"Chce pani doświadczyć zdrowego rodzicielstwa?" Walka o in vitro
"Już nigdy nie chcę patrzeć, jak umiera moje dziecko" – to jedna z odpowiedzi na apel skierowany do nosicielek rzadkich chorób genetycznych. Apel opublikowała w styczniu 2026 roku Monika Świtała na kilku grupach dla rodziców. Brzmiał on: "Jestem nosicielką rzadkiej choroby genetycznej i bardzo chcę mieć dziecko". Historie jej oraz innych matek opisała "Gazeta Wyborcza".
Walka o refundację
Kobiety skrzyknięte przez Monikę napisały do blisko stu posłów i posłanek. Odpowiedziało kilkanaścioro z nich. Złożyli pięć interpelacji, w których zwracają uwagę na wykluczenie z programu in vitro par obciążonych chorobami genetycznymi. Podnoszą, że refundacja in vitro połączonego z diagnostyką genetyczną byłaby rozwiązaniem humanitarnym, racjonalnym ekonomicznie oraz zgodnym z obowiązkiem państwa w zakresie ochrony zdrowia i profilaktyki.
Dofinansowanie in vitro. Wiceminister rodziny: W naszym badaniu nie było wskazania
Jedną z kobiet, które odpowiedziały na apel, była Edyta. Ma za sobą terminację ciąży z powodu rzadkiej choroby genetycznej u jej synka. Na pewnym etapie życia wraz z mężem zdecydowali się na kolejną ciążę – tym razem metodą in vitro. Na cały zabieg wydali ponad 60 tys. zł, z czego 18 tys. zł kosztowała sama diagnostyka zarodków. W Polsce takim parom jak Edyta i jej mąż nie przysługuje refundacja in vitro (ponieważ formalnie nie chorują na niepłodność) ani diagnostyka genetyczna zarodków.
"Refundacja nie jest rozważana"
Ministerstwo Zdrowia na każde pismo w sprawie refundacji dla nosicieli rzadkich wad odpowiada tak samo: z programu mogą skorzystać wyłącznie pary ze stwierdzoną niepłodnością. "Zmiany w programie nie są planowane". Refundacja PGT-M również nie jest rozważana – choć już w 2012 roku apelował o to Komitet Bioetyki przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk.
Za granicą jest inaczej
Zupełnie inaczej wygląda to w Wielkiej Brytanii, gdzie z procedury in vitro skorzystali Żaneta i Piotr, rodzice Sophii, dziewczynki z zanikiem mięśni. Kiedy lekarze zaprosili ich na spotkanie, by omówić mechanizm choroby, na koniec zapytali czy myślą o kolejnym dziecku i zaproponowali zabieg in vitro z diagnostyką zarodków. Wcześniej Żaneta nawet nie wiedziała, że taka opcja istnieje; była przekonana, że to nieosiągalnie kosztowna procedura. Tymczasem od brytyjskich lekarzy usłyszała, że pary w ich sytuacji mogą liczyć na pełne dofinansowanie. Dziś jest mamą dwóch córeczek. Młodsza z nich, Leah, przyszła na świat dzięki in vitro zimą 2024 roku.
Jak wynika z reportażu "Gazety Wyborczej", najbardziej zaawansowany system badań nosicielstwa działa w Izraelu. Tam każda para, zanim zacznie starać się o potomstwo, może bezpłatnie sprawdzić, czy jest nosicielem setek ciężkich chorób genetycznych. Jeśli ryzyko urodzenia chorego dziecka jest wysokie, państwo finansuje in vitro z diagnostyką zarodków.
Tymczasem w całej Polsce pracuje zaledwie około 140 genetyków klinicznych, a na wizytę w ramach NFZ czeka się ponad rok.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.