał serce, a tchawica była przesunięta. - W grudniu już było ze mną na tyle źle, że tak naprawdę walczyłam o życie. Miałam bardzo dużo płynów w osierdziu i w opłucnej, uciskało mi to serce, miałam przesuniętą tchawicę, nie mogłam jeść, nie mogłam oddychać, nie mogłam leżeć na plecach, było bardzo ciężko - powiedziała.
W jej przypadku szybkie rozpoczęcie leczenia miało kluczowe znaczenie. Jak podkreśliła, już pierwsza dawka chemioterapii przyniosła wyraźną zmianę. - Na szczęście już pierwsza dawka chemii uratowała mi życie, bo guz zaczął się zmniejszać i objawy zaczęły ustępować - mówiła.
Dalsze leczenie
Zapytana o dalsze leczenie, kobieta wyjaśniła, że miała już wykonaną biopsję chirurgiczną w narkozie, ale sam guz nie kwalifikuje się do operacji. - Sama chemia powinna wystarczyć - przekazała. - Nadal jestem w trakcie leczenia, ale cieszę się, że jestem już w tym miejscu i tylko czekam na lepsze - dodała.
"Nie wstydźcie się prosić o pomoc"
Elżbieta Deput zaznaczyła, że dzieli się swoją historią, aby wesprzeć inne osoby, które chorują lub mierzą się z trudną diagnostyką. Podkreśliła, jak ważne w takim czasie jest wsparcie bliskich, innych pacjentów i fundacji. - Dzielę się z wami swoją historią, żeby dodać wam otuchy i żebyście wiedzieli, że nie jesteście sami. W chorobie jest mnóstwo osób, z którymi możecie porozmawiać, a także mnóstwo fundacji, które pomagają i naprawdę to wsparcie w tych ciężkich chwilach jest nieocenione - powiedziała.
Na koniec zaapelowała do obserwatorów, aby nie bagatelizowali swojego stanu zdrowia i szukali pomocy, gdy czują, że dzieje się coś niepokojącego. - Jeśli potrzebujecie pomocy, nie wstydźcie się o nią prosić. Walczcie o swoje zdrowie za wszelką cenę. Ja przesyłam wam dużo wsparcia i trzymam za was kciuki - podkreśliła.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.