Lekarz komentuje słowa o "saloniku VIP". Mówi, kto nie powinien stać w kolejce na badania
Zamiast "saloników VIP" – możliwość wykupienia dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w ramach NFZ. Tak do pomysłu prof. Jędrzejczaka o uprzywilejowaniu zamożnych płatników składek odnosi się dr Artur Płachta, członek Naczelnej Rady Lekarskiej. Jego zdaniem grupą, której należą się przywileje, są lekarze i pielęgniarki.
Saloniki VIP są w porządku?
Przypomnijmy – w felietonie na portalu Medexpress.pl prof. Wiesław W. Jędrzejczak, wybitny hematolog i jeden z pionierów polskiej transplantologii, odniósł się do tzw. saloniku VIP. Taki pokój dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin miał zaaranżować w Warszawskim Szpitalu Południowym ówczesny koordynator SOR-u i były członek KO, Dawid Kacprzyk.
– Dlaczego wszyscy mają stać w tej samej kolejce, skoro w bardzo różny sposób składają się na koszty jej obsługi? I sprawiedliwości tu nie ma żadnej, nawet takiej, aby było jednakowe (w sensie procentowym, a nie bezwzględnym) obciążenie składką – pytał w swoim tekście prof. Jędrzejczak.
"To jest patologiczna sytuacja". Warszawiacy karcąco o skandalu w szpitalu
Jego zdaniem oczywistym jest to, że on – ceniony lekarz i przedsiębiorca – nie będzie stał w tej samej kolejce co jego równolatek, emeryt, dla którego wizyta u lekarza to "główna atrakcja towarzyska".
Lekarze mają prawo do przywilejów
O odniesienie się do tych słów poprosiliśmy dr. Artura Płachtę, byłego prezesa Wojskowej Izby Lekarskiej i uznanego ginekologa.
– Żadna osoba nosząca biały fartuch, czy to będzie lekarz, czy pielęgniarka, nie powinna stać w kolejce – stwierdza w rozmowie z WP abcZdrowie dr Artur Płachta, członek Naczelnej Rady Lekarskiej. – Bo jeśli ja stoję w kolejce do badania, to nie pracuję, a w tym czasie kilku pacjentów nie otrzyma pomocy. Jesteśmy odpowiedzialni za zdrowie Polaków i z tego tytułu, nie boję się użyć tego słowa, należą nam się pewne przywileje – podkreśla.
Dodatkowe ubezpieczenie
Zdaniem dr. Płachty podobnie powinno się podchodzić do seniorów, którzy powinni mieć oddzielną ścieżkę dostępu i również nie stać w kolejkach.
Choć dr Płachta rozumie argumentację prof. Jędrzejczaka, to jego zdaniem, zamiast uprzywilejowywać płatników najwyższych składek automatycznie, powinno się dać im możliwość dobrowolnego wykupienia wyższej pozycji ubezpieczenia.
– Naprawdę dziwi mnie to, że w Polsce nikt nie chce nawet podnieść tematu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, które można by wykupić w publicznej ochronie zdrowia. Na zasadzie: zarabiasz dużo i chcesz z tego tytułu mieć szybszy dostęp do usług leczniczych – to możesz dokupić sobie dodatkową polisę – tłumaczy.
Lekarz argumentuje, że w kwestii płatności już teraz nie istnieje idealna równość. Podał przykład rodzin, gdzie jest kilkoro dzieci z przewlekłymi chorobami, których rodzice nie pracują – to państwo płaci składkę za rodzica pobierającego świadczenie, ale w naszym systemie na leczenie jego dzieci składają się wszyscy obywatele.
– To zrozumiałe i tak samo zrozumiałe powinno być, że jeśli ktoś dodatkowo płaci, to powinien mieć przywilej szybszego korzystania z usług zdrowotnych – podkreśla dr Płachta, którego zdaniem powinniśmy porzucić tabu współpłatności za publiczną ochronę zdrowia. Lekarz podał przykład Czech, gdzie pacjenci płacą symboliczną kwotę za wydanie recepty.
Lekarz nie powinien być politykiem
Oddzielną sprawą jest, zdaniem dr. Płachty, kwestia wykorzystywania przez polityków swojej pozycji. Chodzi tu nie tylko o sprawę saloniku VIP w warszawskim Szpitalu Południowym, ale też opisaną przez Wirtualną Polskę sprawę senatora Lenza.
– Bycie politykiem nie powinno dawać żadnych przywilejów w szpitalach. Jeśli chcą się szybciej leczyć, to może niech zadbają o to, żeby zrobić sobie w Sejmie przyzakładową klinikę – stwierdza kategorycznie dr Płachta. Jego zdaniem powinno się w zasadniczy sposób oddzielić świat polityki od świata ochrony zdrowia.
– Jeśli lekarz chce być politykiem, to oddaje prawo wykonywania zawodu (PWZ). W ten sposób unikniemy kolizji systemowych i potencjalnych przyczyn patologii – mówi w rozmowie z WP abcZdrowie.
– Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś był jednocześnie czynnym lekarzem i czynnym politykiem, bo partia zawsze będzie go wykorzystywać do swoich celów, a on będzie musiał naginać etykę lekarską do potrzeb swoich politycznych mocodawców. To nie zależy od barw politycznych, bo jeśli ktoś myśli, że dotyczy to tylko obecnego rządu, to niech przypomni sobie kontrowersje związane z byłym marszałkiem Senatu. Sprawa jest prosta – idziesz do polityki, zawieszasz prawo do wykonywania zawodu, a jeśli chcesz potem do niego wrócić, to musisz zrobić to zgodnie z przepisami – podkreśla ginekolog, wskazując przykład Andrzeja Sośnierza, który zrezygnował z PWZ zostając zawodowym politykiem.
Uregulować godziny pracy lekarzy
Kolejną kwestią jest uporządkowanie godzin pracy lekarzy i stworzenie systemu, który będzie przeciwdziałał powstawaniu sytuacji takich jak z Dawidem Kacprzykiem, który na stanowisku koordynatora szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) zarobił w ciągu roku 1,6 mln zł. Jak ujawniły media, lekarz miał w 2025 r. przepracować w szpitalu 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie.
– Mnie ta sytuacja też bulwersuje. Jeśli ja źle wypiszę receptę, to system to szybko wykryje i poniosę karę. Niemożliwe też jest to, bym w jednej przychodni pracował do 13.30, a w drugiej od 13.15, bo NFZ to skontroluje. W wypadku tego radnego nie było takiej gruntownej kontroli – zauważa dr Płachta.
Według niego kwestia godzin pracy lekarzy i zatrudniania ich w różnych placówkach powinna być ściśle uporządkowana.
– Obecnie lekarze mogą rejestrować się w wielu miejscach, które nie wiedzą o sobie nawzajem. Skutkuje to pracą ciągłą, np. przez 5 dni z rzędu bez żadnej przerwy, o czym wie wyłącznie sam lekarz – zauważa ginekolog. – Moim zdaniem lekarz, który twierdzi, że jest w stanie tak pracować, jest zwyczajnie niewiarygodny.
Jednocześnie uważa on, że nie ma nic złego w tym, by łączyć prywatną praktykę z pracą w publicznej placówce. Ważne tylko, by stworzyć przepisy, które to właściwie uregulują – na przykład poprzez ustalenie proporcji zarobków, jakie zatrudniony w państwowym szpitalu lekarz może wypracować prywatnie. Z drugiej strony, według dr. Płachty, nasz system ochrony zdrowia załamie się, jeśli lekarze nie będą mogli pracować w więcej niż jednym miejscu.
– Wszystkim, którzy twierdzą, że teraz na lekarzy trzeba nałożyć jakieś drastyczne sankcje, powiem tylko, że dobro nas, medyków, to dobro pacjentów. Nam też zależy na wyeliminowaniu patologii. Różnica jednak jest taka, że my sobie poradzimy. Część wyjedzie za granicę, część w ogóle wyjdzie z systemu państwowej ochrony zdrowia. Gorzej będzie z pacjentami – podsumowuje dr Płachta.
Treści w naszych serwisach służą celom informacyjno-edukacyjnym i nie zastępują konsultacji lekarskiej. Przed podjęciem decyzji zdrowotnych skonsultuj się ze specjalistą.