Dymisje w Ministerstwie Zdrowia? Goncerz: To kara, nie naprawa systemu

Po doniesieniach o nieprawidłowościach w szpitalach premier zażądał od resortu zdrowia konkretnych propozycji zmian. Porozumienie Rezydentów przekonuje jednak, że same decyzje personalne nie uzdrowią systemu. Lekarze mówią o potrzebie głębokich reform, a nie działań podejmowanych pod presją kryzysu.

Jolanta Sobierańska-Grenda, Donald TuskJolanta Sobierańska-Grenda, Donald Tusk
Źródło zdjęć: © Getty Images
Marta Słupska

Rezydenci komentują sytuację w ochronie zdrowia

Dymisje w Ministerstwie Zdrowia mogą być potrzebne, ale nie rozwiążą najważniejszych problemów systemu – ocenia Sebastian Goncerz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Jego zdaniem ewentualne decyzje personalne powinny być traktowane jako konsekwencja błędów, a nie jako sposób na reformę ochrony zdrowia.

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej Goncerz podkreślał, że w ostatnim czasie opinia publiczna dowiaduje się o kolejnych nieprawidłowościach w placówkach medycznych. Chodzi m.in. o omijanie kolejek do świadczeń, wysokie zarobki części medyków oraz przypadki budzące wątpliwości dotyczące organizacji pracy w szpitalach.

Dymisja to nie jest narzędzie naprawy systemu, to kara. System w dalszym ciągu będzie wymagał reform – zaznaczył Sebastian Goncerz.

Szef Porozumienia Rezydentów wskazywał, że odwołanie konkretnych osób może być uzasadnione, jeśli doszło do zaniedbań, uchybień lub braku właściwej reakcji. Ostrzegał jednak, że same dymisje mogą stworzyć fałszywe wrażenie, że problem został rozwiązany.

"Zasłona dymna" zamiast reform?

Według Goncerza decyzje personalne mogą stać się jedynie politycznym gestem, który odsunie uwagę od rzeczywistych przyczyn kryzysu w ochronie zdrowia. Jak ocenił, system wymaga zmian organizacyjnych, finansowych i prawnych, a nie wyłącznie wymiany osób na stanowiskach.

– Może to być też zasłoną dymną, która sugeruje, że się coś poprawiło – mówił Goncerz.

Lekarz dodał, że w ochronie zdrowia potrzebna jest realna zmiana systemu. W jego ocenie dymisje same w sobie "nic nie dają", jeśli nie idą za nimi konkretne rozwiązania, które ograniczą patologie i poprawią dostęp pacjentów do leczenia.

Do sytuacji odniósł się także Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów. Zarzucił Ministerstwu Zdrowia bezradność wobec ujawnianych w ostatnich tygodniach problemów. Zwrócił też uwagę, że częste roszady personalne mogą dodatkowo opóźniać prace nad rozwiązaniami.

– I oby zdążyły się skończyć do kolejnej dymisji osób odpowiedzialnych – stwierdził Krajewski.

Premier czeka na propozycje zmian

Wypowiedzi przedstawicieli Porozumienia Rezydentów padły po zapowiedziach premiera Donalda Tuska, który w piątek poinformował, że oczekuje od Ministerstwa Zdrowia konkretnych rekomendacji dotyczących naprawy sytuacji w ochronie zdrowia.

Szef rządu mówił o nieprawidłowościach związanych m.in. z tzw. salonikami VIP w szpitalach, omijaniem kolejek do świadczeń oraz bardzo wysokimi wynagrodzeniami części medyków. Resort zdrowia dostał czas do wtorku na przedstawienie propozycji. Jeśli rekomendacje nie spełnią oczekiwań premiera, w środę mają zapaść decyzje, również personalne.

Sebastian Goncerz ocenił jednak, że w tak krótkim czasie nie da się przygotować kompleksowego planu naprawy systemu ochrony zdrowia. Jego zdaniem potrzebna jest długofalowa praca, a nie rozwiązania tworzone w ciągu kilku dni pod presją medialną i polityczną.

Rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Anna Choszcz-Sendrowska przekazała PAP, że resort pracuje nad kolejnymi propozycjami zmian, których oczekuje premier.

Premier otrzyma we wtorek konkretne propozycje zmian w ochronie zdrowia – zapewniła.

Według rzeczniczki propozycje mają dotyczyć m.in. centralnej e-rejestracji, kominów płacowych oraz czasu pracy medyków. To właśnie te obszary znalazły się w centrum debaty po doniesieniach o nieprawidłowościach w Warszawskim Szpitalu Południowym.

Sprawa szpitala i pytania o nadzór

Impulsem do pilnych rozmów o zmianach w ochronie zdrowia były ustalenia portalu zero.pl dotyczące Warszawskiego Szpitala Południowego. Według tych doniesień lekarz bez specjalizacji pełnił funkcję koordynatora SOR. W ubiegłym roku, pracując w kilku placówkach, miał zarobić 1,6 mln zł.

Tylko w Szpitalu Południowym w 2025 roku miał przepracować łącznie 3976 godzin na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych. Oznacza to średnio 331 godzin miesięcznie. Lekarz był również radnym dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

Z doniesień wynika także, że na prowadzonym przez niego oddziale politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być wykonywane niemal od razu po rejestracji. Sprawa wywołała pytania o nadzór nad szpitalami, organizację pracy personelu oraz dostęp pacjentów do świadczeń.

Źródło: PAP

Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.

Wybrane dla Ciebie