Black Friday i marketingowe pułapki. Psycholożka ostrzega przed sztuczkami sprzedawców

Choć Black Friday miał być jednodniową okazją do tanich zakupów, od lat zamienił się w długi sezon promocji, w którym sprzedawcy wykorzystują cały arsenał chwytów marketingowych. Jaskrawe etykiety, pozorne okazje, rabaty ograniczone czasowo, gratisy czy progi zakupowe – to tylko część strategii, które mają sprawić, że kupimy więcej, niż naprawdę potrzebujemy. - Black Friday ma nas skłonić do zakupów, których nie potrzebujemy – podkreśla w rozmowie z PAP dr Anna Hełka z Uniwersytetu SWPS.

Kupujemy, choć nie potrzebujemy. Sklepy wiedzą, jak nas do tego skłonićKupujemy, choć nie potrzebujemy. Sklepy wiedzą, jak nas do tego skłonić
Źródło zdjęć: © Getty
Dominika Najda

Marketing, który gra na emocjach

Choć z pozoru promocje mają dawać oszczędność, w praktyce często są przygotowywane po to, by wywołać impuls. Już na długo przed Czarnym Piątkiem sklepy rozpoczynają tzw. black weeks, a cała komunikacja ma wywołać presję czasu i FOMO. Sprzedawcy zestawiają ceny "przed" i "po", stosują krzykliwe kolory i komunikaty o ostatniej sztuce, aby przyspieszyć decyzję.

Dr Hełka zaznacza, że konsumenci powinni patrzeć na te działania z dwóch stron. Z jednej, łatwo kupić coś zbędnego tylko dlatego, że jest taniej. Z drugiej: - Czarny Piątek może być okazją do bardzo racjonalnych zakupów, kiedy planowaliśmy już od jakiegoś czasu, że coś kupimy i robimy to wtedy, gdy są obniżki.

Kluczowe jest więc rozróżnienie między potrzebą a impulsem. Sprzedawcy chętnie manipulują formą rabatów – liczby procentowe wyglądają bardziej atrakcyjnie niż kwoty, nawet jeśli de facto oznaczają to samo.

E-handel rośnie dzięki pandemii. Brzoska: miliony nowych klientów

- Przykładowo z perspektywy sprzedawcy obniżkę o 5 zł lepiej pokazać jako 30 proc. mniej, natomiast 10-procentowa przecena jest mniej chwytliwa niż 200 zł rabatu – wyjaśnia ekspertka.

Wiele emocji wzbudza również obietnica gratisów. Nawet przedmiot, którego normalnie byśmy nie kupili, w wersji "za darmo" staje się nagle pożądany. - Za darmo chcemy mieć nawet rzeczy, których nie potrzebujemy – zaznacza psycholożka.

Podobnie działa dodatkowy rabat naliczany dopiero po przekroczeniu określonej kwoty. Konsument kupuje więcej, by "oszczędzić", choć w rzeczywistości wydaje więcej.

Odroczone płatności: największa pułapka młodych

Szczególnie ryzykowne są zakupy finansowane metodami typu "kup teraz, zapłać później". Wielu kupujących nie traktuje ich jako zobowiązania, ponieważ interfejsy aplikacji pokazują je jak środki do dyspozycji, a nie jak dług.

- Mylące jest to, że w aplikacji wygląda to jak pieniądze do dyspozycji… A nie, że 500 zł jesteśmy winni – podkreśla dr Hełka.

W efekcie odroczone płatności rosną wśród młodych najszybciej, zwłaszcza że do BIK trafiają dopiero wtedy, gdy nie zostaną spłacone.

Ekspertka wskazuje, że potrzebny jest plan i konsekwencja. Warto:

  • ustalić listę produktów i trzymać się jej,

  • wyznaczyć limit wydatków,

  • sprawdzać najniższą cenę z ostatnich 30 dni,

  • ignorować zapachy, dekoracje i atmosferę mającą pobudzać do zakupów,

  • unikać zakupów w stanie głodu lub zmęczenia,

  • poprosić kogoś o "kontrolę" naszych decyzji, jeśli wiemy, że mamy skłonność do impulsywności.

Okres przedświąteczny, jak przypomina badaczka, sprzyja rozluźnieniu zasad. - Trochę na zasadzie, że pomartwimy się później. Tak działa magia świąt – mówi dr Hełka.

Dominika Najda, dziennikarka Wirtualnej Polski

Źródła

  1. PAP

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie